ENG
A A A
 grudzień 2019 

Nadzieja ponad strach – o pracy nad „The Entrance”

Katarzyna Waligóra

Relacje

22 listopada 2019

„Napełnij płuca powietrzem i wstrzymaj oddech. A teraz zrób wydech” – choreografka Ayrin Ersöz próbę do spektaklu The Entrance, będącego najnowszą produkcją Krakowskiego Teatru Tańca, zaczyna od sesji medytacyjnej. Pięcioro tancerzy i tancerek wykonuje jej polecenia. Chwilę później choreografka prowadzi ich przez krótką Vinyasa Jogę. Zdaniem Ersöz joga idealnie nadaje się na początek próby, bo pozwala zsynchronizować ciało, umysł i ducha. „Ale nie chcę, żeby tancerze wpadli w zbyt mocno uduchowione nastroje” – dodaje szybko. Właśnie dlatego próba szybko zmienia swój bieg. „Znowu chcecie jakąś smutną muzykę?” – pyta tancerzy, a kiedy ci odpowiadają, że woleliby jakąś „szaloną muzykę”, Ersöz długo szuka pozycji na swojej playliście.

 

Ta próba, jedna z ostatnich przed pierwszym piątkowym pokazem[1], odbywa się w sali teatralnej Ośrodka Dokumentacji Sztuki Tadeusza Kantora Cricoteka. Prace nad The Entrance, przedstawieniem realizowanym we współpracy z Instytutem Muzyki i Tańca w ramach programu Zamówienia choreograficzne, trwały łącznie trzy tygodnie (odbywały się w dwóch zjazdach: lipcowym i listopadowym). Zespół korzystał wcześniej z pomieszczeń studia Krakowskiego Teatru Tańca, a przed premierą przeniósł się do Cricoteki. „Zazwyczaj nad jednym spektaklem pracuję przynajmniej trzy miesiące” – opowiada Ersöz – „Gdybyśmy mieli taką możliwość w Krakowie, pewnie skończylibyśmy z zupełnie innym przedstawieniem”. Po podłodze płyną projekcje wideo – rozmazane kształty, woda, abstrakcyjne figury, czasem wyłania się coś konkretnego, jak zdjęcie miasta albo trawy. Z głośników płynie muzyka, nie wiem, czy jest szalona, ale na pewno różnorodna: od piosenek Lany del Rey po arie z Orfeusza i Eurydyki Berlioza. Ayrin Ersöz prowadzi próbę z maksymalnym skupieniem i niezwykłą energią. „Wyspała się” – komentują między sobą tancerze. Z choreografką rozmawiają po angielsku, bo Ersöz nie zna polskiego, choć, jak się potem okazuje, potrafi powtarzać polskie zwroty i słowa z bezbłędnym akcentem. Żartuje, że musi się nauczyć tego języka, bo ma wrażenie, że już dużo z niego rozumie. Ersöz demonstruje kolejne figury: podskoki, szpagaty, obroty, a tancerze je powtarzają. To kolejny etap rozgrzewki, bez związku z choreografią spektaklu. „Chcę, żeby zaczęli od czerpania radości ze swojego ciała i z bycia tancerzem. Dopiero z tego punktu mogą przejść do zadań trudniejszych fizycznie i psychicznie” – tłumaczy Ersöz.

 

Z Erykiem Makohonem i Pawłem Łyskawą z Krakowskiego Teatru Tańca Ayrin Ersöz poznała się w 2016 roku przy okazji Gdańskiego Festiwalu Tańca. Była wtedy opiekunką merytoryczną projektu Singulare tantum, nad którym pracowali jako choreografowie (wspólnie z Katarzyną Pawłowską). W The Entrance Ersöz została zaproszona do stworzenia choreografii, a Łyskawa i Makohon pełnią rolę tancerzy obok Pameli Bosak, Magdaleny Skowron i Mateusza Ulczoka. Spektakl został pomyślany jako spotkanie trzech niezależnych wizji artystycznych: choreograficznej, muzycznej i wizualnej. Nad każdym z elementów artyści – choreografka, kompozytor Sergej Maingardt i artysta wideo Grzesiek Mart – pracowali oddzielnie, by dopiero w finale połączyć i dopasować przygotowane przez siebie części składowe. Przed przyjazdem do Polski Ersöz słyszała więc, co prawda, próbki muzyki, ale nad choreografią pracowała nie znając całej kompozycji. Opowiada, że przygotowania do spektaklu miały bardzo intelektualny charakter: „oglądaliśmy filmy, czytaliśmy różne teksty i artykuły, dzieliliśmy się przemyśleniami. Spisywałam wszystkie rzeczy, które sobie wyobrażałam i które chciałam zbadać”.

 

Słowo „entrance” można przetłumaczyć jako „wejście”, ale tytuł spektaklu celowo pozostawiono w języku angielskim – obcym dla polskiego widza, a jednocześnie najbardziej dziś uniwersalnym, umożliwiającym porozumienie niemal we wszystkich krajach świata. Ta kwestia jest znacząca, bo najnowsza produkcja Krakowskiego Teatru Tańca podejmuje temat ucieczki i przekraczania granic. W pracy nad The Entrance najważniejszym punktem odniesienia dla artystów był kryzys uchodźczy, który kilka lat temu ogarnął Europę. Ale dla Ayrin Ersöz ta kwestia ma także wymiar osobisty. Choreografka urodziła się, jak wiele osób tureckiego pochodzenia, w Ludowej Republice Bułgarii. Kraj przez stulecia stanowił część Imperium Osmańskiego (niepodległość uzyskał w 1908 roku), więc zamieszkująca go mniejszość turecka była bardzo liczna. Po II wojnie światowej Bułgaria znalazła się w radzieckiej strefie wpływów, a władzę w kraju od 1954 do 1989 roku nieprzerwanie sprawował Todor Żiwkow. Mniejszość turecka była w tym czasie represjonowana, bo od 1951 roku Turcja była członkiem NATO i między nią a Bułgarią panowały bardzo napięte stosunki. W 1984 roku Żiwkow zdecydował o przymusowej asymilacji Turków mieszkających na terenie państwa. Tak radykalne działanie jednak nie wyczerpało repertuaru represji. W 1989 roku, tuż przed upadkiem Muru Berlińskiego i załamaniem systemu komunistycznego, w Bułgarii zaczęto prowadzić aktywną politykę, której celem było zmuszenie Turków do opuszczenia kraju. Wyjechało wówczas ponad trzysta tysięcy obywateli. W 1989 roku Ayrin Ersöz miała dziesięć lat, a jej rodzice podjęli decyzję o wyjeździe do Turcji. Choreografka emigrację wspomina jako doświadczenie traumatyczne – długo nie mogła odnaleźć się w miejscu, w którym nie czuła się chciana i o którym uważała, że nie należy do niej. Mówi, że dziś, po trzydziestu latach, choć mieszka w Istambule, Turcję uważa za swój dom tylko w połowie. Jej rodzice po szesnastu latach emigracji wrócili do Bułgarii.

 

„Czym jest to coś, co każe ci opuścić twój dom i znaleźć się w innym miejscu, choć wiesz, że to musi skończyć się katastrofą? Przecież twoje ciało znajdzie się w przestrzeni, w której nie będzie u siebie. Czy naprawdę można sądzić, że w nowym kraju zostanie się dobrze przyjętym? Co więc zmusza cię do tej podróży?” – zastanawia się Ersöz. I sama odpowiada na swoje pytania sentencją: „nadzieja ponad strach”. Nadzieja, że przekroczenie granicy okaże się nowym, lepszym początkiem, jest silniejsza niż lęk przed tym, z czym wiąże się całkowita zmiana życia. Zdaniem choreografki, tak opisana kondycja uchodźcza jest w jakimś sensie podobna do kondycji tancerza: „kiedy decydujesz się na zawodowe zajmowanie się tańcem, wiesz, że nie możesz liczyć na finansową czy życiową stabilizację i wiesz, że twoje ciało będzie przez cały czas boleć. A jednak istnieje coś, co powoduje, że chcesz tańczyć”.

 

To szukanie skojarzeń między tematyką przedstawienia a doświadczeniem tancerzy jest kluczowe dla metody, jaką stosowała Ersöz w pracy nad The Entrance. Jak twierdzi, nie interesuje jej bowiem oglądanie na scenie swojego ruchu powtarzanego przez performerów – woli dowiedzieć się, co oni mają do zaproponowania. Dlatego w czasie prób stawiała im wiele pytań: intymnych („Jak płaczesz?”, „Opowiedz mi swoją historię ucieczki”), warsztatowych („W jaki sposób ruszasz się, kiedy jedna część twojego ciała pozostaje nieruchoma?”) i intelektualnych („Co twoim zdaniem znaczy the entrance?”). Wykonawcy mieli odpowiadać jej tylko za pomocą tańca, ruchu i gestów, a Ersöz nie prosiła o żadne wyjaśnienia. W tym procesie kluczowe okazuje się zanurzenie w doświadczeniu, poprzedzone procesem zapominania. „Dużo czytaliśmy i oglądaliśmy, ale potem staraliśmy się to wyrzucić z pamięci” – mówi Ersöz. A potem precyzuje: „nawet w czasie improwizacji tancerze zazwyczaj uciekają się do tego, co znają, czego się już kiedyś nauczyli. Musisz więc zadawać im tę samą improwizację wiele razy, żeby wyczerpało się w nich to, co wiedzą. To, co pozostaje jest autentycznym doświadczeniem, nowym także dla nich samych. Cała sztuka polega zatem na tym, żeby skłonić tancerza do zapomnienia”.

 

Metoda pracy nad spektaklem może jednocześnie stać się jego projektowanym modelem percepcyjnym. Choreografia The Entrance jest skomplikowana i bardzo wymagająca fizycznie, a momenty stagnacji są krótkie w stosunku do fragmentów pełnych napięcia. Niekiedy połączenie muzyki elektronicznej, ruchu i projekcji wideo wyświetlanych na podłodze (na zmianę figuratywnych i abstrakcyjnych), prowadzi do tautologicznego sprzężenia. Tak jest na przykład w scenie, w której tancerze przesuwają się blisko podłogi, jakby chronili się przed ostrzałem, w warstwie muzycznej pojawiają się odgłosy wystrzałów, a projekcja pokazuje obrazy miasta filmowanego z lotu ptaka. Zwykle jednak The Entrance unika bezpośredniości obrazowania, a o doświadczeniu przejścia, transgresji czy migracji opowiada za pośrednictwem przekraczania naruszenia granic fizycznej wytrzymałości ciała tancerza. Robi to także za pomocą rozbicia bariery między wykonawcami a oglądającymi. W czasie spektaklu tancerze wielokrotnie nawiązują kontakt z widzami: szepczą wybranym osobom coś do ucha, przenikliwie patrzą w oczy, delikatnie dotykają. Po trzech pokazach The Entrance w Cricotece opowiadają, że publiczność każdego dnia reagowała inaczej: pierwszego widzowie chętnie nawiązywali kontakt, drugiego nie byli skłonni do interakcji, a trzeciego prawie każdy, kto spojrzał w oczy wykonawcy musiał odwracać wzrok , żeby nie zacząć się śmiać.

 

Doświadczenie widzów i tancerzy, komunikacja i wymiana są istotne w myśleniu Ayrin Ersöz o tworzeniu teatru. Choreografka bardzo wyraźnie zastrzega bowiem, że za wszelką cenę pragnie uniknąć reprezentacji. W jej miejsce szuka performatywnej obecności, która jest związana z osobistym doświadczeniem: „wejdź w głąb siebie, a cokolwiek tam znajdziesz, cokolwiek poczujesz, już jest o świecie i o innych ludziach. Chodzi mi o czysto fizyczne doświadczenie napotykane przez ciało, o doświadczenie, które nie przechodzi przez proces formułowania myśli. Mogę nawet nie być świadoma, czym jest to coś, co uzyskuję w tym procesie”. Choreografka próbuje zatem opowiadać o sytuacjach nieznanych i niedoświadczonych, wykorzystując mechanizm substytucji: zadaniem tancerza jest podstawienie tego, co przeżył i co czuje w miejsce tego, czego nie zna. „Chciałam, żeby tancerze zastanowili się nad pojęciem progu i kwestią bycia między miejscami” – opowiada Ersöz – „postawiłam im więc pytanie: jak to jest funkcjonować między dwoma językami? Na przykład między językiem tańca klasycznego a językiem tańca współczesnego , między polską tradycją taneczną a tradycją baletową. Co ta sytuacja oznacza dla performera? Tancerze szukają wtedy w tym, co dobrze znają i co jest im bliskie, ale te poszukiwania pozwalają im uzyskać taką sceniczną obecność, która jest istotą doświadczenia granicy czy progu”.

 

Walka z reprezentacją jest jednym z elementów politycznej postawy Ersöz. „Jestem artystką polityczną” – otwarcie deklaruje choreografka. Jak sama jednak twierdzi, jej prace nigdy nie są bezpośrednio politycznie zaangażowane: „można stworzyć polityczny manifest, który jednocześnie będzie sztuką wysokiej jakości, ale ja nie umiałabym tego zrobić”. Dlatego choć jest zainteresowana tym, co określa jako „polityczną mentalność współczesnego świata” (czyli kwestie takie jak trwanie patriarchatu, naruszanie praw człowieka czy nierówności socjoekonomiczne), wszystkie inspirujące ją wątki i tematy muszą przejść przez doświadczenie tańczącego ciała.

 

Przyjeżdżając do Polski, turecka choreografka miała oczywiście świadomość, że polski rząd prowadzi ksenofobiczną politykę i jest gotowy odmawiać przyjmowania uchodźców, nawet gdyby miało to grozić sankcjami ze strony Unii Europejskiej. Ersöz ocenia, że potrzeba zamknięcia się na inność jest wynikiem lęku przed utratą równowagi. Zrozumienie decyzji polskich władz jest dla niej ważne, choć, jak mówi, nie oznacza to zgody na tego rodzaju politykę. Z łatwością może bowiem porównać sytuację Polski do sytuacji Turcji, która także boryka się z problemami natury społecznej, politycznej czy ekonomicznej, a jednak zdecydowała się przyjąć pięć milionów uchodźców. „Nauczyliśmy się żyć razem” – mówi – „inny człowiek zawsze przypomina nam, co to znaczy dzielić się tym, co się posiada i jakie to ważne”. Dlatego zrobienie spektaklu o przekraczaniu granic w skrajnie zamkniętym kraju, Ayrin Ersöz potraktowała jako wyzwanie. I z tego powodu The Entrance można nie tylko jako opowieść o ucieczce, ale też jako historię o nadziei na wejście w nowy świat i nowe relacje.

 

***

 

W tekście wykorzystano fragmenty niepublikowanej rozmowy z Ayrin Ersöz, przeprowadzonej przeze mnie 27 października 2019 roku, a także informacje podawane przez artystów i artystki w czasie pospektaklowej rozmowy z twórcami, którą tego samego dnia w Cricotece prowadziła Alicja Müller. Erykowi Makohonowi i Pawłowi Łyskawie serdecznie dziękuję za zaproszenie na próbę przedstawienia.

 

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

Choreografia: Ayrin Ersöz

Muzyka: Sergej Maingardt

Wideo: Grzegorz Mart

Występują: Pamela Bosak, Magdalena Skowron, Paweł Łyskawa, Eryk Makohon, Mateusz Ulczok

Producenci: Stowarzyszenie Krakowski Teatr Tańca, Instytut Muzyki i Tańca

Spektakl współorganizowany przez Instytut Muzyki i Tańca w ramach programu Zamówienia choreograficzne 2019.

Spektakl współfinansowany ze środków Miasta Krakowa. 

Premiera spektaklu odbywa się w ramach projektu Rollercoaster. Kolekcjonerzy wrażeń, będącego autorskim programem prezentacji tańca współczesnego, realizowanego przez Cricotekę od 2018 roku.

 

 



[1] Pierwszy, przedpremierowy pokaz zamknięty miał miejsce w piątek 25 października 2019 roku, premiera odbyła się następnego dnia.

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia