ENG
A A A
 maj 2020 
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30
  • 31

Życie historii – z Pawłem Malickim rozmawia Regina Lissowska-Postaremczak

Regina Lissowska-Postaremczak | taniecPOLSKA.pl | 2016

Wywiady

30 maja 2016

Cykl Kroniki czasu przyszłego został zrealizowany w ramach obchodów rocznicowych chrztu Polski, jednak to nie wydarzenia chrztu są jego tematem. Sięgasz w nim do własnych korzeni, do społeczności, w której dorastałeś, a także bardziej prywatnego wymiaru historii, ujmowanej z perspektywy innych osób. Co skłoniło Cię do podjęcia tego tematu i jak ewoluował on w kierunku Żywej Historii?  

 

Sugestia stworzenia spektaklu w związku z obchodami rocznicowymi chrztu Polski przyszła ze strony dyrekcji. Początkowo byłem nastawiony sceptycznie, ten temat wydawał mi się obcy i nie wiedziałem, jak przełożyć go na taniec. Nigdy wcześniej nie robiłem spektaklu, który miałby wpisać się w narzucone z góry ramy tematyczne.

 

Później, kiedy spędzałem weekend w domu,  uświadomiłem sobie, że właśnie miejscowość z której pochodzę spełnia podstawowe założenia tematu związane z historią Polski i chrześcijaństwem.  Tereny gminy Skulsk, na pograniczu Wielkopolski i Kujaw wiążą się z początkami państwowości Polskiej, osadami pierwszych Piastów. Według podań stamtąd właśnie pochodzili Piast Kołodziej i Rzepicha. Legenda związana z samym Skulskiem mówi, że ok. 1003 roku podczas polowania objawiła się tam księciu Bolesławowi Chrobremu Matka Boska.

 

Dzięki rodzicom poznałem dalszego wujka, Henryka Buszkiewicza pasjonującego się lokalną historią. Od pierwszego spotkania zafascynował mnie jako człowiek, który swoim życiem, działaniem na rzecz społeczności, historii, tradycji, w pewnym sensie uosabiał cały ten temat. Zrozumiałem, że jeśli mam podjąć się realizacji tego spektaklu, to nie poprzez patetyczne upamiętnienie chrztu, ale poprzez skromne słowo z tamtego terenu, poprzez autentycznych ludzi.

 

Czy odnosisz się tylko do konkretnej, lokalnej tożsamości? Czy może spektakl w założeniu ma bardziej uniwersalny wyraz?

 

Chcę przede wszystkim mówić o ludziach, którzy noszą w sobie historię, chcą o niej świadczyć przekazywać ją dalej. Chcę pokazać ich wkład w życie tej miejscowości i patriotyzm, który wyraża się  przez ich miłość do tego małego skrawka ziemi. Wybrałem trzy osoby – Armelę Kochaniecką, byłą radną, która opiekuje się lokalną izbą pamięci, Halinę Wyderską, emerytowaną nauczycielkę historii,  autorkę licznych artykułów w lokalnej prasie, fotografii i filmów tworzonych z pasji, oraz zmarłego niedawno Henryka Buszkiewicza, który był moją pierwszą inspiracją. W spektaklu pojawia się on poprzez wspomnienia jego żony Haliny. To pewna reprezentacja, bo takich postaci jest tam więcej.

 

Myślę jednak, że chociaż odnoszę się do konkretnych osób, jest w tym pewna uniwersalność. W innych miejscach, nawet w małych społecznościach, można spotkać podobnych ludzi. Chcę pokazać ich fenomen, pasję, wkład w budowanie lokalnej tożsamości.

 

Co oznacza dla ciebie Żywa Historia?

 

Ten tytuł, w jego wewnętrznej sprzeczności, rozumiem dwojako. Żywa Historia to spojrzenie na przeszłość przez pryzmat tych ludzi. To dzięki nim historia żyje i jest przekazywana. W toku pracy nad spektaklem dowiedziałem się, że Henryk Buszkiewicz i Armela Kochaniecka prowadzili nawet lekcje tzw. „żywej historii”. Właściwie to oni są „żywą historią”, dlatego tytuł pisany jest dużymi literami, jak imię i nazwisko.

 

Drugie znaczenie wiąże się z rytmem życia historią.  Od ponad 30 lat obserwuję życie tej społeczności i odkąd pamiętam (a wcześniej z pewnością też tak było) toczy się ono wokół tych tematów – przeszłości i kultu maryjnego. To ciągle powraca, ewoluuje, ludzie odnajdują w tym sens i przywiązanie do miejsca.

 

Premierze Kronik czasu przyszłego towarzyszyła też wystawa, która jeszcze przed spektaklem wprowadzała widzów w kontekst lokalnej historii. Czy mógłbyś o niej opowiedzieć?

 

Była to wystawa kilkunastu eksponatów wypożyczonych z Regionalnej Izby Pamięci im. Stefana Wajchta w Skulsku. Pochodzą one od mieszkańców gminy, którzy przekazują tam swoje prywatne zbiory i znaleziska. To głównie przedmioty codziennego użytku, związane ze sposobem życia, takie jak kołowrotek, misy, nosidła do wody. Najcenniejszy okaz to głowica siekiery z III wieku p.n.e.

Znalazły się na niej także zdjęcia oraz wspomnienia osób, które w przeszłości zaznaczyły się w historii Skulska. Jednym z takich ludzi był Stefan Wajcht, autor pierwszej spisanej historii mojej gminy, którego rękopis był jedną z pierwszych inspiracji w pracy nad spektaklem. Był przy tym wielkim społecznikiem, który w czasie zaborów otwierał polskie szkoły, a w swoim domu przez kilkadziesiąt lat prowadził ogólnodostępną bibliotekę. Pełnił też różne funkcje publiczne, organizował życie kulturalne, a do tego z zamiłowania był fotografem – dzięki niemu wiele osób i miejsc zostało uwiecznionych na zdjęciach.  Były też postacie kobiet, dziedziczek, które również udzielały się społecznie i we wcześniejszych latach prowadziły szkoły dla dzieci z gminy. Jedna z nich była pisarką, nieszczęśliwą w życiu prywatnym i ma na cmentarzu swój pomnik, nazywany przez mieszkańców „złamane życie”.

 

Przedmiot myśli przemawia zupełnie inną formą i podejściem do tematu tożsamości. Co łączy te dwie części?Przedmiot myśli był początkowo pomysłem niezależnym od obchodów rocznicowych chrztu. Zdecydowałem się połączyć obie części w jeden spektakl, który będzie stanowił dwie odsłony tematu. Elementem łączącym jest przedmiot i jego relacja z człowiekiem. Przeszłość poznajemy dzięki przedmiotom, które trwają dłużej niż ludzie. Natomiast sami bohaterowie Żywej Historii stają się w pewnym sensie żywymi eksponatami, ponieważ przechowują i przekazują nam wiedzę o przeszłości.

 

W Przedmiocie myśli natomiast pokazuję relację człowieka wobec  przedmiotu, jego przywiązanie do rzeczy. Często zdarza się, zwłaszcza w odmiennych stanach świadomości, że ludzie przypisują przedmiotom ludzkie cechy – mówią do nich, tańczą z wieszakami, przytulają poduszki. Antropomorfizują je, być może z braku drugiego człowieka w pobliżu. 

 

W jaki sposób poszukiwałeś tych relacji?

 

Wiele przyniosła obserwacja ludzi, w jaki sposób dotykają rzeczy i przenoszą na nie swoje  zainteresowanie. Później razem z tancerzami poszukiwaliśmy przedmiotów, które mają dla nich szczególne znaczenie. Trochę mnie zdziwiło, że niektórzy w ogóle nie odczuwają materialnego przywiązania i mogliby bez żalu zostawić wszystko. Sam jestem raczej typem zbieracza, tę cechę odziedziczyłem chyba po dziadku, który zbierał prawie wszystko; był dla mnie również inspiracją w pracy nad tym tematem.

Stosunek do obiektów w tym spektaklu nie jest jednorodny. Bywa dosłowny, kiedy człowiek staje się przedmiotem, ale bywa też bardziej metaforyczny. Każdy z przedmiotów symbolizuje jakąś cechę, relację, czy sytuację życiową. Jest to na przykład para –lampa i żarówka. Ich spotkanie to opowieść o pierwszej miłości, albo raczej o fizycznej inicjacji, podejściu do niej obu stron. Pojawia się postać-manekin, która prezentuje ubrania, ale poprzez nie mówi nam też o swoim powierzchownym i zmiennym stosunku do innych ludzi. Miś symbolizuje przejście w dorosłość, zmianę skóry. Ławka natomiast posłużyła do pokazania chorego przywiązania do czegoś lub kogoś nieczułego, nieodwzajemnianej miłości, która w rzeczywistości jest uwiązaniem. Ta część spektaklu nie jest zakorzeniona w jakimś konkretnym miejscu i czasie.

 

Co było największym wyzwaniem podczas pracy nad Kronikami czasu przyszłego?

 

Myślę, że było nim uzyskanie wierności przekazu, zwłaszcza w odniesieniu do osób, które imiennie występują w Żywej Historii. Podszedłem do tematu po swojemu, ale poprzez autentycznych ludzi.  Nie chciałem przy tym urazić ich uczuć i przekonań. Próbowałem nie zmieniać ich wizerunku w swoją artystyczną wizję, tylko „naszkicować” spektakl nimi – takimi, jakimi są naprawdę.  Dlatego tancerze są raczej narratorami, przekaźnikami, nie tworami. Odzwierciedlają społeczność w różnych jej aspektach.

 

Czy w tym kontekście postrzegasz ten spektakl jako projekt społeczny?

 

Jest to projekt społeczny, choćby ze względu na trzeci etap projektu, czyli warsztaty ruchowe z seniorami realizowane w maju tego roku. W pewnym sensie wymiar społeczny ma też spotkanie dwóch światów – przedstawienie w dużym mieście specyfiki życia tej małej wsi, gdzie wszystko wydaje się prostsze, toczy się we własnym tempie.

 

Czy przez społeczny i osobisty wymiar tego spektaklu wiążesz z nim jakieś dalsze plany i nadzieje?

 

Chciałbym, żeby ten spektakl funkcjonował tak jak ci ludzie, żeby dzięki niemu żyła historia tego miejsca. Mam nadzieję, że będzie jeszcze pokazywany, szczególnie w mniejszych miejscowościach, i być może pozwoli ludziom dostrzec i docenić podobne osoby w ich lokalnej społeczności.

 

Poza tym chciałbym mieć więcej czasu. Wyrzucam sobie, że marnuję czas, który być może mógłbym lepiej spożytkować. Ludzie w tym spektaklu pokazali mi, jak wiele można zrobić, nawet w takim małym zakątku i jego realiach. Oczywiście każdy działa w swojej dziedzinie, ale można też otwierać się i patrzeć z szerszej perspektywy.  Chciałbym więcej robić dla ludzi, dawać z siebie więcej w tym, co mogę dać – na przykład w sztuce.

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

 

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia