ENG
A A A
 lipiec 2020 

Pisz dobrze o tańcu: Maria Pastwa o „Cztery” i Katarzyna Martyka-Fiećko o „Into me, see”

(red.) Maria Pastwa, Katarzyna Martyka-Fiećko | taniecPOLSKA.pl | 2019

Inne

1 października 2019

Maria Pastwa

Cztery”, czyli symbol wcielony – o spektaklu Cztery Teatru A PART i Teatru Amareya

 

Gdzie szukać odpowiedzi na pytania fundamentalne? Jak wyjaśnić sens narodzin i śmierci, miejsce człowieka w świecie czy odwieczne prawa natury? Być może prawda żyje gdzieś w głębi naszych ciał, organów, tkanek i atomów. Najbardziej bezpośrednie poznanie odbywa się poprzez cielesną aktywność. Pojąć znaczenie, to zaktualizować symbol w ruchu – z tym właśnie tematem mierzy się spektakl Cztery w reżyserii Marcina Hericha i choreografii zespołowej Teatru A Part i Teatru Amareya.

 

Tytułowe cztery nagie kobiety wychodzą z ciemności krokiem spokojnym, lecz zdecydowanym, świadomym swojego kierunku i celu. Przez dłuższą chwilę publiczność obserwuje odwrócone tyłem sylwetki na tle przyćmionego światła, nieruchomy rząd ciał  w odległym krańcu sceny. Stopniowo ożywają,  w skupieniu przesuwając się w stronę widzów, przez co można odnieść wrażenie, że czas wydłuża się w godziny, całe dni, lata i epoki. Pracują ręce performerek: powoli, konsekwentnie drążą przestrzeń, kreśląc w powietrzu subtelne kształty i wznosząc się ku górze niby łodyżki roślin. Im bliżej proscenium, tym więcej szczegółów zarysowuje się w cielesności kobiet. Ujawniają się napięcia mięśni, faktura skóry, zgięcia stawów. Powstaje obraz czysto fizyczny, niezwykle dosadny i prosty w swej biologicznej formie. Na samym końcu mozolnej wędrówki przez scenę kobiety odwracają się gwałtownym ruchem. Stają pewnie na nogach, otwarte i naprężone, a ich twarze mówią: „jestem”. Nagość nie szokuje, nie oburza – jest faktem, tak jak faktem jest obecność. Faktem jest materia, która nas buduje, oraz nieustanne procesy, którym podlega wszystko, co istnieje.

 

Performerki wykonują sekwencje dynamicznych akcji, chaotycznych zmian pozycji, którym wtórują przyspieszone oddechy. Ruch hipnotyzuje, niepokoi, generuje kolejne znaki zapytania. Kim są bohaterki spektaklu? Co znaczą ich gesty? Twarze są neutralne, wyzute z indywidualności, a tym samym odsyłają do znaczeń bardziej uniwersalnych. Tancerki zwracają się kolejno ku czterem stronom świata, ich ciała poszukują miejsca dla siebie. Poszukiwanie to nie odbywa się samotnie, ale pociąga za sobą złożone interakcje, zbliżenia i oddalenia, próby wzajemnego dopasowania się i usytuowania każdej kobiety wobec pozostałych trzech; plątanina kończyn, przenikanie się kształtów, sklejanie i rozszczepianie form niczym ekspresja organicznej materii, twórczy ferment u zarania ewolucji. Nagość dla ruchu jest jak cisza dla dźwięku – pozwala usłyszeć wielogłos żywiołów, doświadczyć pierwotnej energii, która zasiedla nasze ciała.

 

Co może zmienić kontekst kulturowy? Rozpuszczone włosy, buty na obcasach, kokieteryjne pozy. I cztery wentylatory – wiatr produkowany przez ludzki wynalazek. Kobiety już tylko pozornie są nagie, bo przyobleczone w płeć i personalia. Na ich twarzach migoczą uwodzicielskie uśmiechy, spojrzenia mienią się odblaskami emocji. Powabny ruch zdaje się podążać za jakąś ukrytą, lecz realną intencją. Pragnienie? Zabawa? Ironia? Można zadać sobie pytanie, czy od początku widzieliśmy na scenie (kobiece) osobowości, czy też zobaczyliśmy je dopiero w momencie, gdy postacie przekształciły się w podmioty uczuć i woli, obiekty pożądania, przybrały konkretne tożsamości. Co w takim razie stanowi o człowieku i jaka jest granica między kimś a czymś? Czy nasze wyobrażenie kobiecości jest wyłącznie tworem kultury lub wręcz stereotypem opartym na określonym zestawie zachowań i przedmiotów, jakimi się otaczamy? A jednak nieocenzurowany przez konwencję język nagości przekazuje coś więcej, co wypływa wprost z miękkości ciała i rysów twarzy – nieuchwytną, a zarazem sugestywną esencję kobiety jako osoby.

 

Tak jak trudno jest powiedzieć, gdzie zaczął się człowiek, tak trudno stwierdzić, gdzie się skończy. Na oczach widza performerki porzucają atrybuty kobiecości – buty i ruchowy habitus – by przeistoczyć się w inną formę życia. Następuje niepokojące odwrócenie ról, uwaga publiczności koncentruje się na pracy wentylatorów, podczas gdy kobiety bezwiednie dostosowują się do ich jednostajnego rytmu. Oglądana wcześniej witalność i taneczny wdzięk zamierają w mechanicznym szumie śmigieł. Wytwarzane w ten sposób dźwięki, raz po raz przecinające powietrze, powoli rozsnuwają wokół nieuchronną pustkę. W miejsce pulsujących życiem ciał pojawiają się obszerne płachty folii, które falują w gęstej masie, okrywając performerki od stóp do głów. Spowite w plastik kobiety odchodzą wreszcie w tył sceny, ciągnąc za sobą foliowe welony niby w jakiejś kuriozalnej ceremonii zaślubin. Zaślubiny z przyszłością są zarazem pogrzebaniem przeszłości – każde kolejne wcielenie jest nieodwołalnym końcem poprzedniego.

 

W spektaklu Cztery Herich podejmuje artystyczną próbę ujęcia świata jako całości, dotarcia do źródeł istnienia, porządku i zmiany. Symboliczna geometria, jaką operuje choreografia (rzędy, kwadraty, przekątne) oscyluje pomiędzy czasem linearnym a cyklicznym, pomiędzy nieodwracalną zmianą a powtórzeniem. Sytuacją rządzi logika mitu, utkana z metafor i poetyckich wrażeń. To impresja, która nie przynosi intelektualnego zrozumienia, ale pozwala poczuć się częścią kosmicznego ładu, nieodzownym elementem w uniwersum rzeczy i zjawisk.

 

scenariusz i reżyseria: Marcin Herich

współpraca choreograficzna: zespół

wykonanie: Daniela Komędera, Katarzyna Pastuszak, Aleksandra Śliwińska, Monika Wachowicz

reżyseria świateł: Marcin Herich i Bartosz Gburek

muzyka: Angel, Kato Hideki, Mr Geoffrey & JD Franzke

produkcja: Teatr A Part

koprodukcja: Teatr Amareya

partner: Fundacja Paryż

premiera: 15 czerwca 2018 roku, Katowice

czas trwania: 40 minut

 

 

 

Katarzyna Martyka-Fiećko

Spójrz na mnie – o spektaklu Into me, see Dariusza Nowaka i Dora Mamalii

 

Jestem pewna, że każdy z nas nosi w sobie wspomnienie czegoś ulotnego, co wydarzyło się zupełnie przypadkiem. Jak dotyk czyjegoś jedwabnego szala z nutą znanego zapachu, który przywołał zapomniane uczucie. Z takim wrażeniem pozostaję do dziś po obejrzeniu spektaklu Into me, see w choreografii i wykonaniu duetu Dariusz Nowak/Dor Mamalia, który można było obejrzeć podczas Polskiej Platformy Tańca 2019 w Gdańsku.

 

Dwóch mężczyzn, pusta scena i oczekiwanie na chwilę, kiedy ich drogi, spojrzenia i oddechy połączą się choć na mgnienie. W bardzo dynamicznej eksploracji przestrzeni tancerze skanują scenę ciałami, które zdają się falować i wypełniać obszar niczym woda poszukująca ujścia. Zmieniając poziomy ruchu, sprawiają wrażenie jakby przenikali przez coraz więcej warstw powietrza, stopniowo dochodząc do ekscytacji ze spotkania. Przez moment łączą się we wspólnym doznaniu bliskości, by po chwili znów umknąć do swoich światów. Te krótkie wspólne podróże powtarzają się raz po raz, gdy tancerze zaczynają wchodzić w interakcje lub poruszać się synchronicznie, podążając tą samą ścieżką.

 

Kontrapunktem dla ich ekspresyjnych spotkań jest moment wspólnego wyciszenia, gdy na nagraniu z offu  żartują sobie z trudnej wymowy polskiego słowa „mężczyzna”. Na scenie tancerze leżą blisko siebie, a w tle słychać, jak jeden z nich próbuje nauczyć się poprawnie je wymawiać. To chwila lekkiego żartu, wręcz flirtu, gdy bohaterowie tej opowieści są jak przykładni wyznawcy praktyki mindfulness – po prostu zanurzają się w byciu tu i teraz. Nic innego w tej chwili nie jest ważne. Ani skąd tu przyszli, ani dokąd się rozejdą. Moim zdaniem to kluczowy moment ich wspólnego spektaklu, nawiązujący do fragmentu cytowanej podczas przedstawienia książki Johna Bergera, wizjonera sposobu patrzenia na sztuki wizualne. W jednej ze swoich ostatnich książek, Confabulations, autor ten mówi – a Dariusz Nowak powtarza na scenie – o „Bliskości, która trwa przez kilka minut lub przez okres wspólnego słuchania utworu. Jednomyślność spontanicznie dzielona wraz z niedopowiedzianymi historiami wokół jednej piosenki”.

 

Piosenka do której wykonywane jest finałowe, przejmujące solo, to niezwykły utwór, oryginalnie śpiewany przez Tima Buckeya. Inspiruje artystów już od 1970 roku, jak dotąd znalazł się w repertuarze 14 twórców, między innymi kultowej grupy ze stajni 4AD, zespołu Cocteau Twings, grupy Dead Can Dance czy Sinead O’Connor. Tym razem Song to the siren słyszymy w wykonaniu zespołu Amen Dunes, a piosenka ta staje się wołaniem do czegoś nierealnego, nieuchwytnego, co zachwyca swym ulotnym pięknem. Tęsknotą za dotykiem czyjegoś jedwabnego szala.

 

koncept, choreografia i wykonanie: Dariusz Nowak, Dor Mamalia

rehearsal director: Alicja Różańska

partner: KibbutZurich – The First Jewish Arts Festival

premiera: 23 maja 2018 roku, Zurych
czas trwania: 30 minut

Spektakl grany w języku angielskim.

 

 

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

 

***

 

Teksty powstały w ramach warsztatów Pisz dobrze o tańcu, które redaktorki portalu przeprowadziły podczas Polskiej Platformy Tańca 2019 w Gdańsku.

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia