ENG
A A A
 grudzień 2019 
Klisze pamięci - o Mój Poland Drive

Klisze pamięci - o Mój Poland Drive

| http://www.nowytaniec.pl | 2009

Język publikacji: polski

Magdalena Przybysz to kolejna już tańcząca krakowianka, która szansę na artystyczny rozwój dostała dopiero poza swym miastem. A także kolejna, której pomógł w tym poznański program rezydencyjny Solo Projekt. Jak prawie wszystkie krakowskie tancerki, przewinęła się przez Eksperymentalne Studio Tańca EST charyzmatycznej  improwizatorki i pedagożki Iwony Olszowskiej, działające w domu kultury na Kazimierzu. I jak dla wszystkich – było tam dla niej za ciasno.

 

Przypomnijmy – wcześniej w Starym Browarze pracowały już Dominika Knapik(Solo Projekt 2007) i Barbara Bujakowska (edycja 2008). Obie stworzyły oryginalne konceptualne propozycje – Knapik eksplorując powiązania między tańcem a aktorstwem, zaś Bujakowska podejmując grę z muzycznością przedstawienia, powiązania ciała i choreografii z kompozycją muzyczną. Natomiast w tym roku równolegle z Przybysz pracowała Małgorzata Haduch, również z Krakowa (oraz Ramona Nagabczyńska z Warszawy).

 

To, co wyróżnia Magdalenę Przybysz spośród olbrzymiej większość młodych polskich choreografów i choreografek, to fakt, że istotną częścią jej spektaklu zawiera odniesienia do bardzo konkretnej rzeczywistości społeczno-politycznej. Odniesienia te nie muszą oznaczać od razu społecznego zaangażowania, ale tym bardziej skłaniają do podjęcia krytycznej lektury spektaklu i sprawiają, że zasługuje on na szczególną uwagę. Tym bardziej, że Mój Poland Drive, którego premiera odbyła się 29 maja, nawiązuje do wydarzenia, którego rocznicę obchodzono hucznie parę dni później – przełomu 4 czerwca 1989 roku.

 

Solo jest zatem bardzo „na czasie”. Chyba od czasów referendum akcesyjnego i wstąpienia Polski do Unii Europejskiej prywatne massmedia i rządowe kampanie promocyjne nie przekonywały nas do niczego tak nachalnie. W zalewie propagandy nie pozostawiającej cienia wątpliwości, że po pamiętnym 4 czerwca wstąpiliśmy w wiek złoty, performans osoby, która mówi że dorastała wraz z „rozwijaniem skrzydeł przez polską demokrację” – to szczególne ryzyko. Poza wciąż dość niszowymi lewicowymi publicystami, wszyscy – od Mariana Krzaklewskiego po Jacka Żakowskiego - cieszą się przecież z rocznicy. Jedyny szerzej rozpowszechniony dyskurs wobec niej sceptyczny to bogoojczyźniane argumenty tej bardziej radykalnej z wielu polskich prawic, głoszącej, jakoby w 1989 „czerwoni dogadali się ze ’swoimi’ w opozycji” - krytykującej zatem bardziej historyczno-moralną legitymację nowej władzy, nie zaś społeczne skutki jej działań. Ludzie sceptyczni wobec kształtu polskiej transformacji przedstawiani są z reguły jako nieudacznicy, którzy nie umieli złapać w swe żagle „wiatru przemian”. Dlatego też miałem wiele obaw co do premiery solowego spektaklu Przybysz. Czy odważy się na krytykę? A może wpisze się w klimat ogólnonarodowej fiesty? - zastanawiałem się oczekując na początek przedstawienia.

 

A czekałem dłuższą chwilę, moment ten bowiem został rozmyślnie zamazany. Artystka wyszła na scenę, gdy techniczni zmieniali jeszcze scenografię po poprzednim występie. Zaczęła się rozciągać, ustawiać piec gitarowy – występuje z gitarą elektryczną - tańczyć, jednocześnie wchodząc w komiczne interakcje z pracownikami sceny… Gdy nie mamy już wątpliwości, że spektakl się zaczął, performerka staje na prostej linii - wyznaczonej na scenie za pomocą plamy światła – i głośno nazywa ją „linią czasu”. Przechodząc wzdłuż tej osi, zaznacza rok swych urodzin (1979), rok 1981 - stan wojenny, wreszcie wybory z roku 1989. Pierwszy raz w produkcji Starego Browaru mamy do czynienia z werbalnym opowiadaniem historii. W tle znajduje się ekran – zobaczymy na nim znane widoki z krakowskiego Rynku - kościół Mariacki, wieżę ratuszową, most Piłsudskiego – a nad nimi szybującą Magdalenę Przybysz. W pewnym momencie, by zmylić tropy, przeleci również nad warszawskim Pałacem Kultury… Artystka – jak wyznaje w swej opowieści – zawsze marzyła o lataniu. Wspomnienia z dzieciństwa, dziecinna perspektywa, pewna lekkość i naiwność narracji – wszystko składa się na osobliwą „dziewczęcość”, z którą artystki powiązane z Iwoną Olszowską grają już od dłuższego czasu. Gdy Przybysz tańczy – również widzimy mocno zakorzenioną w improwizacji stylistykę rodem ze Studia EST.

 

Spojrzenie z perspektywy dziecka uprawnia do wielu uproszczeń, a z drugiej strony – do zachowania humorystycznego dystansu. Usprawiedliwia potężne nagromadzenie klisz, z których zbudowany jest spektakl. Lata osiemdziesiąte to z Maanam i Kora – których teledyski oglądamy i do których nuconej przez siebie piosenki przybysz wykonuje brawurowy układ. Z drugiej dekada stanu wojennego to - równie zgodnie z powszechnym wyobrażeniem - olbrzymia liczba odcieni szarości, którą rzekomo naliczyła wówczas artystka i ludzie z naręczami papieru toaletowego. Artystka opowiada o nich z pogodnym zaciekawieniem, jakby przedstawiała odległą i dziwną krainę… Gdy mówi, że w dzieciństwie jej ulubioną zabawą było zwisania na lufie czołgu - nie wiadomo, o który czołg jej chodzi: czy o ten, który na stałe zadomowił się w Nowej Hucie w charakterze pomnika, czy może o pojazdy pancerne z czasów stanu wojennego? Kiedy wymienia prezydentów III RP (Lech Wałęsa - pseudonim Bolek, Aleksander Kwaśniewski - pseudonim Olek, Lech Kaczyński – pseudonim Bolek i Lolek) – zapomina o pierwszym prezydencie „nowej Polski”, którym od 31 grudnia 1989 był wybrany przez Zgromadzenie Narodowe gen. Wojciech Jaruzelski…

 

Nie idzie tu jednak o opowiedzenie na nowo historii stanu wojennego, lat 80. i polskiej transformacji, o rocznicową apologię ani zdecydowaną krytykę tych wydarzeń. Mój Poland Drive – to nie tylko mieszająca porządki rzeczywistości i wątki – jak będący inspiracją dla tytułu film Lyncha (Mullholand Drive) – taneczna opowieść performerki o swoim dzieciństwie na tle społecznych przemian. To obraz - swoisty „zrzut ekranu” - pamięci pokolenia, które okres nazywany w programie przez Przybysz „głęboką komuną” pamięta nie tyle bezpośrednio, co przez społeczno-medialne narracje. To przede wszystkim one kształtują obraz PRL, one narzucają klisze. To dlatego z pocztu prezydentów III RP wypada Jaruzelski, którego pamięć zbiorowa i masowa wyobraźnia łączy wyłącznie z minionym ustrojem. Dlatego również musiało w spektaklu paść osławione zdanie Joanny Szczepkowskiej - „Proszę państwa, 4 czerwca 1989 roku skończył się w Polsce komunizm” - wypowiedziane zresztą przez aktorkę 28 października 1989, co wskazuje na to, że demontaż poprzedniego systemu nie był punktem na „osi czasu”, ale długim i skomplikowanym procesem.

 

Artystka w komiczny, choć zarazem subtelny sposób ukazuje polską wiarę w magiczne znaczenie słów Szczepkowskiej – gdy je wypowiada, gra na gitarze elektrycznej Mazurka Dąbrowskiego, a dzięki światłom scena zmienia się w biało-czerwoną flagę. Patrząc z zachowawczej perspektywy, przeniesienie hymnu narodowego w sferę muzyki rozrywkowej, a barw narodowych – w obszar gry lamp estradowych – to pewna desakralizacja polskiej symboliki. Z drugiej jednak strony – ukazuje to wprzęgnięcie narodowych symboli w kierat przemysłu popkultury, który pracowicie wytwarza naszą kapitalistyczną, „wolną” tożsamość po 1989 roku – nie stroniąc od prostych, jarmarczno-stadionowych rozwiązań, w rodzaju ostatnich obchodów 4 czerwca. To echa produktów tego przemysłu przywołuje Przybysz, przepisując medialną opowieść o przeszłości.

 

W narracji tej nie ma miejsca dla tych, którzy w zamian za poparcie przemian stracili swoje miejsca pracy, którzy nie mają znanych z telewizji zadowolonych twarzy nowej „klasy średniej” (pojęcie w Polsce rozciągnięte do granic możliwość) i którym – gdy wyrażają swój sprzeciw - prasa, podobnie jak niegdyś, nadaje etykietki „roszczeniowców” i „zadymiarzy”. Nie mówi się też o klerykalizacji sfery publicznej i chociażby ograniczeniu praw reprodukcyjnych kobiet – choć w swej opowieści Przybysz akurat wspomina groteskowy incydent ze szkolnym katechetą. W Mój Poland Drive krakowska tancerka nie przeciwstawia się wprost tym konsekwencjom transformacji ani obecnemu ładowi – i nie wiem, jakie jest jej polityczne stanowisko w naszkicowanych wyżej kwestiach. Artystka robi jednak coś innego – wskazuje na to, że źródła polskiej tożsamości potransformacyjnej są dość płytkie i niepewne, a sama ta tożsamość – pracowicie konstruowana przez medialny spektakl.

instytucje

ludzie tańca

spektakle

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia