ENG
A A A
 wrzesień 2020 
Na zdjęciu: widownia Opery Garnier w Paryżu. Fot. Katarzyna Gardzina

Widzę, więc jestem widzem

Katarzyna Gardzina | taniecPOLSKA.pl | 2020

Felietony

3 sierpnia 2020

Pośrednio powstanie tego felietonu zainspirował Krzysztof Warlikowski swoją, delikatnie rzecz ujmując, mało elegancką wypowiedzią dla „The New York Timesa” o tym, że „ci nawiedzeni geje; wszyscy ci niemający nic do roboty w życiu bogaci faceci, którzy tylko podążają za Anną Netrebko albo Jonasem Kaufmannem po wszystkich kontynentach” oraz widzowie, którzy oczekują np. w Aidzie piramid, nie są dla niego „prawdziwą publicznością”. Abstrahując od tego, jak wiele grup widzów operowych udało się reżyserowi obrazić tą jedną wypowiedzią, zmusił mnie do zastanowienia się, czym jest widownia baletowa. I czy istnieją jacyś prawdziwi i jacyś „nieprawdziwi” widzowie przedstawień tanecznych?

 

Oczywiście to żart, daleka jestem od dzielenia widowni na lepszą i gorszą, dobrą i złą, prawdziwą i „nieprawdziwą”. Widzowie to osoby, które kupiły bilet lub otrzymały zaproszenie, lub też trafiły na bezpłatny pokaz baletowy i go oglądają. Niektórzy po raz kolejny, jeśli to szeregowe przedstawienie, inni po raz pierwszy, jeszcze inni z zupełnego przypadku… Są na widowni wreszcie pewnie i tacy, którzy widowisko baletowe stykają się z nim po raz pierwszy w życiu i chętnie by zapytali, jak w tym starym dowcipie: mamusiu, czemu te panie chodzą na palcach? – zauważyły, że tatuś zasnął? Tak, to też jest publiczność, nawet taka zupełnie nieprzygotowana (ach, przekleństwo szkolnych wycieczek do opery) i nastawiona nieprzychylnie do tej formy spędzania wolnego czasu. To dla tego ogółu występuje co wieczór artysta, a tworzą choreografowie, kompozytorzy, scenografowie i oświetleniowcy. Trudno zakładać, że na widowni, zwłaszcza dużych teatrów operowo-baletowych, zasiadać będą sami znawcy i baletomani (o których pisałam w jednym z poprzednich tekstów). Prawdopodobnie taka publiczność byłaby na dłuższą metę nie do zniesienia dla wykonawców – wszystko by wiedziała i nic by jej się nie podobało, bo z czasem, z pogłębianiem swojej wiedzy i „znawstwa” oraz doświadczenia widz z natury rzeczy staje się zazwyczaj coraz bardziej wybredny.

 

Często zapraszam nowe osoby, które dołączają  do grona moich znajomych, na spektakle baletowe, bo lubię dzielić się swoją pasją i pokazywać piękno baletu innym. Czasem spotykam się z reakcją: ale ja się na balecie nie znam. Mam wówczas dwie odpowiedzi. Po pierwsze, nie słyszałam, aby ktoś zapierał się, że nie pójdzie do Luwru czy innego muzeum lub galerii, bo „nie zna się na malarstwie”. Fakt, że sztuki plastyczne otaczają nas na co dzień i są bardziej dostępne, przysłania nam prawdę, że to także pewna, czasem dość skomplikowana konwencja – przekładająca trójwymiarową rzeczywistość na płaskie obrazy –  którą nie każdy umie odczytać. A jednak z oglądaniem obrazów jakoś każdy sobie radzi. Jeden zachwyci się światłocieniem i techniką malarską, drugi ze znawstwem przypisze dzieło do odpowiedniego okresu w twórczości danego artysty, ale wielu zainteresuje tylko kolorystyka, przedstawiona scena lub uroda namalowanego pejzażu, portretu czy martwej natury, a niektórych wreszcie…rama obrazu. I to jest w porządku. Bo dzieło sztuki, obojętne jakiej, jest każdemu dostępne na takim poziomie, jaki jest w danym momencie możliwy. Najważniejsze, że wywoła jakąś reakcję, w tym być może chęć poszerzenia swojej wiedzy, aby następnym razem, gdy tenże widz będzie w muzeum, już odróżniał Van Dycka od Van Eycka. Po drugie, sztuka jest dla każdego: od małego dziecka po konesera, każdy może ją odbierać na swój sposób – może się okazać, że na przykład impresjonizm do niego nie przemawia, ale warto się o tym przekonać empirycznie.

 

Z baletem jest tak samo, można go oglądać, nic o nim nie wiedząc, podziwiając tylko jego piękno i harmonię, pasjonując się opowiadaną ruchem historią, obserwując „jak to jest zrobione”, przyglądając się urodzie tancerek i tancerzy (znam takich widzów!), czy wreszcie słuchając muzyki i rozkoszując się nastrojem chwili. Zdarzyło się nawet, że pewien mój znajomy zaczął przepadać za jednym baletem klasycznym, bo były w nim tak cudownie naiwne chwyty teatralne, jak „udawany” lew i sztuczny wąż…

Zapewne tancerze występujący w takim przedstawieniu, gdyby o tym wiedzieli, nie byliby zachwyceni. Często prywatnie  wyrażają pewien niedosyt, gdy na przykład teatr gra serię bożonarodzeniowych spektakli Dziadka do orzechów – że na widowni pełno jest rozdokazywanej dzieciarni i pewnie nikt nie doceni, że tego dnia soliście szczególnie udał się skomplikowany piruet, a solistka wykonała wyjątkowo perfekcyjne piqué po kole. Zaraz jednak dodadzą, że na jednym z tych spektakli atmosfera była wyjątkowo gorąca i oklaski rzęsiste, a  na innym widownia dodawała im sił, co czuło się ze sceny. Zresztą, to również wiem z doświadczenia, dla wielu rodzin, które na co dzień nie odwiedzają często teatru, świąteczne wyjście na Dziadka do orzechów to jedna z bożonarodzeniowych tradycji,  budząca równie ciepłe uczucia, co choinka, prezenty i wspólne śpiewanie kolęd. Czy można takiego widza uznać za „nieprawdziwego”? Mniej wartościowego? Zapewne, gdyby tylko mógł, taki widz chętnie złożyłby artystom-wykonawcom najwyższe wyrazy uznania i podziękował za to, że obdarzają go za pomocą swej sztuki baletową magią, pięknem i wzruszeniami. Niestety, w naszym kraju zanika zwyczaj osobistego kontaktu z artystami scen muzycznych.

 

Na drugim biegunie byłaby grupka „baletomaniaków”, którzy przychodzą zobaczyć, jak ich ulubiona tancerka po raz kolejny kręci 32 fouetté (jak ci, co w wypowiedzi Warlikowskiego „jeżdżą za Anną Netrebko”…). O jakże prawdziwa i zaangażowana to widownia! Tacy widzowie nie podążają za swoimi ulubieńcami z braku innego zajęcia, nie zawsze też opływają w dostatki, ale to oni dostarczają tej prawdziwej satysfakcji wykonawcom – oni wiedzą, doceniają, porównują jeden występ do drugiego, dają bezpośredni feedback. I jedni, i drudzy godni są szacunku i stanowią widownię sztuki tańca.

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia