ENG
A A A
 grudzień 2020 

AUTOPORTRET: Aleksandra Bożek-Muszyńska

Dominik Więcek | taniecPOLSKA.pl | 2020

Wywiady

20 listopada 2020

W październiku miałem okazje zobaczyć trzy spektakle z udziałem Aleksandry Bożek-Muszyńskiej (w tym jedną premierę), więc mimo pandemii – sporo się u artystki dzieje. Widziałem Piękno jak powietrze (koncepcja i choreografia: Ilona Trybuła, premiera w ramach Festiwalu Ciało/Umysł), spektakl improwizowany na czwórkę tancerzy. W warszawskiej Komunie/Warszawa zobaczyłem jej solowy autorski spektakl Dzień, w którym V. dała mi do myślenia albo jak pozbyłam się prokrastynacji, gdzie jak zwykle zachwyciła mnie swoją swobodą bycia na scenie, głębokim oddechem, jaki można było wziąć w trakcie spektaklu (dosłownie, bo ćwiczenie oddechowe było jednym z zadań dla zgromadzonej publiczności), oraz tym, jak blisko ludzi – tak poprzez tematykę, jak formę przekazu – była ta propozycja, wzruszając i bawiąc do łez, dając mi mnóstwo przyjemności. Ostatnie nasze spotkanie to pokaz No Big Deal, improwizacja ruchowa zrealizowana wspólnie z Moniką Kiwak. Performans powstał pod wpływem metodyki australijskiego improwizatora Andrew Morrisha. O pracy z tym artystą, o swoim spojrzeniu na improwizację i specyfice treningu dla biznesu opowiedziała mi w naszej rozmowie.

 

O spotkaniu z Andrew Morrishem

 

Poznaliśmy się w Starym Browarze w Poznaniu. W 2015 roku po raz pierwszy dostałam pełne stypendium Alternatywnej Akademii Tańca (wcześniej brałam udział w pojedynczych warsztatach i coachingach). Od tego czasu już regularnie tam bywałam, a w ramach kolektywu Holobiont [tworzonego przez Bożek-Muszyńską i Hannę Bylkę-Kaniecką – przy. red.] powstały nasze dwie produkcje dla rodzin z dziećmi: DOoKOŁA i _on_line__. W 2017 roku Joanna Leśnierowska zapowiedziała mi przyjazd Andrew Morrisha, rekomendując go jako znakomitego australijskiego improwizatora, którego sposób pracy może mi się spodobać. Dla mnie to spotkanie kliknęło od samego początku. Andrew jest po prostu fantastyczną osobą! Obecnie ma sześćdziesiąt dziewięć lat i praktykuje improwizację od ponad trzydziestu. To jeden z niewielu nauczycieli na mojej drodze, przy których nie czułam, że ich ego jest na pierwszym miejscu (a przyznaję, że mam problem, gdy czuję, że nauczanie wynika z tego, iż ktoś chce być podziwiany lub nadrabia jakieś swoje „braki”). Andrew to pedagog, który wspiera ucznia, jest po to, żeby pomóc mu wydobyć to, co w nim najlepsze. Spotykając go, bardzo mocno poczułam, że również to, co ja robię, ma wartość. Wcześniej często słyszałam, że to, czym się zajmuję, nie jest tańcem, i czemu tyle gadam, i czym to w ogóle jest? Spotykałam się z niezrozumieniem. Ze strony świata tańca słyszałam opinie, że w moich pracach jest za mało ruchu, a ze świata teatru – że jest go za dużo. Dlatego spotkanie z Andrew było dla mnie ciekawe, również dzięki integralności jego podejścia do bycia twórcą. To, że więcej czasu poświęciłam na trening tańca, nie oznacza, że nie mogę używać słowa. W trakcie warsztatów Andrew daje narzędzia, które mają podkręcić Twoją indywidualną ekspresję, ale nie narzuca swojego stylu, nie kierunkuje. Dużo pracuje z tzw. positive feedback, czyli skupieniu się (zarówno w robieniu, jak i w oglądaniu) na rzeczach, które się wydarzyły i które Cię zaciekawiły, sprawiły przyjemność, czy po prostu podobały, zamiast dyskutowania na temat tego, czego zabrakło. To wszystko zafascynowało mnie w naszym spotkaniu.

 

 

O podróżach i poznawaniu ludzi

 

Kilka lat temu poczułam, że improwizacja rzeczywiście może być formą sceniczną, i że chce się nią szerzej zająć. Po pierwszym spotkaniu z Andrew zaczęłam za nim „jeździć”. Aplikowałam o różne stypendia i dotacje, niestety nic nie dostałam. Jedyną opcją było odkładanie pieniędzy i inwestycja własnych oszczędności. Dzięki temu uczestniczyłam w jego warsztatach m.in. we Francji, w Szwecji i Finlandii, a także kilkukrotnie w Polsce, poznałam też wielu fantastycznych ludzi! W Göteborgu poznałam np. Idę Görsch, byłą śpiewaczkę operową i absolwentkę konserwatorium muzycznego, która w przeszłości zajmowała się ruchem. Od momentu pierwszego spotkania jesienią 2019 wzajemnie uczymy się swoich języków ojczystych poprzez improwizację, a od marca tego roku raz w tygodniu spotykamy się, by praktykować wspólnie na Zoomie. To niesamowicie ciekawy proces, ponieważ po części wykorzystujemy narzędzia od Andrew, ale zaczęłyśmy również stosować własne, wypracowane podczas współdzielonej praktyki. Na warsztacie z Andrew w Bouxwiller we Francji, gdzie średnia wieku uczestników wynosiła 40-50 lat, poznałam ludzi o pięknym i bogatym doświadczeniu. Uwielbiam pracować z osobami starszymi ode mnie –doceniam ich bagaż życiowy, dzięki któremu w improwizacji z wiekiem jest się coraz lepszym, jest czym się dzielić, a już samo ciało staje się fascynującą historią. Oczywiście nie twierdzę, że młodzi ludzie tego nie mają,, ale czas robi swoje – to jest jak z tym długo dojrzewającym winem, które z czasem nabiera różnych smaków i kolorów.

 

 

O własnej praktyce i improwizacji

 

Praktyka z Andrew wpłynęła na wiele wydarzeń, które się zadziały w moim życiu po tym spotkaniu. Jedną z nich jest projekt No Big Deal, nad którym pracuję z Moniką Kiwak, również fanką Andrew. Czuję, że z biegiem czasu do jego metod pracy dodajemy swoje i idziemy dalej. Na co dzień pracuję z dużą uważnością na ciało, korzystając z przynależnych do niego narzędzi, jak na przykład praca z głosem i słowem, zabawa językiem. Jestem ogromną fanką języka polskiego, zwłaszcza jeśli chodzi o jego bogactwo, o końcówki słów, odmiany (uwielbiam imiesłowy!) i wszystkie te możliwości słowotwórcze. Dekonstrukcja gramatyki języka polskiego i zagłębienie się w nią, gr to dla mnie materiał do pracy, szczególnie podczas realizacji projektu z Moniką Kiwak, która, jako wykształcona polonistka, ma niesamowicie bogatą wiedzę i umiejętności w tej materii.

 

Osobiście nie odnoszę wrażenia, że mam jedną wypracowaną praktykę ruchową, mimo iż zdarzało mi się słyszeć takie głosy. Szybko mówię, jestem dość niecierpliwa, moje zainteresowania zmieniają się jak w kalejdoskopie. Zresztą nie tylko Andrew na mnie wpłynął, ale także praca z Anną Piotrowską, zwłaszcza w kontekście autentyczności, czy z Anną Godowską i Sławkiem Krawczyńskim w oparciu o metodę śniącego ciała. W pracy napędza mnie podążanie za tym, co mnie ciekawi i sprawia mi przyjemność. Mogę o tym powiedzieć zarówno w kontekście sztuki, jak i życia, jedno i drugie się dla mnie łączy. Naprawdę wierzę, że improwizacja może być jedną z form spędzania wolnego czasu (stąd pomysł na warsztat). Tak jak ludzie idą na kawę, do kina, gotują, oglądają filmy, tak samo można improwizować!

 

O bliskości z widzem i odpowiedzialnej twórczości

 

Chcę występować, ponieważ to lubię. Po części również dlatego, że wydaje mi się, iż mam do tego predyspozycje, choćby takie, że bycie na scenie mnie nie stresuje (a słyszałam, że niektórych wręcz paraliżuje), ale co najważniejsze, występowanie to dla mnie sposób komunikacji. Lubię te spotkania z ludźmi. Ci, którzy przychodzą, poświęcają mi swój czas. Mogliby robić wiele innych rzeczy, a jednak wybrali to, by przyjść do mnie i w pewnym sensie „podarować” mi swój cenny czas. To daje mi pewne poczucie odpowiedzialności za to, co tworzymy i przeżywamy razem. W moim solowym spektaklu Dzień, w którym V. dała mi do myślenia albo jak pozbyłam się prokrastynacji zależało mi na jeszcze bliższym spotkaniu z widzem. Indywidualne spotkania z ludźmi, czy to w windzie, czy w innym pomieszczeniu nie jest osobną częścią, która dzieje się po spektaklu, ale jego integralną częścią. Przekracza też granicę scena – widownia, sprawiając, że jesteśmy jeszcze bliżej. To były dla mnie same sympatyczne sytuacje, niesamowicie wzruszające, bardzo osobiste, w ludziach otwierały się serca. Widz jest dla mnie zawsze bardzo ważny, moja sceniczna wypowiedź jest dialogiem, potrzebuje konfrontacji; w przeciwnym wypadku mogłabym ten spektakl zrobić w domu i nikomu nie pokazywać. Bardzo ważnym wydarzeniem na mojej artystycznej ścieżce było dla mnie stworzenie w 2017 roku wraz z Hanną Bylka-Kanecką kolektywu Holobiont. W ramach naszych działań tworzymy projekty interdyscyplinarne i wielopokoleniowe dla rodzin z dziećmi. Tam czuję jeszcze większą odpowiedzialność za to, jaki rodzaj doświadczenia chcę dać widzom i z jakimi odczuciami ich zostawić.

 

O łatce śmieszki

 

Nigdy nie pracuję z intencją stworzenia czegoś zabawnego, ale rzeczywiście jeśli myślę o rzeczach, które sprawiają mi przyjemność (a improwizacja jest jedną z nich), to poczucie humoru naturalnie się tam pojawia. Myślę, że mam swego rodzaju łatwość w wykorzystywaniu go na scenie, chociaż nie jest to moim priorytetem, wyłącznie bawić. Moje solo Dzień, w którym V. dała mi do myślenia albo jak pozbyłam się prokrastynacji postrzegane jest jako żartobliwe, dla mnie natomiast jest raczej słodko-gorzkie, zwłaszcza że dotyczy czasu, który nam pozostał. Ale przyznaję – wierzę w poczucie humoru. Jest to według mnie wartość niedoceniana, i często trywializowana, traktowana jako coś gorszego. Gdy coś jest zabawne, jego analizę zatrzymuje się na poziomie powierzchownej „śmieszności” , a często kwestie, których dotyka, są o wiele bardziej złożone. Uważam, że jest to arcytrudne, aby w sposób zabawny dotknąć głębokich tematów, nie spłycając ich.

 

Często przypinana jest do mnie łatka tej śmiesznej. Był nawet taki czas, kiedy chciałam z tym walczyć, a nawet pokazać się od strony lirycznej, dramatycznej. Tak powstało na przykład solo Kambium – krótka forma, którą przygotowałam na KIPISZ (przestrzeń improwizacji osobistej – cykliczne spotkania w Łodzi, zainicjowane przez Pawła Gralę i Katarzynę Gorczycę). Ale już z tym nie walczę. W związku z tym, że poczucie humoru było czymś, z czym byłam głównie kojarzona, to również dla mnie patrzenie na siebie jako na dojrzałą kobietę gdzieś mi umykało. Czuję, że  – cytując klasyczkę – „przyszedł na to czas”, by się tą sferą zająć i jakoś ją oswoić.

 

O byciu tłumaczką i trenerką biznesu

 

Z wykształcenia jestem tłumaczką – ukończyłam filologię rosyjska (specjalność: język biznesu). Przez dziewięć lat pracowałam w korporacji, gdzie zajmowałam się tłumaczeniami. Z czasem skończyłam też kurs trenerów biznesu. Prowadziłam szkolenia z technik komunikacji, asertywności, zarządzania sobą w czasie, czyli z tak zwanych „umiejętności miękkich”. To doświadczenie bardzo na mnie wpłynęło. Pracowałam również jako tłumaczka symultaniczna. W tej pracy trzeba jednocześnie słuchać i mówić, tłumaczyć na bieżąco, w stu procentach być tu i teraz; nie tylko myśleć o tych wszystkich słowach i zdaniach, które się tłumaczy, ale również o tym, że język jest metaforyczny. Trzeba przykładowo przetłumaczyć dowcip albo anegdotę tak, aby była zrozumiała w innym języku. Musiałam nauczyć się szybkiego reagowania, bo w tej pracy nie ma momentu na zastanowienie się – jeśli się zawahasz, to mówca jest już dwa zdania dalej i jesteś zgubiony. Pod koniec pracy w korporacji oraz po swoim odejściu prowadziłam razem z Agnieszką Ornoch bezpłatne warsztaty dla kobiet z asertywnej komunikacji. Miały one na celu zapoznanie z modelami komunikacjiiopartej na poszanowaniu granic własnych i drugiej osoby. Zauważyłyśmy, że większość ludzi ma z tym problem – jak się komunikować i odbierać komunikaty bez agresji. Obserwuję to na przykład w mediach lub dyskusjach publicznych, gdzie widzę duży stopień manipulacji językiem. Im lepiej znamy różne mechanizmy i jesteśmy ich świadomi, tym możemy być bardziej sprawczy i nie dać się zmanipulować chociażby na poziomie języka.

 

Poza tym wszystkim bardzo lubię prowadzić zajęcia praktyczne, zwłaszcza dla osób niezwiązanych zawodowo z tańcem. Podoba mi się ich ekscytacja przy małych/wielkich odkryciach. Myślę, że jestem na etapie, gdy cała moja wiedza się miesza i wpływa na siebie. Kiedy prowadzę warsztaty ruchowe, wykorzystuję swoje doświadczenie trenerskie, a z kolei jako szkoleniowiec wprowadzam do zajęć elementy rozgrzewki ruchowej. Pracując jeszcze w korporacji, brałam udział w dużych organizowanych przez firmę wydarzeniach, na klika tysięcy osób, podczas których, dzięki doświadczeniu i obyciu ze sceną byłam zupełnie nieskrępowana i robiłam swego rodzaju flash moby. To było bardzo ekscytujące!

 

Wysłuchał, wypytał, zanotował, zapisał, sfotografował Dominik Więcek.

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

Zdjęcia pochodzą z portretu choreograficznego No Big Deal, czyli improwizacji ruchowej dla przyjemności widzów i performerek, Aleksandry Bożek-Muszyńskiej i Moniki Kiwak, który odbył się ósmego października w Mazowieckiem Instytucie Kultury. Zapraszamy również na pięciodniowe warsztaty improwizacji ruchowej i głosowej im bardziej tym mnie, czyli improwizacja jako jedna z form spędzania wolnego czasu, prowadzone przez Aleksandrę Bożek-Muszyńską  w dniach 23 listopada 2020 – 27 listopada 2020 (organizator: Centrum Teatru i Tańca w Warszawie).

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia