ENG
A A A
 listopad 2020 

Pudełko różności – relacja z pierwszej części VII Gdańskiego Festiwalu Tańca

Weronika Łucyk

Relacje

15 lipca 2015

Program VII Gdańskiego Festiwalu Tańca był bardzo złożony – Międzynarodowy Konkurs „Solo Dance Contest”, zestaw warsztatów dla tancerzy, premiery i pokazy spektakli trójmiejskich, ogólnopolskich i wreszcie zagranicznych. W eklektycznym repertuarze znalazły się również propozycje aktywizujące nieprofesjonalnych miłośników tańca – otwarta dla wszystkich potańcówka ludowa czy projekt dziesięciodniowych warsztatów Stefano Fardellego z seniorkami i uczennicami szkoły baletowej. Trudno dostrzec jednolity klucz doboru kuratorek Joanny Czajkowskiej i Marii Miotk, bowiem różnorodność programu była zamierzona. Proponując odmienne formy, organizatorzy chcieli zaprosić do udziału w festiwalu szerokie grono odbiorców – widzów, którzy mają różne oczekiwania wobec teatru tańca, a jednak wszyscy mogą odnaleźć  w repertuarze imprezy coś dla siebie. Takie sprofilowanie festiwalu powiodło się, gdyż za każdym razem widownia była pełna. Poprzez koprodukcje festiwal od lat wyraźnie wspiera lokalne środowisko tancerzy dając szansę na realizację projektów, które bez tego typu wsparcia nie mogłyby powstać. Na otwarcie zaproponowano zatem trzy premiery pod hasłem Trójmiejskiej  Korporacji Tańca: Private Maps, Gałązkę z drzewa słońca oraz Radio Żelaza. Nad wszystkimi spektaklami opiekę artystyczną sprawował Wojciech Mochniej.

 

Jako pierwszą widzowie mogli obejrzeć Helenę Ganjalyan w solowym Private Maps. Artystka inspirowała się tekstem Łaknąć Sarah Kane, ale jej celem nie była sceniczna adaptacja całego dramatu, a jedynie przełożenie na język tańca pejzażu emocjonalnego tekstu. Z przedpremierowych zapowiedzi i wywiadów wynikało, że Ganjalyan szczególnie zależało na atmosferze słynnego monologu, zawierającego wyznanie miłości, które wyraża się w wyliczeniach kolejnych, wspólnie realizowanych czynności. Trudno materiał Kane w tej realizacji bezpośrednio zdekodować, ale niezależnie od literackiego zaplecza, spektakl broni się czytelnym i uniwersalnym przekazem o potrzebie bliskości. Z drugiej strony, artystka przeniosła do swojego spektaklu oprócz liryzmu wyznania paletę emocji związaną z rozpadem, strachem i próbą niezatracenia siebie, skądinąd czerpiącą z ducha twórczości Kane. Temat zostaje zasugerowany jeszcze przed pojawieniem się tancerki – z przodu po lewej stronie sceny na szklanych kulach umieszczone są dwie pary butów – męskie i żeńskie. Dookreślenie płciowe sygnalizuje relację intymną, podobnie jak kostium Ganjalyan – czarne koronki i szpilki.

 

Kobieta wchodzi na scenę pewnie, jest silna, ale i spięta, jakby bardzo starała się utrzymać formę. Ta się jednak po chwili rozpada. Nogi wykręcają się w kostkach, zaczyna nimi niezdarnie powłóczyć. Bohaterka przyjmuje różne pozy, by po chwili rozpaczliwie się z nich wyrwać, jakby dusiła się w roli i szukała dla siebie wyzwolenia. Dziewczyna poszukuje języka, gdyż dotychczasowe formy nie wydają się odpowiednim narzędziem ekspresji. Jest zdeterminowana, jednocześnie ma nadzieję na nawiązanie relacji i odczuwa wobec niej strach. Wypróbowuje kolejne modele ekspresji przemieszczając się tym razem w pozycji horyzontalnej. W pewnym momencie staje tyłem do widowni, a całą salę zalewa oślepiające światło, które znikając tak nagle, jak się pojawiło, pozostawiając po sobie cienką smugę. Cień postaci sprawia wrażenie, jakby patrzyła w dal. Sama sylwetka zaś sugeruje, że kobieta zasłania oczy i nie chce patrzeć. Ta sprzeczność, dwoistość między obrazem a jego reprezentacją jest skorelowana z niejednoznacznością zawartą w relacji między intencją, językiem i aktem komunikacji. Dobrze zatem oddaje charakter choreografii. Ostatecznie poturbowana kobieta resztkami sił przesuwa  się do stosu perfekcyjnie ułożonych kartek, na przeciwległym – w stosunku do butów – biegunie. Tym samym rezygnuje z dotychczasowych wysiłków.

 

Helena Ganjalyan w Private Maps pokazała, że jest artystką świadomą, poszukującą, o dobrym warsztacie technicznym. Choć występ był interesujący, temperatura jego odbioru na widowni była umiarkowana. Niestety gorzej prezentowała się druga premiera, czyli Gałązka z drzewa słońca w wykonaniu Bożeny Zezuli i Krzysztofa „Dziwnego” Gojtowskiego. Artyści również inspirowali się literaturą, tym razem baśniami cygańskimi ze zbioru Jerzego Ficowskiego o tym samym tytule. Na choreografię złożyły się głównie uniwersalne opowieści o domu i rodzinie – bliskości dwóch osób tworzących wspólnotę. Kruchość, ulotność szczęścia, jakim jest relacja, o którą trzeba dbać jak o kwiat, była wątkiem dominującym i spajającym poszczególne części. W tworzeniu świata baśni artyści postawili na minimalizm – skorzystali z kilku prostych rekwizytów takich jak walizka czy kwiaty oraz kostiumów z płóciennych, lnianych materiałów. Folkowy charakter spektaklu niewątpliwie zapewnił występ muzyków na żywo z charakterystycznym białym śpiewem i użyciem instrumentów ludowych. Zespół tworzyły cztery osoby – Kamila Bigus, Natalia Chylińska, Ziemowit Klimek, Iwona Majszyk – znakomite pod względem muzycznym i obdarzone charyzmą sceniczną. Wobec ich naturalności, wewnętrznej radości, ale także organicznej ekspresji ruchu i techniki wokalnej, tancerze wypadli niekorzystnie. Występ muzyków uwypuklił bowiem ich niedostatki – braki warsztatowe, toporność gestu, niekiedy pretensjonalne rozwiązania choreograficzne.

 

Zdecydowanie najlepszym, a zarazem najbardziej oczekiwanym projektem wieczoru premier było Radio Żelaza zrealizowane przez artystów o wyrobionej już renomie, nie tylko na trójmiejskiej scenie tańca. Wioleta Fiuk i Patryk Gacki zasłynęli w ramach formacji Dzikistyl Company, a Michał Łabuś i Natalia Madejczyk znani są publiczności z okresu występów w Bałtyckim Teatrze Tańca. Doświadczenie i profesjonalizm czwórki wykonawców przełożył się na efekt wspólnego projektu, choć jeszcze przed premierą publiczność walczyła o bilety (wobec czego zorganizowano dodatkowe pokazy spektaklu). Radio Żelaza to historia o opresyjności systemu, procesie podporządkowania jednostki, niszczenia wszystkiego, co inne, osobne, indywidualne. W świecie przedstawionym obowiązuje hierarchia. Tancerze są wyraźnie podzieleni na role, które bazują na ich wyglądzie i warunkach fizycznych, ale formalnie nie są one dookreślone czy nazwane (np. w informacji o spektaklu ). Gacki występuje w funkcji jednostki, innego – przez swoje tatuaże czy kolczyki w sposób dość organiczny odróżnia się zresztą od pozostałych wykonawców. Stoi swobodnie, by po chwili, niczym kawałek gliny –być formowanym przez  resztę. Postawny, umięśniony i łysy Łabuś jest natomiast reprezentantem systemu totalitarnego i opresji – nienagannie ubrany (na czarno z czerwonymi szelkami), z megafonem przypomina sędziego i narodowca jednocześnie. Jego wyprostowana postawa i dumnie uniesiona, ogolona głowa oraz zaciśnięte usta mogą budzić strach. Tancerzowi zdecydowanie udaje się wcielić w wiarygodnie niesympatycznego typa – komendanta. Do pewnego momentu jest jedynie obserwatorem, gdyż pracę wykonują za niego dwie kobiety. Nie będą one jednak posłuszne całkowicie, ale ich próba buntu ulega pacyfikacji. Postać Gackiego zostaje zawinięta w czerwony materiał niczym martwy posąg, a w ostatniej scenie cała trójka stanowić będzie podnóżek dla zadowolonego z siebie oprawcy.

 

W spektaklu dominuje zatem mroczny klimat, który ani przez chwilę nie zostaje przełamany czy skontrastowany. Można mieć w związku z tym pewne zastrzeżenia czy zarzuty związane z jednowymiarowością przekazu. Niekoniecznie potrzebna była też dosłowna, brutalna końcówka, bo i bez niej przesłanie jest całkowicie czytelne. Tego rodzaju braki rekompensuje jednak wykonanie czwórki tancerzy. Zespół jest całkowicie zgrany, choć nie pracuje w takim składzie na co dzień. Wszyscy tancerze pod względem technicznym reprezentują znakomity poziom. Choć choreografia przedstawia przemoc, proces zaszczucia, walkę pomiędzy poszczególnymi osobami, to jej wykonanie jest szalenie precyzyjne, płynne, sprawne i dynamiczne. Nawet gdy ruch jest brutalny, ciężki, oparty na sile i wzajemnym popychaniu się, działania tancerzy są całkowicie kontrolowane i z estetycznego punktu widzenia – lekkie, efektowne, interesujące w odbiorze. Artystom udaje się trzymać uwagę widza w napięciu przez cały czas trwania spektaklu, co przy podejściu do tematu, które obrali twórcy, wcale nie jest takie proste. Radio Żelaza łączy w sobie bardzo wysoką jakość wykonania z konkretnym, czytelnie poprowadzonym tematem, dlatego  pozostaje jedną z najciekawszych propozycji tegorocznego festiwalu.

 

W ramach prezentacji trójmiejskich formacji tanecznych, tym razem nie premierowych, w repertuarze znalazła się Bajadera – przepis na hecny balet współczesny Sopockiego Teatru Tańca. Nazwa nawiązuje zarówno do rodzaju ciastka tworzonego z kawałków innych wyrobów cukierniczych, jak i tytułu baletu Mariusa Petipy, z muzyką Ludwiga A. Minkusa czy żartobliwego określenia operetki. Już rodowód znaczeniowy tytułu wiele mówi o spektaklu. Joanna Czajkowska, autorka pomysłu, reżyserka i tancerka, proponuje widzowi żart, eklektyczny montaż różnych estetyk, konwencji, gatunków – fragmentów nie powiązanych ze sobą niczym poza osobami czterech tancerek. Trudno zatem określić, o czym jest ten spektakl, bo jednocześnie jest po trosze o wszystkim i właściwie o niczym. Obliczony zostaje na dobrą zabawę, gagi i komizm sytuacyjny przeplatany jest scenami lirycznymi czy bardziej dramatycznymi. W Bajaderze znajdziemy sceny przypominające rozgrzewkę, a także duet miłosny w stylu baletu klasycznego, kicz i ironię, sceny prezentowane w konwencji tzw. czwartej ściany oraz ich przeciwieństwo – do widowni, z półprywatnym słownym komentarzem zwrócą się wykonawcy obecni zarówno na scenie, jak i przy pulpicie ekipy technicznej. Jak to w wypadku żonglerki bywa, jeden fałszywy ruch może zniweczyć cały efekt.

 

Niektóre sceny  jak ta z prezentacją instrukcji bezpieczeństwa w samolocie –  uwodzą swoją prostotą, bezpretensjonalnością i inteligentnym żartem. Podobnie w scenie ironicznego nawiązania do Jeziora łabędziego – zamiast zwiewnych stworzeń lotnych, w konwencji baletu klasycznego przedstawianych z gracją, a nawet pewnym  (niemal ludzkim) dystyngowaniem – otrzymujemy zwierzęta z ich biologicznym dobrodziejstwem inwentarza: są niezdarne, popychają się i walczą o jedzenie. Niekiedy jednak – przykładowo w scenie wyjścia z roli – widzowie mogą czuć się skonfundowania. Widzowie dobrze zaznajomieni z repertuarem Sopockiego Teatru Tańca mogą jednak uczestniczyć w grze – Bajadera jest bowiem po części remiksem, komentarzem do dotychczasowych działań zespołu. Są jednak momenty, w których nie wiadomo, czy realizatorzy grają serio czy puszczają do widza oko, co potęguje wrażenie obcości, niekoniecznie w tym momencie zamierzone.

 

Nie był to jednak spektakl, który najbardziej dystansował wobec siebie widza. Eksperymentalny projekt There Might Be Others należy do tego rodzaju pokazów, które więcej dają wykonawcom niż odbiorcom, gdyż funkcjonują raczej jako warsztat czy każdorazowo niepowtarzalny work in progress, a niepełnowymiarowe przedstawienie. Celem tego typu pracy jest nawiązywanie relacji z partnerem, konieczność odnalezienia się na scenie w nieprzewidzianych okolicznościach czy nawiązanie kontaktu z publicznością. Rebecca Lazier zaprosiła do współpracy międzynarodową grupę dziesięciu tancerzy (w tym również Annę Steller z Trójmiasta), którzy tworzą spektakl modułowy, oparty całkowicie na improwizacji. Ramami wyznaczającymi granice poszczególnych scen są moduły – około czterdziestu haseł określających temat ruchu kolejnej sekwencji. Wypisane na ścianie słowa-klucze ścierane są kolejno po sygnale zmiany. Hasła dotyczą samego ruchu, jego motoryki czy pozycji wykonania (np. „podskoki”, „połóż się”, „pełzaj”, „wlecz”), konwencji czy gatunku (balet, solo, folk) oraz postaci. Wśród słów pojawia się ninja, ale także imiona konkretnych tancerzy (Simon, Chris), co sugeruje, że to oni będą prowadzić daną scenę.

 

Niewątpliwie There Might Be Others to wyzwanie i zarazem forma interesującego treningu ruchowego. Wymaga kreatywności, spontaniczności, otwartości wobec partnera, ale i tego, do czego partner zaprasza. Tancerze operują dużą świadomością ruchu i swojego ciała, współpracują ze sobą, szukając nowych rozwiązań. Ten rodzaj pracy powinien stać się stałym elementem codziennego treningu tancerzy, bo rozwija, nie pozwala na popadanie w rutynę i powielanie schematów. Niemniej prezentacja festiwalowa nie była szczególnie interesująca z punktu widzenia publiczności, która złożona była nie  tylko z tancerzy i choreografów.). Z perspektywy widza ruch wydawał się dość przypadkowy, niekoniecznie czytelny czy skorelowany z hasłem modułu. Być może akurat ten pokaz nie był atrakcyjny, dlatego warto do There Might Be Others wrócić przy kolejnej okazji.

 

Bez wątpienia cieszy, że projekt oparty na improwizacji znalazł swoje miejsce w programie, podobnie jak różnorodne jakościowo i stylistycznie pokazy lokalnych twórców. Dzięki temu widzowie otrzymali szeroki przekrój możliwości wykorzystania tańca współczesnego - zgodnie zresztą z zapowiedzią kuratorek nawiązującą do cytatu z Forresta Gumpa o pudełku czekoladek.  

 

 

VII Gdański Festiwal Tańca, 5 – 14.06.2015

 

Private Maps
choreografia, koncept i wykonanie: Helena Ganjalyan / współpraca artystyczna: Wojciech Mochniej / muzyka: Stefan Wesołowski / reżyseria świateł: Paulina Góral / realizacja w ramach VII Gdańskiego Festiwalu Tańca / premiera GFT 2015, Klub Żak 05.06.2015

Gałązka z drzewa słońca
choreografia i wykonanie: Bożena Zezula, Krzysztof „Dziwny” Gojtowski / reżyseria: Bożena Zezula / współpraca artystyczna: Wojciech Mochniej / muzyka: Kamila Bigus, Natalia Chylińska, Ziemowit Klimek, Iwona Majszyk / reżyseria świateł: Danuta Markisz / realizacja w ramach VII Gdańskiego Festiwalu Tańca / premiera GFT 2015, Klub Żak 05.06.2015

Radio Żelaza
 

choreografia, reżyseria, wykonanie: Wioleta Fiuk, Patryk Gacki, Michał Łabuś, Natalia Madejczyk / współpraca artystyczna: Wojciech Mochniej / muzyka: collage / realizacja w ramach VII Gdańskiego Festiwalu Tańca / premiera GFT 2015, Klub Żak  05.06.2015

 

Sopocki Teatr Tańca

Bajadera – przepis na hecny balet współczesny
Choreografia, koncept, reżyseria: Joanna Czajkowska/ obsada: Kalina Porazińska, Magdalena Wójcik, Dorota Zielińska, Joanna Czajkowska, Mariusz Noskowiak / muzyka: Mariusz Noskowiak/ reżyseria światła: Artur Aponowicz/ premiera: 6.12.2014

Rebecca Lazier

There Might Be Others
Choreografia, koncept, reżyseria: Rebecca Lazier/ obsada: Aleksandra Bożek-Muszyńska, Simon Courchel, Natalie Green, Kaya Kołodziejczyk, Agnieszka Kryst, Jan Lorys, Anna Steller, Ramona Nagabczyńska, Christopher Ralph, Paweł Sakowicz/ reżyseria światła: Ewa Garniec/ premiera: 9.06.2015

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia