ENG
A A A
 marzec 2019 

Synowie konfliktu – o spektaklach „Sons of Sissy”, „#minaret” i „Face à la mer, pour que les larmes deviennent des éclats de rire” na Festiwalu Ciało/Umysł 2018

Marcin Miętus | taniecPOLSKA.pl | 2018

Relacje

12 grudnia 2018

Problematykę większości spektakli pokazywanych podczas XVII Międzynarodowego Festiwalu Sztuki Tańca i Performansu Ciało/Umysł można zawęzić do dwóch kwestii: męskości i kultury Bliskiego Wschodu. „W czasie, kiedy wszystkie światła skierowane są na kobiety, my zobaczymy jak (…) radzą sobie mężczyźni” – akcentowała, wychodząc nieco naprzeciw panującym tendencjom, dyrektor artystyczna Edyta Kozak. W spektaklu austriackiego choreografa Simona Mayera Sons of Sissy kulturowa definicja męskości została potraktowana krytycznie i wzięta w queerowy nawias. Bohaterowie przedstawienia to czterech mężczyzn, którzy zdecydowanie odbiegają od stereotypu macho. Czułe relacje, zachodzące między nimi na scenie, opowiadane są poprzez nagie ciało i zdecydowanie wyłamują się z płciowych stereotypów. Perspektywa męskiego podmiotu uwikłanego w bliskowschodnie kwestie społeczno-polityczne mocno wybrzmiała podczas „Wieczoru młodych arabskich artystów” za sprawą krótkich prac Hamdiego Dridi i Bassama Abou Diaba. Ten ostatni w Under the flesh podjął drugi kluczowy wątek obecny na festiwalu, czyli konflikt panujący na obszarach Bliskiego Wschodu[1]. Wojna i kryzys migracyjny w Syrii stanowią główną oś działań widowiskowego spektaklu #minaret w choreografii Omara Rajeha, który za pomocą gestów wykonawczyń i wykonawców ucieleśnia urazy i lęki, które spadają na ludzi w chwilach dziejowej katastrofy. Z kolei o pokłosiu konfliktów na obszarze krajów Maghrebu z osobistej perspektywy emigranta opowiada Radhouane el Meddeb w subtelnym i nostalgicznym Face à la mer, pour que les larmes deviennent des éclats de rire.

 

#męskość

 

Jak w rzeczywistości zaproponowanej przez Mayera odnajdują się mężczyźni? Funkcjonują jakby poza czasem, dążąc do odprawienia uzdrawiającego rytuału i odbudowania wspólnoty. W Sons of Sissy mamy do czynienia z czasem przed wojną albo długo po niej, gdzie na pierwszy plan wysuwa się wyraźna potrzeba jedności. Spektakl stanowi kontynuację poszukiwań austriackiego choreografa wokół  tańca ludowego i współczesnego, zapoczątkowanych w projekcie zatytułowanym SunBengSitting (2014), w którym sam wystąpił. W obydwu choreografiach mamy do czynienia z krytycznym przełamaniem męskocentrycznego schematu. Podobieństwo między nimi zachodzi również na poziomie inspiracji tyrolskim folklorem, skąd pochodzi artysta, oraz zastosowanych zabiegów estetycznych, jak nieskrępowana nagość, gra performera na skrzypcach oraz jodłowanie. To ostatnie rozpoczyna Sons of Sissy, gdy czterech śpiewających mężczyzn stoi obok siebie na proscenium z tradycyjnymi instrumentami w rękach. Jeszcze w pełnym rynsztunku – ubraniu, które niczym zbroję odrzucą potem na rzecz oddania się w objęcia rytuału, pełnego tańca i znaczących gestów.

 

Oprócz skrzypiec, wiolonczeli i akordeonu, rytm przedstawienia wyznaczają uderzenia rąk wykonawców we własne części ciała – odsłonięte uda, klatkę piersiową i pośladki. Kluczem do prześwietlenia męskiej podmiotowości są tu ciała wiedeńskich tancerzy. Podejmując temat kulturowych klisz i kodów definiujących mężczyznę, Meyer próbuje pokazać, w jaki sposób cielesna tożsamość musi być negocjowana – z pomocą kostiumu, rekwizytów lub w relacji z drugi człowiekiem. Patriarchalna męskość zostaje tu zdekonstruowana: tancerze przyjmują role w tańcu zwykle przydzielane kobietom (przymiotnik „sissy” oznacza nie tylko mamisynka, ale i mężczyznę, który lubi zakładać damskie ubrania), zachowują się względem siebie czule, nie krępuje ich wzajemna nagość. Powagę rozbrajają komizmem, zwłaszcza w momencie, gdy bez ubrań grają na instrumentach, sprawiając wrażenie, jakby robili coś zupełnie zwyczajnego. Odrzucenie kostiumu i powtórzenie wykonywanych wcześniej gestów, tylko nago, nie ma na tyle dużego ładunku krytycznego, by wywrócić na nice austriacko-bawarską tradycję zakorzenioną w patriarchacie. Choreograf próbuje jednak udowodnić, że manifestowanie męskości może być pozbawione chęci walki o dominację i władzę, a odbudowa wspólnoty może mieć uzdrawiającą moc. Czy nie jest to jednak zbyt naiwne?

 

#wojna

 

Libański tancerz, choreograf i reżyser Omar Rajeh urodził się i wychował w Bejrucie, gdzie w 2002 roku założył Teatr Tańca Maqamet. Uważany za jednego z najbardziej rozpoznawalnych artystów obszaru arabskiego, pracuje obecnie w Libanie, Syrii, Palestynie i Jordanii. W pracy nad choreografią #minaret artysta powrócił myślami do okrucieństwa lat 80., kiedy izraelskie bojówki opanowały jego rodzinne miasto. Jednak to zburzenie najstarszej świątyni – liczącego ponad tysiąc lat minaretu – w syryjskim Aleppo w 2013 roku stało się dla Rajeha głównym impulsem do stworzenia spektaklu. Koncentrując uwagę na konkretnym konflikcie – wojnie domowej w Syrii – rozgrywającym się obecnie, artysta zadaje pytanie o współczesne znaczenie humanizmu i miejsce człowieka w świecie, jednocześnie snując refleksję o skuteczności sztuki w inicjowaniu realnych zmian. Z pomocą sześciorga tancerzy (trzech kobiet i trzech mężczyzn) choreograf za pomocą ruchu opowiada o niszczącej sile działań wojennych, ludziach dotkniętych kryzysem, pozbawionych domu i ojczyzny. Spektakl, którego premiera odbyła się w Rzymie kilka dni przed pokazem w Warszawie, podejmując ważny i aktualny problem kryzysu migracyjnego, łącząc nowoczesną formę teatralno-ruchową z tematami społeczno-politycznymi.

 

Podłogę sceny zajmuje niebieskie koło – symboliczne morze, na którym ubrani na czarno tancerze i tancerki wykonują wyraziste, szybkie gesty, uderzające precyzją i jakością wykonania. W linii półokręgu stoją grający na żywo muzycy, za ich plecami rozpościera się ekran z transowymi projekcjami Ygora Gamy, które z czasem zastąpią obrazy z kamery live umieszczonej na unoszącym się nad sceną dronie. Filmowanie leżących na podłodze tancerzy oraz ich wykrzywionych twarzy przypomina reportaże wojenne dotyczące ofiar konfliktu w Syrii, a rodzące się napięcie między ciałami tancerzy a „maszyną wojenną” wzbudza niepokój. Transmitowany na żywo obraz cierpienia bohaterów unaocznia odhumanizowaną naturę wojny. Ścieżka dźwiękowa całego spektaklu przepełniona jest szumami, niepokojącymi noise’ami i metalicznymi uderzeniami imitującymi fonosferę działań wojennych. Tradycyjnym instrumentom towarzyszy elektroniczny mikser, a początek widowiska wyznacza charakterystyczny dźwięk thereminu – elektrofonu, którego źródłem dźwięku jest prąd – akompaniującego tancerzowi na proscenium, poruszającemu tułowiem i rękoma w takt niespokojnych rytmów. Warstwa brzmieniowa spektaklu to istny majstersztyk, będący połączeniem muzyki tradycyjnej (oraz śpiewu arabskiego) z nowoczesnymi soundscape’ami, którym towarzyszą dźwięki wydawane przez tancerzy – okrzyki, oddechy i tupanie – oraz złowrogi hałas drona. To za pośrednictwem sterowanego przez jednego z ekipy technicznej urządzenia i kamery live, w którą został wyposażony, publiczność ma poczucie przebywania w oku cyklonu.

 

#żałoba

 

Face à la mer, pour que les larmes deviennent des éclats de rire to z kolei subtelna opowieść o tożsamości kulturowej mieszkańców Maghrebu i próbie zjednoczenia z innymi przeżywającymi żałobę. Choreograf Radhouane El Meddeb tęsknotę po ojczyźnie (jej dawnym kształcie, z czasów przed „arabską wiosną”) wyraża w geście patrzenia przed siebie na niewidzialne, tytułowe morze. Tym razem symboliczną wodą staje się publiczność. Aktorki i aktorzy stoją zwróceni w kierunków widowni, przechodząc niespiesznym krokiem od jednego miejsca do drugiego, po czym zatrzymują się i uporczywie spoglądają w przestrzeń. Niekiedy zatrzymują spojrzenie na konkretnej osobie, jakby próbowali się z nią porozumieć poza słowami. Tłem dla tych skupionych działań jest stworzona specjalnie na potrzeby spektaklu muzyka grana na żywo na fortepianie, przeplatana arabskimi pieśniami.

 

W pewnym momencie tancerze i tancerki łapią się za ręce i stają na brzegu sceny, uśmiechając się, jakby wreszcie nastąpił kres ich strapienia. Regularny krąg przerywa jeden z mężczyzn. Gdy pozostali znów rozchodzą się po scenie, tancerz zaczyna niespokojny, rwany ruch oparty na wymachiwaniu rękami w różnych kierunkach, obrotach i wznoszeniu w górę nóg. Pozostali tylko patrzą. Gdy tancerz upada na ziemię, ktoś stara się mu pomóc. Bezskutecznie. Z grupowej apatii, polegającej na czekaniu i zastyganiu w pozach, wyłamuje się kobieta. Wyrwawszy się z letargu energicznie przemierza scenę, gestykuluje, rozplata włosy, z ogromną prędkością wymawia zdania po francusku, po czym głośno się śmieje, zarażając swoim śmiechem widownię. Pozostali tancerze wciąż pozostają niewzruszeni i nie reagują na ekscentryczne zachowanie kobiety. Kim ona jest? Kim jest mężczyzna, który chwilę wcześniej fizycznie oddzielił się od grupy? Czy to buntownicy? Czy raczej osoby, którym duszno w skonwencjonalizowanym społeczeństwie, odnajdujące ujście kotłujących się emocji w szaleństwie? Które nie chcą przestrzegać ustalonych z góry norm kulturowych, buntują się i próbują zdefiniować siebie na nowo, wobec innych, ale przede wszystkim wobec siebie nawzajem? Face à la mer… nie przynosi jednoznacznych odpowiedzi. To subtelny spektakl o człowieku w trudnych czasach. O śmierci i żałobie, życiu i nadziei. Jego sensy wydają się zamknięte w drobnych gestach i śpiewanych ze sceny utworach. Choreograf nadaje obrazowi filozoficzny charakter, uderzając w wysokie tony i zadając uniwersalne pytania o tożsamość kulturową i przełamywanie barier między jednostkami. Na koniec spektaklu następuje przełamanie:  skupiona narracja ulega rozluźnieniu, a przepełnione tęsknotą gesty zastępuje śmiech, a żałobę – nadzieja.

 

***

 

Tytuł Sons Of Sissy żartobliwie odnosi się do cesarzowej Elżbiety Bawarskiej, którą nazywano pieszczotliwie Sissi. Wittelsbachska księżniczka stała się bohaterką wielu tekstów kultury, a niektórzy historycy twierdzą, że nowoczesnymi poglądami wyprzedzała swoją epokę. Utarte w kulturze patriarchalnej konwenanse łamią również mężczyźni ze spektaklu Mayera, którzy, nie zważając na swoją nagość, czy płeć, przyjmują role, które w danej chwili im odpowiadają, wchodząc tym samym w queerowy dyskurs. Hasztag w tytule spektaklu #minaret odsyła z kolei do medialnych doniesień z pola walki, którymi bombardowane jest dzisiejsze społeczeństwo. Ich natłok jest uderzający. W podobny sposób może przytłaczać akcja spektaklu, w którym znalazło się wiele bodźców oddziałujących na widzki i widzów.. Zmediatyzowana rzeczywistość, filtrowana przez media społecznościowe, potęguje dystans między docierającymi do nas informacjami na temat konfliktu i barbarzyńskimi działaniami, których dotyczą. Rajeh podkreśla go, odsłaniając teatralne kulisy i umieszczając na scenie stoły ze sprzętem cyfrowym. Inną estetykę wybrał zafascynowany kulturą śródziemnomorską El Meddeb, którego spektakl stanowi minimalistyczny, stonowany i skupiony fresk na temat utraty ojczyzny. Może sam tytuł spektaklu: „twarzą do morza, tak, żeby łzy zastąpiły wybuchy śmiechu” przynosi już podpowiedź, jak  poradzić sobie z naszą niejednorodną, rzeczywistością, wymykającą się opisom, a sentymentalizm El Meddeba wcale nie jest naiwny, tylko daje kojącą nadzieję na lepsze jutro?

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

 

Sons of Sissy

pomysł, choreografia, taniec, muzyka: Simon Mayer
taniec, muzyka: Matteo Haitzmann, Patric Redl, Manuel Wagner
instrumenty specjalne: Hans Tschiritsch
scenografia i kostiumy: Andrea Simeon
światła:  Hannes Ruschbaschan, Sveta Schwin 
konsultant artystyczny: Frans Poelstra
produkcja: Sophie Schmeiser, Elisabeth HirnerpProdukcja krajoznawcza Sophie Schmeiser, Hiros

 

#minaret

koncepcja i choreografia: Omar Rajeh

muzyka: Mahmoud Turkmani  & Pablo Palacio

wykonanie: Antonia Kruschel, Charlie Prince, Mia Habis, Moonsuk Choi, Omar Rajeh, Yamila Khodr

muzyka na żywo: Joss Turnball (percussion), Mahmoud Turkmani (oud), Pablo Palacio (interactive sonifcation), Ziad El Ahmadie (Oud)

wokal: Naim Asmar

światło: Guy Hoare

projekcje wideo: Ygor Gama

operator drona: Hadi Bou Ayash

kostiumy: Mia Habis

kierownik techniczny: Nadim Deaibes

dźwięk: Jean-Christophe Batut

stage manager: Salim Abou Ayash

kierownik produkcji: Aimee Kepa

produkcja: Omar Rajeh | Maqamat

 

Face à la mer, pour que les larmes deviennent des éclats de rire

koncepcja i choreografia: Radhouane El Meddeb

współpraca artystyczna: Moustapha Ziane

wykonawcy: Sondos Belhassem, Houcem Bouakroucha, Hichem Chebli, Youssef Chouibi, Feteh Khiari, Majd Mastoura, Malek Sebai, Malek Zouaidi, Mohamed Ali Chebil (głos),

Jihed Khmiri/Selim Arjoun (fortepian)

muzyka: Jihed Khmiri

scenografia: Annie Tolleter

światło: Xavier Lazarini

kostiumy: Kenza Ben Ghachem

kierownik techniczny: Bruno Moinard

dźwięk, kierownik sceny: Christophe Zurfluh

producenci: Bruno Viguier, Gerco de Vroeg

produkcja: La Compagnie de SOI

 



[1] O spektaklach pokazywanych podczas „Wieczoru młodych arabskich artystów” można przeczytać w jednym z moich poprzednich tekstów z festiwalu: http://www.taniecpolska.pl/krytyka/584  publikacja 28 listopada 2018,

 

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia