ENG
A A A
 maj 2021 

Pisz dobrze o tańcu: Izabela Noskiewicz i Nicole Bolda o „Rozkoszy”

(red.) Izabela Noskiewicz, Nicole Bolda | taniecPOLSKA.pl | 2019

Inne

4 października 2019

Izabela Noskiewicz

Elegancki obraz rozkładu – o spektaklu Rozkosz Teatru ROZBARK

  

Czarne garnitury, perfekcyjne, minimalistyczne fryzury, szyk i elegancja – coś co przywodzi na myśl lata dwudzieste XX wieku, nowojorskie, zadymione kluby. W połączeniu z tytułem to dla widza naturalny wabik, który i na mnie zadziałał: spośród 12 spektakli wyselekcjonowanych przez Komisję do prezentacji podczas Polskiej Platformy Tańca wybrałam do opisu właśnie ten. I nie żałuję.

 

Na co dzień Rozkosz z choreografią Jakuba Lewandowskiego można zobaczyć na scenie Teatru ROZBARK w Bytomiu, gdzie w listopadzie 2018 roku odbyła się jego premiera. Istotny jest również jej udział w Polskiej Sieci Tańca 2019, a gdy dodamy do tego prestiżowe wyróżnienia oraz teatralny punkt wyjścia, zauważymy, że to spektakl, który ma szansę dotrzeć do szerszej publiczności. Obejrzeć go mogą zarówno miłośnicy czy znawcy współczesnej sztuki tanecznej, jak i osoby „z zewnątrz” – na przykład takie, które trafiły na spektakl wyłącznie w celach rozrywkowych. I znowu – bardzo dobrze. Samo przyciągnięcie widza spoza hermetycznego środowiska tanecznego to już duże osiągnięcie.

 

Na początku scena jest pusta, czarno-czerwona, podświetlona. Tancerze – jedna kobieta i pięciu mężczyzn – doskonale ją wypełniają: ich ustawienia są pełne harmonii, wręcz perfekcyjne. Artyści poruszają się w sposób precyzyjny i spójny, są zjednoczeni w ruchu. Taki typ rozwiązania choreograficznego kojarzy się z czymś idealnym – przyjemnym dla oka, ale czy bliskim prawdzie?

 

Rozwój spektaklu demaskuje początkowe piękno. Pod dopasowanym gorsetem kryją się postaci pełne lęku i wstydu. Poszukujące akceptacji wśród innych, jednak nie w sobie samych. Obnażona jest dwubiegunowość emocji jednostki – siła ustępuje słabości, a niepewność pęcznieje pod warstwą narcyzmu. Apogeum tych rozbieżności przedstawia fragment z lustrami, które stanowią rekwizyty męskiej części obsady. Widz ogląda wibrujące odbicia tancerzy, unoszących się w pewnego rodzaju ekstazie – obraz chwilowej przyjemności, wzbudzającej wręcz pogardę. Zachowanie bohaterów jawi się jako atrapa piękna – twór, który coraz częściej towarzyszy ludziom w codzienności. Tu fałsz zaczyna niejako „uwierać”; zaczynamy być na niego bardziej wyczuleni.

 

Koncepcja spektaklu uwypukla doskonałe przygotowanie tancerzy – gra aktorska, technika tańca i mistrzowska interpretacja roli sprawiły, że artyści występujący w spektaklu wzbudzają zachwyt. Jednak to Dominika Wiak, jedyna kobieta w obsadzie, hipnotyzuje swoją kreacją. Umiejętnie uwodzi zarówno bohaterów Rozkoszy jak i widzów, w fascynujący, nienachalny sposób. Wykreowana przez nią postać to charyzmatyczna, przekonana o swojej wartości kobieta. Świadoma swoich atutów, męska – można powiedzieć – bezwstydna. Postać, która może stanowić punkt wyjścia do istotnych rozważań o zmianie postrzegania kobiety i mężczyzny w kulturze. Zanikają wyraźne różnice między zachowaniem damskim i męskim. Nie można jednoznacznie określić, jakie cechy są charakterystyczne dla danej płci; w momencie gdy kobieta „przejmuje kontrolę”, a jej działanie jest zdecydowane i konkretne, odbieramy ją jako silną i męską. W opozycji do tego stoją mężczyźni z Rozkoszy – pełni wewnętrznych konfliktów i udawanej pewności siebie, ale mimo wszystko nie zniewieściali. Zasada odbierania człowieka przez pryzmat cech charakteru zależnych od płci staje się więc wyraźnie wątpliwa.

 

Rozkosz nazwałabym stylową opowieścią o współczesnym zakłamaniu. Ukazującą, jak wielką wartość nadaje się rzeczom „marnym” i jak nieszczęśliwymi nas to czyni. Obnaża bezsens chwilowej przyjemności. Zwraca uwagę na dominanty naszego życia, takie jak strach, lęk i niepewność. Wszystko to Jakub Lewandowski ubrał w wyśmienitą choreografię, uzupełnioną ekstatyczną, rytmiczną muzyką. Elegancki obraz rozkładu współczesności, pełen wnikliwych obserwacji, ujętych w genialnej formie – takiej, która potrafi zwabić niejednego widza.

 

 

Nicole Bolda

Rozkoszna demaskacja  o spektaklu Rozkosz Teatru ROZBARK

 

Rozkosz dominuje nad całym naszym życiem – jak wskazuje reżyser i choreograf spektaklu Rozkosz Teatru ROZBARK. Chyba ma rację. Można powiedzieć, że to urok naszych czasów. Żyjemy szybko, dążymy, pożądamy. W całym tym pędzie potrzeba chwili dla siebie i każdy znajdzie na to swój sposób. Ten, kto wybrał spektakl Jakuba Lewandowskiego jako najlepszą w danym czasie formę odpoczynku mógł się jednak nieco zdziwić…

 

Klimatyczne obrazy; charakterne postaci stworzone przez tancerzy; muzyka, która kreuje osobną narrację, uwydatniając wydźwięk innych działań scenicznych; światło, prowadzące widza przez kolejne doświadczenia. Taka charakterystyka wskazuje na naprawdę dobrą propozycję, która jest w stanie zaspokoić artystyczne (i estetyczne) niedobory codzienności. Nie jest to natomiast jedynym zadaniem spektaklu. Twórcy zaproponowali widzom znacznie więcej. Rozkosz jest bowiem pracą zbudowaną z etiud, które spaja umiejętnie ujęty temat. Spektakl jest fragmentaryczny, nie prowadzi jednej konkretnej narracji, lecz ukazuje zestawione ze sobą obrazy. Ich nacechowanie emocjonalne czy nasilenie środków przekazu sprawia, że każda kolejna część przedstawienia jest bardziej wyrazista i powoduje stopniową demaskację – zarówno postaci, jak i widzów. Efekt ten prawdopodobnie wynika również z inspiracji sztuką Irvinga Penna. Punkt wspólny spektaklu i fotografii amerykańskiego artysty stanowi nieświadome ujawnienie przez postaci siebie samych, swoich osobowości. To zjawisko łączy ludzi, stających przed obiektywem Penna, z bohaterami Rozkoszy. W okresie swojej twórczości skupionej wokół znanych osób, które w danym czasie były symbolem bogactwa czy ideału, Penn przedstawiał je w bardzo minimalistycznej przestrzeni i potrafił oddać ich trudną do uchwycenia tajemnicę. Podobnie dzieje się w spektaklu Lewandowskiego, gdy w pustej przestrzeni elegancko ubrani tancerze zastygają niczym w stop-klatce. Ze sceny wręcz bije jednostkowa postawa bohaterów. W tym czasie każdy z osobna i wszyscy razem wchodzą w stan bardzo świadomego bycia tu i teraz, jednocześnie ujawniając coś prywatnego, czego nie są w stanie ukryć.

 

Poza spójnie przeprowadzonym zamysłem reżysera, bardzo istotne jest poczucie zespołowości wśród tancerzy. Śledząc kolejne frazy, różnorodność ruchu artystów, zmiany tempa czy rytmu, nadal można dostrzec ich wzajemne zaufanie i zrozumienie,
co wpływa na aurę całego dzieła. Ta energetyczna interakcja między twórcami daje widzowi zupełnie inną – lepszą – jakość odbioru (w tym przypadku „lepszą” wcale nie musi oznaczać przyjemniejszą, a na przykład bardziej dosadną). Podczas grupowego zastygania w bezruchu odczuwa się z nimi nie tylko fizyczną łączność, ale także wspólne uwikłanie w kontekst społeczny. Wtedy niemal braknie tchu.

 

Kiedy następują sekwencje synchroniczne, najczęściej bardzo energiczne i przestrzenne, spektakl staje się transowy, a jednocześnie problematyzuje kwestię ludzkiej masy. Równolegle, choć nieco paradokslanie, ukazuje moc jednostki oraz jej brak wyjątkowości (jako powszechność). Innym razem jedno działanie wykonywane jest przez tancerzy pulsacyjnie, jakby reagowali ciałem na niewidoczne bodźce. Mimo że każdy funkcjonuje wówczas niezależnie, zatopiony we własnym ruchu, także w tej sekwencji można dostrzec wspólną płynność.

 

Tancerze od początku pokazują nam, że dobrze się bawią, a widz pozwala sobie dołączyć do tej zabawy. Zdarzają się jednak momenty – takie jak urywające się działania, przedłużająca się po serii mocnych dźwięków cisza czy rozmijający się z rytmem muzyki ruch – które wytrącają odbiorcę z pętli rozrywki. Można pomyśleć, że fiksacja na jednym wątku nie odda pełnego spektrum podejmowanej tematyki i stąd radykalne przejścia do kolejnych scen. Warto zaznaczyć, że gdy zabieg ten powtarza się w różnoraki sposób, może wywołać u widza pewną dozę niepewności i zagubienia. Kwestia ta wyjaśnia się w drugiej połowie spektaklu. Przeplatanie działań w rozmaitych konfiguracjach osobowych nie wzbudza u widza czujności, ponieważ już od pierwszych chwil spektaklu zostaje z nimi zaznajomiony. Gdy więc w kolejnej części na scenie pojawia się tylko jeden z tancerzy, odbiorca czeka na rozwój akcji, tak jak w poprzednich etiudach. Artyście tym razem towarzyszy jednak rekwizyt – lustro. Jego specyfika polega na tym, że odbija obraz przestrzeni – w tym wypadku również światła reflektorów, które systematycznie trafiają w widzów, oślepiając ich. Działanie to zdecydowanie nie jest komfortowe w odbiorze,  ale tancerza w danym czasie najbardziej angażuje własny wizerunek. Od tego momentu emocje, które pojawiają się u widza, mają coraz większą szansę, by zaszczepić w nim pewną refleksję. Gdy w kolejnych frazach tancerzy z lustrami przybywa, oślepiających snopów światła także, obrazy budowane na scenie zdają się bardziej wymowne niż do tej pory. Niczym błysk w głowie może pojawić się myśl, że to, co widzieliśmy, było pewnego rodzaju mrugnięciem oka w naszą stronę i że tak naprawdę cały czas oglądaliśmy siebie samych i z siebie się śmialiśmy. Takich – popędliwych, nienasyconych, chciwych, zależnych – brzydkich. Czy wciąż jest nam do śmiechu?

 

Spektakl Jakuba Lewandowskiego i Teatru ROZBARK traktuje o rozkoszy jako zaspokojeniu na wymaganym dla danej jednostki poziomie. Nie chodzi tu o fizyczne minimum, potrzebne człowiekowi do egzystencji, a raczej o wymiar psychiczny w cieniu ówczesnego zepsucia – tu, teraz, natychmiast, bardziej, więcej, lepiej… A zwłaszcza więcej i lepiej niż ma ten drugi. Sami prowadzimy niemą polemikę ze społecznością, którą się otaczamy – ciągle dokonując porównań, stale coś komuś udowadniając, nieustannie próbując się dopasować i gdzieś przynależeć.

 

Rozkosz, mimo pozorów, nie jest łatwym ani wygodnym spektaklem. Wymaga od publiczności świadomego zaangażowania i chęci zrozumienia przekazu. Choć pomaga w tym różnorodność wykorzystanych przez twórców środków, po stronie odbiorcy pozostaje otwartość na doświadczenie i gotowość do refleksji. Już na początku, dołączając do zabawy tancerzy, widz pozwala sobie na frywolne zaangażowanie. Jego brak świadomości bezlitosnych, analitycznych zamiarów zespołu, zostanie przewrotnie wykorzystany. Prawdopodobnie dopiero pod koniec Rozkoszy będzie w stanie dostrzec przekaz silnej, ujednoliconej grupy, która pragnie pokazać esencję naszej codzienności.

 

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

 

 

 

 

Choreografia, scenografia i kostiumy: Jakub Lewandowski

Asystentka choreografa: Dominika Wiak

Wykonanie: Dominika Wiak, Wojciech Furman, Daniel Leżoń, Oscar Mafa, Paweł Urbanowicz, Michał Woźnica

Reżyseria świateł: Paweł Murlik

Muzyka: Michał Lis

Jakub Lewandowski

Wideo: Paweł Szymkowiak

Produkcja: Bytomski Teatr Tańca i Ruchu ROZBARK

Premiera: 29 września 2018, Bytom

Czas trwania: 60 minut

 

 

 

***

 

Teksty powstały w ramach warsztatów Pisz dobrze o tańcu, które redaktorki portalu przeprowadziły podczas Polskiej Platformy Tańca 2019 w Gdańsku.

 

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia