ENG
A A A
 styczeń 2020 

Nie/Wyczerpane ciało – recenzja spektaklu „Wyczerpani” Claude’a Bardouila

Hanna Raszewska | taniecPOLSKA.pl | 2015

Recenzje

10 lutego 2015

„Gdybym śpiewała ubrana w małą czarną, widzowie byliby rozczarowani. […] A ja staram się im dać to, czego ode mnie oczekują” – tymi słowami zwraca się do niewidzialnej publiczności Marlene Dietrich (Ewa Dałkowska). Monologowi starszej aktorki doskonale znanej tzw. wszystkim przysłuchuje się Paris Hilton? Lalka Porno Barbie? Nie, Shannon Michelle Wilsey (Magdalena Popławska), którą rozpoznają nieliczni. Jedna jest wyrafinowana w tym, co i jak mówi, druga zdecydowanie nie emanuje intelektem, jedna jest starannie, z rozmysłem ubrana, druga w równie dokładnie przemyślany sposób rozebrana, atrybutem jednej jest klasa i szyk, rekwizytem drugiej – ostentacyjnie ssany lizak i obłędnie zgrabne nogi odsłonięte do granic możliwości. Wspólnym mianownikiem obu kobiet jest – nie wiemy jeszcze, co, bo, nie oszukujmy się, większość z nas wie o Wilsey tyle, ile przeczytała w materiałach promocyjnych teatru. Była gwiazdą porno, nosiła pseudonim Savannah, w wieku dwudziestu trzech lat popełniła samobójstwo po przeżyciu wypadku samochodowego. Jeśli do tego wiemy, że Dietrich po złamaniu nogi zakończyła swoją karierę i choć nie zabiła się, to niemal całkowicie zniknęła wówczas z przestrzeni publicznej, konsekwentnie nie przyjmując ról do końca długiego życia, to możemy znaleźć kilka pierwszych punktów zaczepienia. Obie były aktorkami, obie postanowiły odejść ze „sfery symulakrów” po uszkodzeniu ciała, obie już nie żyją. Obie starały się dać widzom to, czego ci oczekiwali – od nich i od ich ciał.

 

Ciało ludzkie jest nieustająco oglądane i oceniane. Pod kątem zdrowia, urody, atrakcyjności erotycznej, dopasowania do obowiązujących w danej chwili kanonów, jako ciało nagie i jako ciało prezentujące się w ubraniu – lub prezentujące ubranie. Ciało aktorskie podlega wszystkim powyższym ocenom, mierząc się ponadto z wymogami większej sprawności fizycznej, warsztatu zawodowego, wyglądu  „współpracującego” z  kamerą czy światłem reflektorów. Ciało ludzkie jest nieustająco performatywne, ciało aktorskie jest performatywne podwójnie. Zestawienie aktorki porno z ikoną kina tzw. wysokiego podkreśla ten fakt, uwypuklając podporządkowanie życia stałej obecności oceniającej czwartej ściany czy czujnego szklanego oka, które równocześnie są lustrami, partnerami i odbiorcami, które stają się narzędziem tortur poprzez ciągłe wymaganie dążenia do perfekcji i udowadniania prawa do istnienia w danym świecie.

 

Warstwa plastyczna spektaklu mówi o kiczu, ale sama kiczem nie jest; gdy cytuje jego środki wprost, czyni to świadomie. Różowa wykładzina na podłodze mimo wszystko nie jest czerwonym pluszem, pomarańczowa kanapa na aluminiowym stelażu o prostym kształcie mimo wszystko nie jest skórzanym zwalistym siedziskiem z rezydencji Hugh Hefnera, płynące przez instalację świetlną napisy „SAVANNAH”, „MARLENE” mimo wszystko nie opływają spermą, a stojący nieopodal mikrofon na statywie nie jest w kształcie penisa. Projekcje wideo mimo wszystko nie żonglują ostentacyjną seksualnością, a bryła studia nagrań umieszczona w głębi sceny nie jest ani stereotypowo brudnym garażem, ani kliszowo purpurowym buduarem – schludna jasnoszara kolorystyka, przezroczyste pleksi, fotel stanowiący komplet wraz ze wspomnianą kanapą to sama higiena i wygodna prostota.

W głębi studia przy perkusji siedzi muzyk, niezaangażowany świadek wszystkich wydarzeń, pogrążony w dźwiękach, niejako mimochodem stający się elementem obrazu. Jako jedyny jest ubrany, w przeciwieństwie do przebranego Inspicjenta (Claude Bardouil) w brokatowym garniturze i częściowo rozebranych Aktorów Wymienionych Jako „I Inni” na Liście Płac, którzy w trakcie wydarzeń obnażają się coraz bardziej. Dietrich również porzuca swój estradowy kostium, pozostając w eleganckiej bieliźnie, Savannah zaś od bielizny, i to wcale nie szykownej, zaczyna. Jej odzież nie pozostawia nic wyobraźni, kostium pochodzi bezpośrednio z planu filmowego, czyli z miejsca pracy bohaterki – i trudno, żeby było inaczej, bo próba wykreowania obrazu Savannah w chociażby dresie i kapciach byłaby skazana na niepowodzenie, byłaby dysonansem i faux pas. Czy zawodową, czy prywatną ścieżką Savannah szła w butach na obcasie, w których nawet podeszwa mieni się brokatem. Skumulowana tandetność skąpej bielizny, deseniu panterki czy agresywnego makijażu ma swój cel: bohaterka jest soczewką skupiającą wszystkie wątki i konteksty spektaklu.

 

Sceny zbiorowe to oczywiście także sceny seksu zbiorowego. Zdawałoby się, że w związku z tematyką spektaklu całość będzie ociekać wyuzdaniem i fizjologią, że będzie orgiastycznie i nieposkromienie. Tymczasem jest to świat seksu raczej rodem z Piękności dnia Buñuela, którego to filmu bohaterka w świecie swoich fantazji pozostawała zdystansowana i nieskażona kroplą potu,  niż z Fuck For Forest Marczaka, dokumentu nasyconego zmysłowością, fizjologią i szczerością. W Exhausted kolejne podnoszenia, noszenia, opuszczania, kładzenia są zagrane z myślą o kamerze, to ma dobrze wyglądać, atrakcyjnie się prezentować, nie powinno być widać oznak zmęczenia czy naruszenia konwencji estetycznej. Dopiero później, w samotności, w izolacji, gdy poszczególni bohaterowie stojąc w miejscu w szybkim tempie powtarzają w nieskończoność skręty klatki piersiowej, prawo-lewo-prawo-lewo, gdy ogarniają ich chaos i obłęd tym silniejsze, że nie ujawniane w akrobatycznych przemieszczeniach, a pozostające w prostym repetycyjnym ruchu, dopiero w tym eskalującym i szaleńczo rozpędzającym się rodzaju choroby sierocej – dopiero tu pojawi się pot i przyspieszony oddech, dopiero wtedy ciało przestanie bać się naruszenia zasad estetyki i z ciała widowiskowego przeobrazi się w ciało prawdziwe. Nie podczas  seksu, nie w komunikacji z partnerem czy partnerką, nie podczas   kreacji, a wtedy, gdy lustrem jest wyłącznie wewnętrzne „ja”. Może więc Savannah w samotności chodziła w dresie, może Dietrich miała rozdeptane kapcie. Za mało o nich wiemy, żeby mieć taką pewność, za mało były ludźmi, za bardzo ikonami, konsekwentnie zamykającymi drzwi i okiennice przed choćby cieniem podejrzenia, że istnieje cokolwiek odbiegającego od gwiazdy śmiało patrzącej w kamerę.

 

Ruch zastosowany w przedstawieniu rozgrywa się przede wszystkim w obrębie ciała, nie znajdzie się wielu sekwencji polegających na pokonywaniu przestrzeni czy przemieszczaniu się na większe odległości. Uwaga skupiona jest na samym ciele, które porusza się przez większość spektaklu raczej oszczędnie – ale oszczędność ta nie polega na odrzucaniu potencjalnych struktur ruchowych, a na wydobywaniu z ruchu jego esencji. Można odnieść wrażenie, że w procesie twórczym zastosowano brzytwę Ockhama, odrzucając wszelkie stanowiące nadwyżkę elementy, poszukując czystej koncentracji danego ruchu, rezygnując z ozdobników, które zamiast wzbogacać intencję zagłuszałyby ją. Partie solowe charakteryzują się swobodnym przepływem i silnym operowaniem ciężarem, podczas gdy w scenach zbiorowych ma się do czynienia z przepływem kontrolowanym i lekkością. Przekłada się to na sensy spektaklu: gdy postać jest sama ze sobą, zmaga się ze sprawami, które jej ciążą, pozwalając sobie na przynajmniej minimalną dozę spontaniczności, kiedy jednak wchodzi w relację z innymi, kiedy jest więc przez nich widziana – nie ma miejsca na swobodę ani na ujawnianie rozterek, zaczyna się gra w fałszywą lekkość bytu.

 

Nie jest ten spektakl intelektualnym traktatem o ciele, mimo że w oczywisty sposób porusza tę tematykę. Nie jest próbą wywołania pseudoskandalu, choć mógłby o taką być posądzony przez widzów nadal oczekujących stosowania się do Kodeksu Haysa. Nie jest postawieniem diagnozy społecznej ani zadaniem pytania na temat kultury, nie jest też rekonstrukcją historii Savannah. Jest sprawnym montażem starannie zakomponowanych obrazów krążących wokół tematu nieustająco wystawionego na ocenę ciała i relacji między człowiekiem prywatnym a człowiekiem-tworzywem wizualnym. To spektakl ciekawszy niż efektowna i dynamiczna poprzednia polska praca Bardouila Nancy. Wywiad, mniej jednoznaczny i bardziej wielowątkowy. Przedstawienie mieści się raczej w nurcie popkultury niż sztuki tzw. wysokiej – ale wcale nie jest to jego minus. Teatr i taniec to nie tylko narzędzie przenikania skomplikowanej tkanki rzeczywistości i filozoficznej analizy tragedii egzystencjalnych. To także miejsce na zwykłe opowiadanie o ludziach i zdarzeniach, na luźną skojarzeniowość i myślowy kalejdoskop. Szkiełka przesypujące się w kalejdoskopie Exhausted uruchamiają płynące równocześnie w kilku kierunkach strumienie myśli i emocji, nie wytrącając publiczności z poczucia bezpieczeństwa, jakie daje bycie widzem – tym, który w każdej chwili może wyjść. To aktor musi zostać, a przedstawienie musi trwać.

 

Nowy Teatr Exhausted/Wyczerpani

Reżyseria i choreografia: Claude Bardouil

Obsada: Claude Bardouil, Ewa Dałkowska, Bartosz Gelner, Piotr Polak, Magdalena Popławska, Łukasz Przytarski

Scenografia: Diplomates
Reżyseria świateł: Katarzyna Łuszczyk

Wideo: Łukasz Jóźków
Kostiumy: Aleksandra Laska

Charakteryzacja: Monika Kaleta
Muzyka: Paweł Andryszczyk, Piotr Maślanka, Adam Walicki
Asystent reżysera: Adam Kasjaniuk
Spektakl prezentowany 31.01.2015 w Centrum Sztuki Współczesnej – Zamek Ujazdowski – premiera

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia