ENG
A A A
 maj 2020 
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
  • 6
  • 7
  • 8
  • 9
  • 10
  • 11
  • 12
  • 13
  • 14
  • 15
  • 16
  • 17
  • 18
  • 19
  • 20
  • 21
  • 22
  • 23
  • 24
  • 25
  • 26
  • 27
  • 28
  • 29
  • 30
  • 31

Pisz dobrze o tańcu: Jan Karow o „Mute” i Wiktoria Formella o „Sercu Fabryki”

(red.) Jan Karow, Wiktoria Formella | taniecPOLSKA.pl | 2019

Inne

2 października 2019

Jan Karow

Stany lękowe – o spektaklu Mute Janusza Orlika

 

Kiedy Janusz Orlik pojawia się na scenie, z jego spojrzenia wyziera głęboki smutek. Jak gdyby był posłańcem, który wie, że przynosi złe wieści i będzie je musiał zaraz przekazać. Lecz na zauważenie tego daje nam tylko chwilę. Szybko zapada ciemność, w której rozbrzmiewa spokojna muzyka Alexa Catony. Słychać liryczną melodię i akompaniujący w tle fortepian, po czym ubrany w przylegające do ciała czerwone polo i spodnie oraz białe adidasy artysta na kilka chwil znika nam z oczu. Ten spokojny początek jest jednak zwodniczy. Nastrój w dalszych fragmentach Mute jest zupełnie inny. W miejsce smutku pojawia się bojowość. Gdy muzyka cichnie i ponownie zapala się światło, solowy występ staje się próbą powstrzymania przed wydostaniem się na zewnątrz silnie negatywnych emocji: agresji, lęku, wściekłości, gniewu, strachu. Można odnieść wrażenie, że artysta walczy ze sobą, żeby nie uderzyć któregoś z widzów. W końcu decyduje się zaatakować siebie samego.

 

Ruchy Orlika są jednocześnie szarpane i ciasne. Długie sekwencje, w których ciało ugina się pod zadawanymi w różne punkty ciosami, przechodzą jedna w drugą bez wyraźnych pauz. Atak jest przeprowadzany bez szansy na wytchnienie. Tancerz nie celebruje szerokich ruchów. Niemal cały czas jest lekko pochylony. Wyciąga rękę, ale nie prostuje jej do końca. Tupie głośno nogą, ale to też nie przynosi mu ulgi. Skumulowana agresja nie jest w stanie znaleźć ujścia.

 

W charakterze tej choreografii jest pewne niedopowiedzenie – jak w sytuacji, kiedy otwieramy usta, ale głos grzęźnie w gardle. W pewnym momencie tancerz bierze do ręki mikrofon, ale z głośników słyszymy jedynie jego głęboki oddech. Żadne słowo nie pada. Język jest – jak w tytule – stłumiony. Nie wiem zresztą, czy istnieje coś, co Orlik mógłby powiedzieć, żeby nie zburzyć zbudowanego napięcia. Pojawia się piskliwe sprzężenie mikrofonu przeciąganego po głośniku.

 

Mute buduje także zgrzytliwa muzyka elektroniczna, złożona z przeciągłych buczeń i trzasków. Nie jest to jednak przypadkowy szum – dźwięk i ruch precyzyjnie korespondują ze sobą. Chwilami można odnieść wrażenie, że tancerz ma zamontowany mikrofon kontaktowy, który wzmacnia buzujący w jego wnętrzu trzask. Przez współbrzmienie muzyki i ciała kłębiący się w środku artysty niepokój odsłania się coraz bardziej, stając się również naszym udziałem. Szczególnie, kiedy, ponownie zmienia tonację i zbliża się do nas, siedzących dookoła pola gry.

 

Rozpoczyna się wtedy wyraźnie osobny fragment. Tempo działań spada, z ekspresji znika też to coś, co powstrzymywało Orlika przed poprowadzeniem pełnego ruchu. Tancerz okrąża scenę po obrzeżu, jest bardzo blisko widzów. Zauważa nas, ale nie zatrzymuje wzroku na nikim dłużej.

 

Gesty, które markuje dłońmi, są przeglądem rozpoznawalnych znaków, lecz wydaje się, że nie ma w nich ukrytego komunikatu. Niedokończone „Fuck you” może przejść w nieśmiałe wyciągnięcie ręki do nieznajomego tak samo jak wzniesiona do góry dłoń ogłaszająca Victorię w pozorowane uderzenie się w brzuch i odwrotnie. Znaki przyjazne, zapraszające do kontaktu mieszają się z jednoznacznie wrogimi.

 

To jednak nie tak, że Orlik nie potrafi się skomunikować czy dla żartu podaje rękę, którą cofa w momencie, kiedy druga osoba wyciąga swoją. On raczej ponosi kolejne porażki, co dotkliwie przedstawia sekwencja, gdy wraca na środek sceny i niepewnie uśmiecha się do pojedynczych osób. Każda z tych prób zostaje zerwana przed samym finałem i kończy się upadkiem.

 

Problemem w takiej sytuacji nie jest kwestia chcenia bądź niechcenia zawarcia kontaktu. Jakiekolwiek porozumienie zdaje się niewykonalne, przestaje być dostępną możliwością. W solo Orlika nie ma miejsca na dialog – jest konflikt z publicznością i z samym sobą. Osaczony przez dobiegające z różnych kierunków hałasy i spojrzenia siedzących dookoła nie ma szansy na ucieczkę. Jego odrębność podkreśla kontrastowo odznaczająca się na białej podłodze czerwień kostiumu. Mimo że dookoła nie ma lin, można by pomyśleć, że jest na ringu. Będąc zupełnie odsłoniętym, sam na sam z własnymi lękami, zostaje zaatakowany przez czyhający za samotnością strach. W obliczu niebezpieczeństwa postanawia się bronić.

 

 

Reżyseria, choreografia, wykonanie, scenografia: Janusz Orlik

Muzyka: Alex Catona  

Reżyseria światła: Janusz Orlik, Łukasz Kędzierski

Realizacja techniczna: Łukasz Kędzierski

Produkcja: Janusz Orlik

Koprodukcja: Art Stations Foundation by Grażyna Kulczyk, Michał Łuczak

Premiera: 2 lutego 2018, Stary Browar, Poznań

Czas trwania: 45 min

 

 

 

Wiktoria Formella

Indywidualizm zamknięty w kolektywności o spektaklu Serce Fabryki Rafała Dziemidoka

 

Dźwięki syreny alarmowej wypełniają przestrzeń sceny, zatopionej w zielonym świetle. Na jej skraju, w dwóch równoległych rzędach, ustawiają się tancerze i tancerki. Pierwsza osoba wypowiada fragment wiersza Song Josifa Brodskiego. „I wish you were here, dear, / I wish you were here…” – zwrot do nieobecnych niejako narzuca ekspresję recytującemu. Jego wzrok nie nawiązuje z nikim kontaktu, zakotwicza się w pustej przestrzeni, a wypowiadana poezja zyskuje wymiar quasi-rytualny: wskrzesza przeszłość. Po chwili do recytatora dołącza kolejna osoba, potem następna, aż – po dłuższym czasie w poetyckim apelu uczestniczą wszyscy. Recytacje naznaczone są indywidualnymi możliwościami performerów: każdy deklamuje w innym tempie, akcentuje różne słowa, a nawet w odrębnych momentach odnajduje czas na zaczerpnięcie oddechu. To sprawia, że po drugim powtórzeniu mistyczna aura oraz klarowność komunikatu ustępują miejsca kakofonii.

 

Pierwsza scena w intrygujący sposób oddaje sieć napięć wyznaczających tematykę Serca Fabryki – przedsięwzięcia łączącego taniec, muzykę i instalację. Performans, z udziałem dziewięciorga tancerzy z Polski i Słowacji, stanowi próbę uchwycenia fenomenu postindustrialnych przestrzeni Europy Środkowej – twórcy dostrzegli doświadczenia, które mogą łączyć Stocznię Gdańską z przedwojenną fabryką tytoniu w Koszycach. Niegdyś stanowiły one centra zatrudniające rzesze okolicznych mieszkańców, później były niemymi świadkami historii; Stocznia stała się wręcz miejscem symbolem wolności współczesnej Europy. Jednak po latach świetności utraciły kapitałotwórczą moc, a ich puste przestrzenie dały schronienie inicjatywom społeczno-artystycznym. Twórcy i twórczynie Serca Fabryki nie opowiadają konkretnych historii z przeszłości, lecz poszukują wspólnoty doświadczeń współczesnego artysty (czy szerzej: człowieka) z postawami robotników reprezentujących stare gałęzi przemysłu. Koncentrują się na linii napięć między jednostką a grupą, stanowiących model działania każdej społeczności.

 

Podobny trop możemy odnaleźć w kostiumach przypominających kombinezony robotnicze. Początkowo wydaje się, że Joanna Jurga przygotowała performerom i performerkom identyczne, jednolicie bure stroje, które nadają im rys zunifikowanego i nieco ponurego kolektywu. Wydaje się, że nie zostały w nie wpisane podstawowe kategorie tożsamościowe – ani płeć, ani wiek, a już tym bardziej gust. Przyglądając się jednak uważniej, dostrzeżemy zarysowaną w skafandrach pochwałę indywidualności: niekiedy to krótsze nogawki, brak rękawów, częściej – różowe i neonowe wstawki o geometrycznych kształtach, które nadają im nową jakość. Obniżona linia kroku czy połyskujący, gruby sznur wyznaczający talię, to nie tylko kostiumowe zdefiniowanie ruchu. To także zdekonstruowanie dawnej formy kombinezonu robotniczego, która zyskuje nowoczesny charakter, bliski estetyce cyberpunkowej mody.

 

Ważnym tropem choreografii Rafała Dziemidoka jest zderzenie indywidualności z kolektywnością oraz badanie konsekwencji funkcjonowania w takich układach. W drugiej, zbyt długiej, części performansu choreograf przeplata popisy solowe duetami, triami, a niekiedy symultanicznie toczącymi się scenami zbiorowymi. Najciekawsze tematy zarysowuje jednak w początkowej fazie. Dziemidok pokazuje, że przynależność do grupy warunkuje przetrwanie jednostki: zapewnia bezcenne wsparcie w chwilach słabości czy mobilizację do działania – tym bardziej, że członkowie i członkinie pracują dla wspólnego dobra. Grupa to również zbiór oddziałujących na siebie ludzi, a więc ciał podlegających ciągłej zmianie.

 

Eksplorowanie tych doświadczeń Dziemidok wzmacnia przez częste wykorzystywanie ruchu po okręgu. W Sercu Fabryki forma ta rzadko pozwala dostrzec przyjemność przynależności do grupy. Okrąg częściej ujawnia siłę ograniczającą indywidualność i zamykającą na kontakt z obcymi. Uruchamia autorytarność, wyznacza kierunek działania, rozmaite systemy napięć, determinuje rytm oraz (często) synchroniczność skutkującą utratą indywidualności. Dlatego też co i rusz zatrzymujący się performerzy i performerki są dyscyplinowani przez osoby znajdujące się tuż za nimi – to one wyznaczają normę „bycia podobnym” jako jedynie dopuszczalną formę egzystencji. 

 

Szczególnie przejmujący, ale i opresyjny charakter kolektywu widać w scenie, w której poruszający się po kole tancerze i tancerki co pewien czas wykonują krok w kierunku centrum, zmniejszając powierzchnię układu. Coraz bardziej zacieśnia się pętla zbudowana z ciał, a to z kolei sprawia, że dotychczasowy niewielki obszar umożliwiający (hipotetyczną) dowolność, ale i możliwość ucieczki – po chwili zupełnie znika. Okrąg z całą mocą ujawnia bezwzględność – jedność i całkowite wyrugowanie możliwości sprzeciwu czy niedostosowania się.

 

Monotonia wyzwala jednak synergiczny naddatek artystów i artystek powodujący nagłe zniszczenie formy. Widzimy rozproszone, leżące w różnych pozycjach ciała, a dotychczas tłumiony potencjał zainicjował indywidualną ekspresję tancerek i tancerzy: gwałtownie turlających się, stających na głowie, wykonujących przewroty bokiem, upadających. Ciał oddających się nieujarzmionym formom ekspresji, jednak nie na długo…

 

 

Serce Fabryki

Choreografia: Rafał Dziemidok

Występują: Miriam Budzakova, Artur Grabarczyk, Zuzanna Kasprzyk, Adam Kuza, Piotr Stanek, Anna Steller, Krystyna Lama Szydłowska, Katarzyna Ustowska, Jozef Val’o

Muzyka: Adam Świtała

Reżyseria świateł: Ewa Garniec

Kostiumy: Joanna Jurga

Premiera: 14 września 2018, Tabaka Kulturfabrik, Koszyce

Czas trwania: 60 minut

 

 

 

                                                                                                                                                      Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

***

 

Teksty powstały w ramach warsztatów Pisz dobrze o tańcu, które redaktorki portalu przeprowadziły podczas Polskiej Platformy Tańca 2019 w Gdańsku.

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia