ENG
A A A
 grudzień 2018 

Oblicza cielesności – relacja z finału konkursu „Solo Dance Contest 2015”

Weronika Łucyk | taniecPOLSKA.pl | 2015

Relacje

13 lipca 2015

Konkursy dla młodych artystów zazwyczaj zakładają, że biorący w nich udział wykonawcy w krótkim czasie powinni pokazać jak najszersze spektrum swoich możliwości. W przypadku tańca komisja zwraca uwagę przede wszystkim na warsztat tancerza. Kolejno pod uwagę brane jest podejście do ruchu, świadomość ciała, sposób tworzenia choreografii, budowanie relacji z publicznością, czyli osobowość sceniczna. Wszystkimi tymi cechami, choć w odmiennych proporcjach, charakteryzowali się finaliści Międzynarodowego Konkursu „Solo Dance Contest 2015”, który odbył się w ramach VII Gdańskiego Festiwalu Tańca.

 

Spośród siedemdziesięciu pięciu zgłoszeń do udziału w preliminacjach zakwalifikowano trzydzieści jeden prac solowych. Do finałowej szóstki jury – w składzie: Kevin Richmond, Sylwia Hefczyńska-Lewandowska, Snježana Abramović, Ismael Lorenzo i Ryszard Kalinowski  – wybrało sześć przedstawień: Jamais vu Antona Safonova (Ukraina), Dominique w wykonaniu Dominika Więcka (Polska, chor. Maciej Kuźmiński), L’attente Juliette Morel (Francja), đẹp  w wykonaniu Ievy Navickaite (Litwa, chor. Dan Van Hyunh ), Ad libitum 2.1 Alessandra Sollimy (Włochy) oraz P=mg Jann Gallois (Francja). Nagrodzeni finaliści skoncentrowali się na cielesności – nie tylko pod względem ukazania jego możliwości technicznych, ale również ciała jako tematu, myśli przewodniej solowych spektakli.

 

Pierwsze miejsce przyznano Jann Gallois. Francuzka zdecydowanie wyróżniała się technicznie na tle pozostałych finalistów. Każdy jej ruch był precyzyjny, przemyślany, płynny, a przy tym dynamiczny i lekki. Dopracowanie ruchu w detalu stanowiło wartość nie tylko samą w sobie, ale także budowało znaczenie całej choreografii. Pomysł na spektakl był bowiem bardzo prosty i niekoniecznie oryginalny, bo autotematyczny. Artystka w swojej choreografii skupia się na improwizacji z grawitacją, do czego w sposób bezpośredni nawiązuje tytuł, czyli wzór fizyczny na siłę ciążenia. Badanie możliwości ciała przez tancerza jako temat spektaklu to rozwiązanie znane i mało oryginalne. Jednak perfekcyjne wykonanie powoduje, że mimo przewidywalnego z początku zadania podąża się za tancerką z zainteresowaniem i podziwem dla jej kunsztu.

 

Solowy występ zbudowany jest na dualizmie relacji między ciałem będącym  pod wpływem grawitacji i świadomością tego uwikłania. Bohaterka zostaje wrzucona w nową rzeczywistość – dosłownie, gdyż spektakl zaczyna się upadkiem. Gallois wyskakuje zza bocznej kurtyny, by po chwili, już na podłodze, zdać sobie sprawę, że nie panuje nad swoim ciałem. Zdziwienie i zmaganie się z nowym stanem rzeczy stanowią oś spektaklu. Niczym dziecko uczące się chodzić, tancerka próbuje wstać i złapać równowagę. Wiele czasu upłynie nim uda jej się utrzymać na własnych nogach. Od nauki posługiwania się ciałem występ Gallois jest jednak o tyle ciekawszy, że grawitacja przypomina tu aktywną, lecz niewidzialną rękę, która manipuluje ciałem tancerki wbrew jej woli. Czasem pozwala jej na więcej swobody, by za chwilę, jakby za pociągnięciem sznurka przyciągnąć ciało do ziemi. Dramaturgię spektaklu buduje napięcie w tej relacji, jak gdyby o kontrolę nad ciałem walczyły dwie siły. Stąd w choreografii Gallois dużo kontrolowanych upadków i improwizacji w kontakcie z podłogą. Publiczność aż wzdycha  z przejęcia w momencie, gdy tancerka z radością i dumą robi energicznie kilka kroków, po czym – gdy  noga się pod nią niespodziewanie załamuje – pada na podłogę. Tak sprawnie przeprowadzone wypadki trzymały widzów w napięciu. Tancerka bada po kolei różne punkty podparcia – łokieć, plecy, kolano, stopę, wreszcie staje na głowie w poszukiwaniu czegoś stałego. Konfuzja, strach, ale i determinacja w nierównej walce to emocje, które rysują się na twarzy wykonawczyni, uprawdopodabniając motyw pojedynku z nieznaną siłą, która każe jej ciału żyć własnym życiem. Ponadto artystka bada przestrzeń, próbując ją okiełznać, wyznaczyć granice niewidzialnej arenie.

 

Po pierwszej dynamicznej części następuje zmiana – muzyka staje się bardziej hipnotyczna, odrealniona, kosmiczna. Bohaterce, która w końcu opanowuje swoje ciało, nie wystarcza już to, co ma. Zaczyna szukać czegoś wyżej, wyciągając rękę do góry, próbuje to coś złapać, na końcu wymachuje ramionami jak śmigłami, zapewne wierząc, że może dzięki temu wzlecieć. Takie zakończenie sugeruje umieszczenie opowieści w szerszej ramie interpretacyjnej. Początkowo tancerka poprzez naukę chodzenia poznaje siłę natury, której podlega. Gdy osiągnie ten poziom umiejętności i swobodę ruchu, dalej testuje granice praw fizyki i własnych możliwości. Poprzez wzlot pragnie dokonać przekroczenia, zająć kolejną, dotąd niedostępną przestrzeń. Opowieść o zmaganiu się z nieznanymi siłami natury może być w tej perspektywie przypowieścią o postępie cywilizacyjnym i człowieku na przestrzeni dziejów – symbolicznej drodze rozwoju, która dzięki ambicjom, serii eksperymentów i technice pozwoliła ludzkości częściowo opanować czy kontrolować naturę i wzbić się w powietrze, a nawet w kosmos.

 

To, co udało się osiągnąć Jann Gallois w P=mg, nie powiodło się w Ad libitum 2.1 Alessandra Sollimy. Punkt wyjścia był podobny – eksploracja cielesności, sprawdzanie własnych możliwości, improwizowanie tancerza z samym sobą, z materią ciała. Nawet tytuł, muzyczny termin na określenie tempa – nawiązuje do swobody wykonania. Jest podobnie jak na początku u Gallois   nic poza ciałem i jego ruchem samym w sobie – prostota i minimalizm wykonania. Wyjściowe, tematyczne podobieństwo obu spektakli narzuca porównanie, na którym Włoch niestety traci. Tancerzowi zabrakło sprawności technicznej, której wysoki poziom prezentowała koleżanka z Francji, a i dramaturgicznie pokaz był mniej zróżnicowany. Sollima zaczyna na podłodze, jego ciało się budzi – drga, wzdryga się konwulsyjnie, zaczyna pełzać, w końcu doznaje torsji. Cięcie. Cisza. Tancerz przecina przestrzeń, staje w rogu sali i zaczyna improwizację od drobnego ruchu dłonią. Impuls staje się coraz silniejszy, pociąga za sobą rękę, ramię, aż obejmuje całe ciało. Innym razem ciało staje się jak wielkie płuca, które poddają się pracy oddechu. Ruchy Sollimy są płynne, ale nie efektowne. W spektaklu następuje swego rodzaju przełamanie – tancerz wykorzystuje płótno horyzontu do ruchu sugerującego puszczanie kaczek na wodzie, w warstwie muzycznej pojawiają się nawiązania do żywiołów (ogień), co dynamizuje występ, ale nie składa się na klarowną metaforę. Oczywiście jego solo było dopracowane i przemyślane, przez co zasługiwało na miejsce w finale, ale na tle konkurencji wypadło słabiej, dlatego pozostało poza podium.

 

Temat cielesności został również opracowany w szerszej perspektywie, bo w kontekście społecznym. Jego osią było ciało kobiece w uzupełniających się, choć kompletnie odmiennych przedstawieniach Ievy Navickaite i Dominika Więcka. Paradoksalnie oba występy zapewniły swoim wykonawcom drugie miejsce ex aequo i w obu autorem choreografii nie byli występujący w nich tancerze. Dominik Więcek, student PWST w Krakowie na Wydziale Teatru Tańca w Bytomiu, zatańczył choreografię Macieja Kuźmińskiego. Sprawność warsztatowa,  charyzma i oryginalność młodego tancerza splata się tu z dojrzałością w budowaniu świadomej choreografii opartej na  doświadczeniu pedagoga. Całość daje znakomity rezultat. Dominique to esej o kobiecym ciele, rodzaj  manifestu feministycznego. Wśród finałowej szóstki to jedyny spektakl, który zawiera w sobie tak wyraźny i czytelny przekaz. Przedstawienie porusza tematykę ciała, ale nie zamyka się  w środowiskowej perspektywie ruchu, rozumianego jako możliwość ciała czy sprawność warsztatu. Przeciwnie, stanowi wypowiedź najbardziej dojrzałą, komentującą rzeczywistość. Ciało zostało tu ukazane w kontekście społecznym i politycznym – jako zawsze znaczące coś poza samym sobą i/lub używane do tworzenia znaczeń, jak w wypadku płci kulturowej. Oprócz muzyki realizatorzy wplatają w warstwę dźwiękową fragmenty wypowiedzi znanych kobiet (m. in. Oprah Winfrey, Hillary Clinton czy Patricii Arquette), będące krytyką sytuacji opresji, której poddawane są kobiece ciała, a także wyrazem sprzeciwu wobec dyskryminacji kobiet . Choć w pewnym momencie było to już niepotrzebnie, bo w tej choreografii każdy ruch znaczył i nie potrzebował dopowiedzeń – w sposób całkowicie czytelny odnosił się do społecznych ram funkcjonowania ciała w kontekście płci, kobiecości do odegrania.

 

W pierwszej scenie tancerz, ustawiony tyłem do widowni, podnosi się z podłogi. Długa czarna suknia, a może płaszcz, zasłania go i widać tylko skrzyżowane nogi. Po chwili postać prostuje się i odwraca przodem do widowni. Widać, że to młody chłopak o płomiennorudych włosach, który za moment zacznie się przeistaczać w różne osoby. Czarna suknia staje się habitem księdza, ale i zakonnicy, która czyniąc znak krzyża jest jednocześnie kobietą, podobnym gestem rozsmarowującą na twarzy krem. Kreatywności i pomysłów tu nie zabrakło. Za pomocą jednego gestu ten sam kostium staje się kilkoma odmiennymi sukienkami – prezentowanymi na wybiegu i  nawiązującymi do różnych stylistyk damskich ubiorów, a także różnych epok. Wszystko okraszone zostało muzyką Parova Stellara i dużą dozą ironii. Zmiany są spektakularne, a gesty zupełnie drobne, wykonywane jakby od niechcenia, całość bardzo zabawna, co wywołuje aplauz publiczności. Wprawdzie przedstawione tezy są już od dawna znane, ale nie to jest istotne. Tancerz bawi się konwencjami piękna, dekonstruuje proces stawania się kobiety w jej kulturowym znaczeniu, przy okazji puszczając oko do widowni. Jest to również jedyny spektakl tak bardzo teatralny i kierowany do widza – nie do jurora, selekcjonera, ale właśnie do widza, który nie przyszedł oglądać wyłącznie sprawnego warsztatu i techniki tancerza; widza, który oczekuje spektaklu –  tematu, refleksji, inteligentnego dialogu z publicznością, a także dobrej zabawy. To nie była jedynie solówka przygotowana na potrzeby konkursu, a pełnowartościowy monodram, który z powodzeniem mógłby znaleźć się w repertuarze teatralnym.

 

O ile publiczność zdawała się momentami znużona choreografiami innych wykonawców, nawet doskonałej technicznie zwyciężczyni, o tyle Dominique została przez nią najlepiej przyjęta. Konstrukcja dramaturgiczna była tu najbardziej złożona i różnorodna. Przedstawienie trzymało również w napięciu, zmieniając rejestry emocjonalnedzięki różnorodności stosowanych konwencji i tempa emocjonalnego muzyki. Przemyślana choreografia nie jest jednak sama w sobie gwarantem sukcesu. Nie wybrzmiałaby w pełni, gdyby nie Dominik Więcek i jego wykonanie. Tancerz zdecydowanie odznaczał się największą osobowością sceniczną spośród wszystkich finalistów, nawiązywał kontakt z publicznością, nawet flirtował z widzem w scenie pokazu mody. Przyznana mu Nagroda Publiczności wydaje się oczywistą i naturalną konsekwencją teatralnego show, które w ramach swojej solówki zaprezentował. Poziom techniczny Więcka był bardzo wysoki, ale nie nastawiony na popis warsztatowy. W tym wypadku popis stanowiło umiejętne połączenie wszystkich elementów w spójną, atrakcyjną całość – świadome użycie ciała i ruchu w celu stworzenia wieloznaczeniowego spektaklu, czyli potraktowanie tańca jako narzędzia, a nie celu samego w sobie. Przedstawienie podjęło próbę sproblematyzowania sposobu, w jaki ciało znaczy poprzez ruch właśnie – jaki rodzaj gestu znaczy kobietę. To też jedyny spektakl, w którym tak wielkie znaczenie miał wspomniany kostium czy rekwizyt (szminka).

 

O kobiecym ciele zatańczyła również Ieva Navickaite, wyróżniona drugim miejscem ex aequo z Więckiem. Litwince choreografię ułożył Dam Van Hyunh, międzynarodowej sławy tancerz i choreograf. O ile u Więcka tematem była kobiecość jako kreacja, czyli niejako kostium płci z gestów dla ciała, to w wypadku Navickaite mamy do czynienia z kobiecością jako fizyczną dyspozycją, przemijalnym darem ciała. W đẹp nie kostium znaczy, a jego brak. Tancerka ma na sobie tylko białą spódniczkę przed kolana. Jest bosa i ma obnażony tors. Nagie piersi tancerki są niezwykłej urody – wzorcowe, kształtne, piękne. Kobieta niewątpliwie ma tego świadomość, podobnie jak i wszystkich innych atrybutów swojej kobiecości. Solo zaczyna od wykonanego bez muzyki ruchowego intro z zapętlonych kroków wykonywanych diagonalnie w przód i tył, które stanowić będzie także kodę spektaklu. Tancerka subtelnie prezentuje cielesne atrybuty swojej kobiecości, dotyka twarzy, przerzuca rozpuszczone włosy z jednego ramienia na drugie, prezentuje plecy, podnosi ręce za głowę, odsłaniając profil torsu, odwraca się, jakby wypatrywała czyichś oczu. A może własnych w lustrze? Tancerka niewątpliwie wystawia swoje idealne ciało na spojrzenie, w którym należy wzbudzić pragnienie czy podziw.

 

Według Sandry Lee Bartky czy Foucault panoptyczny koneser-widz mieszka w świadomości większości kobiet, które doświadczają swojego ciała tak, jak jest ono widziane przez kogoś innego, anonimowego, patriarchalnego Innego.[1] Nie ma zatem znaczenia, czy w istocie patrzy mężczyzna czy ona sama. Jest przy tym dostojna, posągowo piękna. Wraz z pierwszymi dźwiękami muzyki następuje zmiana. Delikatne uwodzenie zmienia się w badanie własnego ciała. Tancerka poklepuje poszczególne jego partie, jakby chciała sprawdzić, czy każdy element jest na swoim miejscu, trwa niezmieniony. Muzyka Martyny Poznańskiej staje się coraz bardziej męcząca, przypomina eksperymenty z fakturą w stylu Björk z czasów Medulli, podobny rodzaj natężenia zyskują coraz szybciej wykonywane gesty. Strach, niekiedy rozpacz zawarta w gestach tancerki  wiąże się z ulotnością urody ciała i potrzebą dbania o jego sprawność oraz piękno. Z jednej strony to bardzo ludzkie i uniwersalne pragnienie, choć  niekiedy zakrawa na obsesję. Navickaite eksperymentuje na swoim ciele – wciąga brzuch do granic możliwości, odsłaniając przy tym podskórny szkielet, sprawdza jego ciężar testując, z jaką mocą upadnie. Poddaje  obserwacji inne cechy własnej sprawności fizycznej np. giętkość i elastyczność w scenie improwizacji  na podłodze –  kobieta turla się, wygina w różne figury. Ostatecznie powróci do zapętlonego rytuału prezentacji ciała.

 

Trzecie miejsce otrzymał Anton Safonov. Jamais vu tematycznie oscyluje wokół poszukiwania minionego, przeszłego doświadczenia. Poprzez ciało artysta szuka czegoś utraconego, jakby uczestniczył w terapii lub akcie hipnozy. Ciało jest nośnikiem, katalizatorem uruchamiającym cały proces poprzez ruch, ale także własną fizjologiczność . Safonov ściera krople potu z czoła i je smakuje, jakby miały być proustowską magdalenką. Co pewien czas następuje reset – tancerz wraca do punktu wyjścia, ustawiając się w rogu sali i zaczynając poszukiwanie od nowa. Jego choreografia jest precyzyjna i spójna, warsztat równie sprawny. W jednej chwili ciało tancerza ciężko i bezwładnie przewraca się po podłodze, w innej – operuje lekkością i finezją.

 

W finale znalazła się jeszcze jedna Francuzka – Juliette Morell. L’attente to opowieść o intymnej relacji z drugą osobą, o pragnieniu przenikającym się z tęsknotą. Choreografia zaczyna się od oczekiwania, wypatrywania kogoś w stanie pełnej gotowości, pragnienia nawiązania kontaktu. Tancerka jest bosa, ubrana w czerwoną sukienkę – pragnie być przez innego zauważona, choć częściowo pozostaje bezbronna wobec konsekwencji takiego spotkania. Najciekawszym elementem jej intymnego występu o emocjach jest etiuda z łokciem, który prowadzi całe ciało. Raz jest to ruch płynny, przypominający pieszczotę, raz szarpany, jakby płynął i troszczył się o dziewczynę, by po chwili ją odrzucić i sprawić ból. Odrzucenie na granicy przemocy (wymierzanie policzków) łączy się tu z ponownym wejściem w relację – mimo ryzyka odtrącenia czy bólu. Ruch tancerki jest precyzyjny, świadomy, płynny i lekki, a choreografia dopracowana.

 

Choć poziom finałowych prezentacji był wyrównany, to najbardziej wyróżniali się Jann Gallois oraz Dominik Więcek, zatem werdykt jury nie zaskoczył, a w dużej mierze zgodny był z odczuciami publiczności. Autotematyzm, czyli ciało jako główny temat choreografii, dominował w tegorocznym finale, choć różnorodność perspektyw opracowania sprawiała, że pokazy wchodziły  ze sobą w dialog – z korzyścią dla publiczności.

 

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

 

Solo Dance Contest 2015, VII Gdański Festiwal Tańca, 6-10.06.2015, Gdańsk

I miejsce

P=mg, choreografia i wykonanie: Jann Gallois, muzyka: Jean-Charles Zambo

 

II miejsce ex aequo

đẹp , choreografia: Dan Van Hyunh, wykonanie: Ieva Navickaite, muzyka: Marta Poznańska

 

II miejsce ex aequo i Nagroda Publiczności

Dominique, choreografia: Maciej Kuźmiński, wykonanie: Dominik Więcek, muzyka: Parov Stellar All night

 

III miejsce

Jamais vu, choreografia i wykonanie: Anton Safonov

 

Pozostali finaliści:

Ad libitum, choreografia i wykonanie: Alessandro Sollima, muzyka: Black to comm

L’attente, choreografia i wykonanie: Juliette Morel, muzyka: Arvò Pärt

 

 

 

 



[1] Zob. Sandra Lee Bartky, Foucault, kobiecość i unowocześnienie władzy patriarchalnej, przeł. Katarzyna Gawlicz, Marcin Starnawski [w:] Gender w perspektywie antropologicznej. Tom II: Kobiecość, męskość, seksualność, red. Renata E. Hryciuk, Agnieszka Kościańska,  WUW, Warszawa 2007.

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia