ENG
A A A
 październik 2018 

Lublin otwarty na taniec – Letnie Forum Tańca Współczesnego 2014

Barbara Żarinow | TaniecPOLSKA.pl | 2014

Relacje

18 sierpnia 2014

Letnie Forum Tańca Współczesnego każdego roku stanowi podsumowanie i zwieńczenie kończącego się sezonu tanecznego. Wydarzenie to przybliża widzom taniec współczesny, uznawany za jedną z najbardziej efemerycznych dziedzin sztuki. Lubelski Teatr Tańca przez 6 lat organizował Forum na każdą porę roku. Jednak od 2009 to czerwiec oraz lipiec dosłownie i w przenośni otwierają Lublin na taniec. Spektakle, przez wszystkie poprzednie sezony, prezentowane były bowiem na wolnym powietrzu – w Muszli Koncertowej Ogrodu Saskiego. W tym roku zrobiono wyjątek i wydarzenia LFTW odbywały się w lubelskim Centrum Kultury. Jednak idea otwartości pozostała, tegorocznej edycji przyświecała formuła PWYW – „pay what you want”, czyli płać ile dusza zapragnie.

 

Pierwszy dzień prezentacji poświęcony został spektaklom młodych lubelskich choreografów, których prace powstały w ramach programu Open studio Lubelskiego Teatru Tańca. LTT objął patronat nad młodymi choreografami, oddając im przestrzeń do działań artystycznych i wspierając konsultacjami. Cudowne źrebię Joanny Belzyt powstało w ramach tego projektu. Autorka jest doktorantką pedagogiki na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim i byłą stypendystką Akademii Praktyk Teatralnych „Gardzienice”, gdzie grała m.in. w: Znaku Kaina oraz Supermarkecie i Narodowym VooDoo. Spektakl zaprezentowany w ramach LFTW powstał na podstawie baśni ludowej z regionu Lubelszczyzny, spisanej przez Oskara Kolberga. Głównym bohaterem jest Księżniczka na wydaniu, o jej przyszłe losy walczy Zły Duch z Cudownym Źrebięciem. Belzyt do baśni podchodzi po jungowsku, szuka archetypów osobowościowych: w tym trójkącie postaci odnajduje jedność. Zły duch symbolizuje działania, które podświadomie podejmujemy, aby uniemożliwić swoją samorealizację; natomiast źrebię reprezentuje zdolności twórcze.

 

W spektaklu występują dwie tancerki, które począwszy od kostiumu znajdują się wobec siebie w stałej opozycji. Pierwsza z nich – Belzyt – w czerwonej sukience, która podkreśla drapieżność i dzikość jej ruchu. Druga – Aleksandra Bidzińska – ubrana na biało, jest nieśmiała i delikatna, a jej sposób poruszania się pozostaje niepewny i kruchy. Tańczą dwa różne układy choreograficzne, momentami synchronizując się, jakby próbowały zespolić się w jedno ciało. Kolory te przywołują skojarzenie mleka i krwi, które są symbolami kobiecości, życiodajnej mocy.

 

Kolejne spektakle w ramach Open studio ukierunkowane zostały na taniec konceptualny. Ciekawym doświadczeniem była GRA-O-NIC, będąca debiutem scenicznym Kuby Odzioby i Aleksandry Krawczyk. Oboje kojarzeni są z nurtem hip-hopu, dlatego wykorzystali tę technikę jako środek narracji, skupiając się na relacjach: artysta – widz, tancerz – tancerka.

 

Początek spektaklu jest przewrotny. Dzięki umieszczonej naprzeciwko kamerze, publiczność może obserwować się na ekranie. Wśród widzów są również performerzy, którzy próbują zbadać granicę ich cierpliwości i przez kilka minut nie wychodzą na scenę. Eksperyment ten kończy się tradycyjnie, bo to artyści poddają się woli publiczności. Zaczynają od prezentacji figur zaczerpniętych ze stylu hip-hop. Z czasem nabierają one coraz większej dynamiki, aż w końcu stają się ich indywidualnym sposobem poruszania się. Tempo ruchu cały czas wzrasta, aż do osiągnięcia punktu zero, w którym artyści łączą się, synchronizując oddech.

Płeć, doświadczenie taneczne i wszystkie dzielące performerów różnice zostały podkreślone również kolorem stroju. Koniec performansu to symboliczne zespolenie, zlanie się dwóch kolorów w jedno. Ten spektakl dąży do uporządkowania teatralnej rzeczywistości, wpisując ją w jasno określoną, binarną opozycję. Artyści wyznaczyli granice między sobą, między widzem a performerem, by później je pozacierać.

 

Z nurtu tańca konceptualnego w Lublinie znana jest już Justyna Jasłowska. Spektakl, który zaprezentowała na tegorocznym Letnim Forum Tańca – Sorry. I don`t like to be killed można porównać do jej poprzedniej pracy – Sztuki pływania. W obu tych przypadkach jest to zabawa formą, poszukiwanie inspiracji do choreografii w ruchu „nieprofesjonalnym”, nieudolnym.

 

Na ogromnym ekranie wyświetlana jest projekcja, na której dojrzała kobieta uśmiecha się, machając w stronę widowni, jakby wszystkich witała. Po pewnym czasie pojawia się Jasłowska, śmiesznie mała w porównaniu do gigantycznej projekcji. Kopiuje ruch z nagrania. Jest on na początku trochę mechaniczny, z czasem nabiera jednak sensu.

 

Artystka zdecydowała się wykorzystać nagranie własnej matki. Osobista relacja nadaje ciekawy kontekst. Nie chodzi o przywołanie życia rodzinnego Jasłowskiej, spektakl nie ma ambicji autobiograficznych, powstał raczej po to, ażeby pokazać jak głębokie są relacje matka – córka, rodzic – dziecko. Ten związek zawsze ma charakter hierarchiczny, co w przedstawieniu zostało podkreślone przez dysproporcję wielkości. Matka na nagraniu jest monumentalna. Widzi wszystko, nic się przed nią nie ukryje, nawet w momencie, kiedy znika. Nasza bohaterka zaczyna wtedy działać „po swojemu”, chce wypracować własny sposób poruszania się – staje na jednej nodze, przyjmuje różne dziwne pozycje, chwieje się, upada. Każda próba kończy się porażką. Wtem pojawia się Matka z miną wyrażającą dezaprobatę. I znów Córka przejmuje jej ruch, jakby dała za wygraną, po raz kolejny się podporządkowując.

 

Znamienne jest, że przez cały spektakl Córka odwrócona jest do publiczności plecami. Zdarzają się sytuacje, w których jest o krok od pokazania twarzy, ale robi wszystko, by tak się nie stało. Jakby się wstydziła. Wpatrzona cały czas w duży ekran, może z nadzieją, że pojawi się tam podpowiedź, w jaki sposób ma postępować.

 

„To be killed” w tym spektaklu to zabójstwo własnej autonomii, osobowości, całkowite podporządkowanie się drugiej osobie, ale opowiedziane z przymrużeniem oka. Jak mówi sama artystka, „to be killed” to synonim loosera, osoby, której nic w życiu się nie udaje. Każda samodzielna próba jakiegokolwiek działania kończy się fiaskiem. Ważnym środkiem narracji w spektaklu jest muzyka. Wykorzystane zostały piosenki m.in.: Celine Dion, Christiny Aguilery, czy Queen. Artystka posługuje się ich tekstami, by opowiedzieć historię budowania własnej tożsamości, odnajdywania swojej wartości. Postać ewoluuje od postawy „All by myself don't wanna be” po „I am beautiful no matter what they say.(...) I am beautiful in every single way.”

 

Młodzi lubelscy twórcy na Letnim Forum Tańca Współczesnego zostali skonfrontowani z zagranicznymi grupami, m.in. z zespołem Slavy Gepnera „novaTanz”, który powstał w 2006 w Kolonii. Jednak jej założyciel urodził się we Wrocławiu, gdzie zdobywał swoje pierwsze doświadczenia taneczne, tam trenował pantomimę, a następnie taniec klasyczny. Uczęszczał do Ogólnokształcącej Szkoły Baletowej w Łodzi, a później studiował choreografię na wydziale Reżyserii Baletu w Państwowym Konserwatorium im. N. Rimskiego-Korsakowa w St. Petersburgu, gdzie tańczył również w tamtejszym zespole baletowym. 

 

Jako jeden z pierwszych i najważniejszych celów swojego zespołu Gepner obrał zawarcie współpracy między polskimi i niemieckimi środowiskami tanecznymi. Z perspektywy lat można uznać, że udaje się im wywiązać ze zobowiązania, ponieważ zespół ten chętnie goszczony jest w Polsce, kilkakrotnie odwiedził Warszawę, Wrocław, a w tym roku na LFTW zaprezentował dwa spektakle. Pierwszy – HeartBeat w formie work in progress, czyli choreografia Carmen Casagrande, która jest współzałożycielem zespołu. Za punkt wyjścia obrała ona umiejętność wsłuchiwania się we własne ciało. Na tej podstawie zbudowała ruch, który oparty jest na ciągłej pulsacji. Tancerze swój performans zaczynają od klatki piersiowej, później impuls przechodzi do miednicy, nóg, rąk, głowy. Systematycznie wprowadzają całe ciało w drganie. Bardzo ważna jest tutaj relacja ruchu z muzyką (co okazuje się być cechą charakterystyczną dla tej grupy). Ciało staje się tu rezonatorem, który wzmacnia każdy dźwięk. Końcówka spektaklu pokazuje, że ta relacja pochłania widza. Kiedy tancerze skończyli pokaz, zobaczyli, że publiczność przejęła od nich ruch i dalej porusza się w rytm muzyki.

 

Drugi spektakl, Check…In w choreografii Slavy Gepnera, to próba ukazania mikrospołeczeństwa, jakim jest korporacja, tj. rządzącego się własnymi prawami, dopuszczającego zachowania, które poza biurem uznalibyśmy za niemoralne. Walka za wszelką cenę o wysoką pozycję, przedmiotowe traktowanie podwładnych czy wulgaryzmy, które są najlżejszą formą odreagowywania stresu. Biuro staje się samowystarczalną komuną, której żaden z pracowników nie chce opuszczać w obawie przed mniej atrakcyjnym i nie tak intensywnym realnym życiem.

Choreografia odzwierciedla sedno korporacyjnego życia i relacje, jakie w nim panują. Jest bardzo dynamiczna, efektowna, zawiera dużo elementów akrobatyki i podskoków. Jej dużą część stanowią partie tańczone wspólnie, w idealnej synchronizacji, ewentualnie w kanonie. Często wyłamują się z nich pojedyncze osoby, które dalej w bardzo szybkim tempie tańczą, ale już własną choreografię, jakby chciały się wybić, zwrócić na siebie uwagę.

 

W spektaklu bardzo ważna jest warstwa słowna. Począwszy od tytułu, który przywołuje wiele skojarzeń. „Check in” to określenie używane w grze w szachy, po polsku – szachować, czyli sprawiać, że król przeciwnika zostaje bezpośrednio zaatakowany. Zakłada to sytuację zagrożenia, trzymania kogoś w niepewności, wywierania na niego wpływu. Znajduje to odzwierciedlenie w spektaklu – w momencie, kiedy wszyscy siedzą na krzesłach w linii, wypychają ze swojego grona jedną osobę i wyznaczają jej zadanie. Na początku jest to forma zabawy, później jednak presja, wpływ grupy na jednostkę staje się coraz silniejszy. W pewnym momencie osoba ta jest w stanie zrobić już wszystko.

 

Kolejnym skojarzeniem, jakie wywołuje tytuł, są hasła reklamowe. Slogany stają się naturalnym językiem bohaterów tego spektaklu. Posługują się nimi nawet w relacjach osobistych. Charakterystyczne jest to, że reklamowany przedmiot w wypowiedziach zostaje upodmiotowiony. Jako seksowna i inteligentna opisywana jest szminka, czy krzesło. Rzecz odwrotna dzieje się z człowiekiem i jego ciałem.

 

Kompozycja spektaklu zamyka się klamrowo. Początek to prezentacja postaci. Widzimy uśmiechniętych, pewnych siebie ludzi. Koniec to pełne seksapilu, pociągające ciała, ale zdezelowane, bo pozbawione osobowości.

 

Letnie Forum Tańca Współczesnego to nie tylko podsumowanie mijającego sezonu, ale także zapowiedź nadchodzącego. Na wrzesień szykowana jest premiera Stalking paradise Lubelskiego Teatru Tańca, realizowanego w ramach programu Instytutu Muzyki i Tańca Zamówienia choreograficzne 2014. Do współpracy zostali zaproszeni Külli Roosna i Kenneth Flak. To estońsko-norweski duet, który pracuje razem od 2008 roku. W ich spektaklach bardzo ważną rolę odgrywa narracja obejmująca szeroki zakres tematów: od problemów społecznych, poprzez reżim państw totalitarnych, po współczesną kulturę doby nowych mediów. Jednak zawsze w centrum zainteresowania ustawiają człowieka, osadzając go w różnych sytuacjach i z laboratoryjną dokładnością badając jego reakcje, zachowanie, relacje z innymi.

 

Podczas Letniego Forum Tańca Współczesnego widzowie zobaczyli The Wolf Project. Artystów zainspirowała historia babci Külli, która w czasie II wojny światowej podzieliła los tysiąca Estończyków i została deportowana w głąb Syberii. Duet wychodzi od globalnego problemu wojny, działania reżimu politycznego, ale na tym nie poprzestaje. Aby przedstawić sytuację osoby przetrzymywanej i zniewolonej, artyści wykorzystują narrację pierwszoosobową. Słyszymy historię kobiety, która w wyniku łapanki została wywieziona w wagonie zwierzęcym na kraniec Europy. Przeżyła jako jedna z nielicznych, a teraz znajduje się w nieznanym miejscu, gdzie panują niezrozumiałe reguły, którym musi się bezwarunkowo podporządkować.

 

Cała przestrzeń jest biała – może kojarzyć się ze śniegami Syberii albo ze sterylnym środowiskiem laboratorium. Widzimy dwójkę bohaterów. Mężczyznę, który początkowo stoi na uboczu i wszystko obserwuje. Jego ruch jest pedantycznie dokładny, doskonały, ale mechaniczny, pozbawiony uczuć. W centralnym punkcie siedzi kobieta ze związanymi rękami i zasłoniętą twarzą. Nie widzi nic, ale wszystkie polecenia, jakie wydaje mężczyzna wykonuje precyzyjnie. Jest wytresowana jak zwierzę, oduczona własnego myślenia, całkowicie poddana. Obserwujemy cały proces tej tresury. Jednak z czasem jej pozycja się umacnia. Nie wykonuje już tylko poleceń, ale też sama je wydaje.

 

Artyści pokazali, w jaki sposób napędza się maszyna totalitaryzmu, którego trybikami są ludzie poddawani wcześniej manipulacji i przemocy, stający się następnie oprawcami. Nie wiemy jednak jak zakończy się ta historia. Bohaterka rośnie w siłę i zabija swojego ciemiężyciela. To wbrew przypuszczeniom jej nie wyzwala, co ujawnia ambiwalencję ich relacji. Dlatego bohaterka rozpaczliwie próbuje ożywić mężczyznę. Sadza go na krześle, ale do końca nie wiadomo, w jakiej roli i chyba ona sama też tego nie wie. Czy przywraca go na pozycję przywódcy, który z wysokości może obserwować wszystko, co się dzieje dookoła, czy może krzesło stanie się jego więzieniem i role się zamienią?

 

W ramach Letniego Forum Tańca Współczesnego zorganizowano wystawę Cały świat jest naszą sceną. Jest to zbiór fotografii Bolesława Lutosławskiego przedstawiający tancerzy Rambert Dance Company, pierwszego w Londynie zespołu tańca klasycznego, założonego przez polską tancerkę Marie Rambert. Portretowani zostali ukazani w różnych przestrzeniach – w lesie, parku, przed Luwrem, na ulicy, w domu. Zatrzymani w miejscach, gdzie to, że są tancerzami wydaje się nie mieć znaczenia. A jednak przestrzenie te stają się ich sceną; dlatego pozują, odgrywając małe role. Widzimy zakochaną parę, wzburzoną kobietę, która energicznie maszeruje przez miasto, czy mężczyznę z brodą spokojnie przechadzającego się po kuchni. Uderzające jest to, że nie widać oczu portretowanych, a przecież zwykło się mówić, że są one zwierciadłem ludzkiej duszy, nigdy nie kłamią. Przez to postacie wydają się być odległe, niedostępne. Czerń i biel jeszcze bardziej to podkreślają. Są nieosiągalne dla nas, którzy ostrożnie stąpamy po ziemi z zadartą głową, przyglądając się wystawionym zdjęciom. Fotografie opowiadają początek historii, którą każdy z nas może sobie dopowiedzieć.

 

Wystawie towarzyszyła rozmowa z autorem. Artysta opowiadał historie każdego ze zdjęć, dzieląc się refleksjami związanymi z byciem fotografem i doświadczeniem pracy z tancerzami. Oba te zawody są sobie bardzo bliskie. Zarówno jeden, jak i drugi wyczulony jest na każdą nieszczerość, poszukuje prawdy w ciele i obrazie. Lutosławski mówił o tym, iż aby zostać tancerzem należy podjąć tę decyzję już w okresie dzieciństwa, bo świadomość własnego ciała musi być kształtowana od najmłodszych lat. Tak samo jest z zawodem fotografa, którego najważniejszą zdolnością jest umiejętność patrzenia, a ją również zdobywa się przez całe życie. Autor opowiadał także o zakochiwaniu się, choćby na chwilę, w portretowanych. Bo przecież tylko osoba, która kocha potrafi odkryć prawdę. Chce zadać sobie wysiłek i zajrzeć w głąb, pod warstwę zewnętrzną. Chce docenić piękno, które nie zawsze jest oczywiste.

 

***

 

Letnie Forum Tańca Współczesnego stanowiło podsumowanie sezonu teatralnego 2013/14, który dla Lubelskiego Teatru Tańca był bardzo intensywny. We wrześniu 2013 roku zostało oddane do użytku odrestaurowane Centrum Kultury, dzięki czemu LTT zyskał więcej przestrzeni do działań artystycznych i edukacyjnych. Przez cały rok organizowane były spotkania z artystami, krytykami i autorami książek m.in. Jadwigą Majewską i Anną Królicą. Dzięki inicjatywie Kino Mistrzów Tańca, widzom zostały przybliżone wybrane najlepsze europejskie choreografie – pierwszy cykl projekcji poświęcony został Nederlands Dans Theater. Uwagę zwracał również ciekawy program warsztatów skierowanych nie tylko do profesjonalistów, jak wspomniany wcześniej projekt Open studio czy programy rezydencyjne (w ramach których powstał spektakl Anny Godowskiej Barocco). Centrum Ruchu to z kolei nowa oferta edukacyjna LTT dla osób w każdym wieku i zróżnicowanym doświadczeniu, obejmująca zarówno zajęcia z tańca współczesnego, klasycznego jak i technik wspomagających (pilates, joga).

 

Zbliżający się sezon taneczny również zapowiada się owocnie, bowiem od 7 do 9 listopada Centrum Kultury będzie gospodarzem Polskiej Platformy Tańca, po raz pierwszy odbywającej się poza Poznaniem. Od roku głównym organizatorem jest Instytut Muzyki i Tańca, który podjął decyzję, by każda nowa odsłona Platformy odbywała się w miejscach ważnych na kulturalnej mapie Polski. Prezentacje krajowych produkcji poszerzone zostaną o europejskie dzięki XVIII edycji Międzynarodowych Spotkań Teatrów Tańca. Feestiwal wyjątkowo poświęcony zostanie wyłącznie zagranicznym spektaklom, których prezentacja rozpocznie się po zakończeniu Platformy.

 

 

           Copyright taniecPOLSKA.pl (oryginał)

 

 

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia