ENG
A A A
 sierpień 2018 

„Lubię, kiedy ruch jest trochę szorstki” – z Anną Konjetzky rozmawia Katarzyna Waligóra

Katarzyna Waligóra | taniecPOLSKA.pl | 2017

Wywiady

16 stycznia 2017

Chciałabym zacząć od pytania o to, jak zaczęła się Twoja fascynacja tańcem?

 

To było dość wcześnie, choć nie umiem wskazać, kiedy dokładnie. Na początku było to powiązane z zainteresowaniem teatrem, który generalnie jest łatwiej dostępny, ale szybko okazało się, że tym, co najbardziej mnie fascynuje jest bezpośredniość ciała.Fakt , że ciało w ruchu jest jednocześnie konkretne i abstrakcyjne. To się może wydawać paradoksalne, ale dla mnie takie zestawienie otwiera rozdźwięk, który umożliwia tworzenie choreografii.

 

Studiowałaś w Brukseli i Berlinie, potem pracowałaś w wielu różnych miejscach. W którym z nich najłatwiej działa się choreografom?

 

To trudne pytanie, bo odpowiedź zależy od tego, jaki rodzaj tańca interesuje danego choreografa. Wiele ośrodków jest ukierunkowanych na określony typ tańca (na przykład w Berlinie jest to taniec konceptualny), który przede wszystkim chcą wspierać rozwijać. Różne miejsca oferują też inną dostępność przestrzeni do przeprowadzania prób, różne możliwości pozyskania środków finansowych, zapewniają też współpracę z tancerzami, którzy przeszli różnorodny trening fizyczny... Najbardziej lubię przemieszczać się między różnymi ośrodkami. Na przykład chcąc pokazać dziś[1] spektakl Lighting, musiałam go wcześniej właściwie na nowo wyreżyserować, bo połowa obsady była inna niż w czasie premiery – to było bardzo interesujące doświadczenie. Moim zdaniem dla choreografów nie ma obecnie idealnych miejsc, ale istnieją takie, które instytucjonalnie są lepiej zorganizowane. Dla mnie ważnym ośrodkiem jest Bruksela, bo łatwo tam o spotkanie z ciekawymi artystami i zobaczenie inspirujących przedstawień, choć trudno o pozyskanie wsparcia finansowego. Finansowe bezpieczeństwo projektu jest tymczasem ważne, bo kiedy pracuję nad spektaklem, potrzebuję czasami stworzyć rodzaj bańki oddzielonej od świata zewnętrznego, w której mogę skupić się tylko na powstającym przedstawieniu. Nieźle pracuje się też w Niemczech, gdzie dużo inwestuje się w sztukę, także w taniec, i gdzie powstały liczne sceny teatralne i festiwale zainteresowane bardzo różnorodnym repertuarem.

 

Pracujesz z tancerzami z całego świata. Dlaczego interesuje cię działanie w grupie zróżnicowanej pod względem językowym, kulturowym, doświadczeniowym?

 

Całe nasze społeczeństwo jest zróżnicowane, a w społeczność taneczną szczególnie wpisana jest międzynarodowość. Taka praca jest więc w pewnym sensie naturalna. W przypadku tańca jest to ułatwione, bo właściwie wszyscy komunikują się w języku angielskim. Bardzo ciekawe jest natomiast zróżnicowanie odbioru w zależności od kraju, w którym pokazywany jest spektakl; to, jak przebiega spotkanie między widownią a performerem ale też między widownią a scenografią czy muzyką. Jeśli tylko mam możliwość, podróżuję ze swoimi przedstawieniami. Jest to dla mnie ważne, bo interesuje mnie wymiana z widzami, która zachodzi w czasie każdego pokazu.

 

Dlaczego zdecydowałaś się pokazać w Cricotece spektakl z 2013 roku?

 

To była konsekwencja mojej rozmowy z Anią Królicą o możliwości współpracy między mną a Cricoteką. Lighting jest dla mnie ważnym spektaklem, ciągle też wydaje mi się aktualny. Jednocześnie jest to przedstawienie, które nie jest hermetyczne, sądzę, że widzowie łatwo mogą znaleźć do niego dostęp w czasie oglądania. Zdecydowałam się go pokazać także dlatego, że trudno byłoby zaplanować pracę w Polsce nad zupełnie nową produkcją. Wynika to stąd, że swoje spektakle tworzę bardzo długo, około trzech miesięcy.

 

A jak wygląda twoja praca?

 

To oczywiście zależy od spektaklu, ale generalnie pracę zaczynam od ustalenia ogólnej strategii. Zwykle wspólnie z zespołem wybieram tematy, nad którymi chcemy pracować i na ich podstawie ustalamy zestaw podstawowych pojęć, pewnych słów-kluczy (w przypadku Lighting były to między innymi: ucieczka, alarm, protest). A potem eksperymentujemy z tymi pojęciami i słowami, przekładając je na ruch ciała w przestrzeni.

 

Czego oczekujesz od tancerzy, z którymi współpracujesz?

 

Jestem dość wymagającą choreografką… Przede wszystkim oczekuję pełnego zaangażowania. Zupełnie nie interesuje mnie praca z ludźmi, którzy chcą tylko odtwarzać moje polecenia, którzy nie są kreatywni. Poza tym wymagam otwartości, koncentracji, dawania w pracy wiele z siebie. Potrzebuję też tancerzy inteligentnych, zdolnych do prowadzenia krytycznej refleksji, bo zwykle zaczynam tworzenie od wybrania jakiegoś tematu, który jest zakorzeniony w rzeczywistości społecznej. Pozostaje  jeszcze kwestia techniki tanecznej… Myślę, że bardzo ważne jest to, żeby tancerz posiadał dobre przygotowanie techniczne, ale oglądanie spektaklu nie może sprowadzać się do podziwiania technicznej precyzji. Nudzę się, kiedy widzę, że na scenie technika taneczna nie tworzy określonych tematów albo efektów, tylko istnieje sama dla siebie, jako popis sprawności. Lubię natomiast, kiedy ruch jest trochę szorstki. W Lighting na przykład ważnym ruchem jest skakanie, które może wydać się głupie, ale tak naprawdę wymaga ogromnej sprawności technicznej i wytrzymałości fizycznej. Interesuje mnie też praca z ciałem, które jest zmęczone, bo wtedy staje się ono transparentne, odsłania to, czym rzeczywiście jest. Dlatego w moich spektaklach często pojawiają się sceny, które wymagają ogromnej aktywności i przez to generują u wykonawców zmęczenie. Wydaje mi się też, że tancerze, z którymi pracuję posiadają umiejętność bycia obecnym tu i teraz w swoich ciałach oraz umiejętność wytworzenia braku dystansu do ruchu – tak jakby ruch w danym momencie był wszystkim.

 

Jaka jest twoja relacja z tancerzami, z którymi pracujesz? Jak dzielicie się pracą?

 

To zależy od atmosfery, jaka za każdym razem się wytwarza podczas  procesu twórczego. Na początku zawsze jest etap poznawania się – wtedy jeszcze nie do końca wiem, kim są ludzie, z którymi pracuję, oni też tego nie wiedzą, znamy tylko ogólny zarys tematyczny przedstawienia. Potem wytwarza się dialog, wypracowujemy format współpracy, wzajemnego wspierania się. Jestem trochę jak kapitan statku – muszę pilnować, żeby trzymać określony kurs, ale nie jestem w stanie ani wykonać wszystkich potrzebnych prac, ani nad wszystkim panować. Staram się prowadzić swoich tancerzy, udzielać im wskazówek, wspierać ich.

 

Zawsze oglądasz swoje spektakle?

 

Tak. Zwykle też w czasie spektaklu osobiście odpowiadam za oprawę świetlną i dźwiękową, bo uważam, że ma to podstawowe znaczenie dla utrzymania rytmu przedstawienia.

 

A zdarza ci się wprowadzać zmiany już po premierze?

 

Tak, oczywiście! I uważam, że to jest niezwykle potrzebne i ważne. Premiera jest jedynie pierwszym zetknięcie się spektaklu ze światem zewnętrznym, z widzami, ale potem przedstawienie przez cały czas rośnie, zmienia się.

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

 

Za zdjęcia z prób dziękujemy Katarzynie Machniewicz: www.machniewicz.com.



[1] Rozmowa została przeprowadzona po krakowskiej premierze spektaklu Lighting 20 listopada 2016 roku.

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia