ENG
A A A
 lipiec 2021 

Taneczne autobiografie cz. 9: Praca ciałem. Tańcząc do granic możliwości – autobiografia Davida Hallberga

Agnieszka Narewska-Siejda | taniecPOLSKA.pl | 2021

Artykuły

17 czerwca 2021

„Pamiętam, jak to jest tańczyć. Poruszać się tak swobodnie, że moje ciało się uwalnia, a kontrolę przejmuje twórcza intuicja, która prowadzi mnie poza zmartwienia związane z techniką tańca, do miejsca, w którym nie istnieje nic poza ruchem, muzyką, emocjami. Brakuje mi tych wspomnień o wolności, lecz są one zakorzenione w moim umyśle i ciele. Mogę odtworzyć je, kiedy tylko zechcę”[1]. Tymi słowami rozpoczyna się autobiografia Davida Hallberga (ur. 1982), jednego z najzdolniejszych tancerzy XXI wieku, który niezwykle mocno doświadczył zarówno blasków, jak i cieni zawodu tancerza baletowego. Jego błyskotliwa, międzynarodowa kariera została przerwana w jej szczytowym momencie przez poważną kontuzję, po której nie tylko od nowa uczył się podstawowych czynności motorycznych (m.in. chodzenia), lecz wychodził również z głębokiej depresji, mierząc się z własnymi słabościami i lękami. O początkach swojej fascynacji sztuką tańca, przekuwaniu pasji w zawód, spektakularnych sukcesach, bolesnych porażkach, a w końcu o okupionym wieloma cierpieniami powrocie na scenę opowiada w autobiografii, która została opublikowana w 2017 roku. Książka poprzedzona jest dedykacją dla rodziców: „Dla Mamy i Taty, którzy nigdy [we mnie] nie wątpili i zawsze pielęgnowali moją pasję” oraz dla pierwszego nauczyciela tańca klasycznego, dzięki któremu zbudował fundament techniki swojego tańca: „Dla Mr Hana, którego niewyczerpane zaangażowanie kształtowało tę pasję”. Wstęp zawiera bezpośrednie nawiązanie do – chyba największego – wyzwania w karierze Hallberga, wspomnianej kontuzji, która na długie miesiące uniemożliwiła mu występy sceniczne, stawiając pod znakiem zapytania jego dalszą przyszłość artystyczną. Spadając ze szczytu popularności na dno rozpaczy, osamotnienia i zarówno fizycznego, jak i psychicznego bólu, musiał przede wszystkim zmierzyć się ze sobą samym. W tym trudnym czasie jedynym, co chroniło go przed całkowitym załamaniem, była siła woli. Jego wspomnienia posłużyć mogą jako inspiracja i świadectwo na niezłomność charakteru oraz na prawdziwość dewizy „chcieć to móc”.

 

Być jak Fred Astaire

 

David Hallberg był typowym amerykańskim dzieckiem, wychowywanym wraz ze starszym bratem Brianem, przez rodziców wywodzących się ze średniozamożnej klasy średniej. Po szkole mały Hallberg jeździł na rowerze, bawił się z kolegami i budował domki na drzewach. To idylliczne, beztroskie dzieciństwo przerwane zostało pewnego wieczoru, który zmienił całe życie chłopca – ośmioletni David zobaczył przypadkiem w telewizji tańczącego Freda Astaire’a i chłonął ten obraz całym sobą. W głowie miał dwie myśli: „Chciałem być nim. Poruszać się tak, jak on”[2]. Od tego momentu taniec stał się dla niego prawdziwą obsesją i nieodłącznym składnikiem życia, napędzającym go do działania. Hallberg porównuje uczucie, które wzbudzała w nim ta sztuka, do nienasyconego poczucia głodu, głodu tańca, którego nie potrafił kontrolować i całkowicie mu się poddawał. Tańca zaczął uczyć się sam. Zrobił sobie również prowizoryczne buty do stepu – przykleił taśmą klejącą do podeszwy mokasynów pięciocentówki, dzięki czemu mógł naśladować swojego idola. Gdy tylko nadarzała się okazja, schodził do piwnicy, gdzie znajdowała się pralnia, i tam między pralką i sznurkami z praniem doświadczał całkowitej wolności i nieskrępowanej radości, płynącej z ruchu. Hallberg pisze, że nauka tańca przychodziła mu naturalnie, była częścią niego, czuł, że musi tańczyć. Jego pasję dostrzegli wkrótce rodzice, którzy zapisali chłopca na popołudniowe zajęcia ze stepowania. Okazało się, że ich syn ma nieprzeciętny talent. Wkrótce zaczął pobierać lekcje tańca jazzowego, a w wieku jedenastu lat również lekcje tańca klasycznego, które jednak początkowo traktował jedynie jako technikę wspomagającą jazz i step. Jednak oprócz ogromnej radości i satysfakcji płynącej z nauki tańca, Hallberg pisze również o traumatycznych doświadczeniach, jakie przeżył, stając się obiektem drwin i docinek ze strony rówieśników. Było to związane zarówno z jego pasją do tańca, jak i z orientacją homoseksualną, którą uświadomił sobie, wkraczając w wiek dojrzewania. Jedno z boleśniejszych wspomnień dotyczyło sytuacji, kiedy chłopcy z jego szkoły oblali go całego damskimi perfumami, szturchając i nazywając „dziewczynką”. Od tego momentu zamknął się w sobie, bojąc się agresji i przemocy, starając się odciąć od rzeczywistości, w której nie potrafił się odnaleźć. Jedyną przestrzenią wolności był dla niego taniec.

 

Zamiana butów do stepu na baletki

 

Jedną z amerykańskich tradycji bożonarodzeniowych jest organizowanie spektakli Dziadka do orzechów, wystawianych zarówno przez profesjonalnych tancerzy baletowych, jak i amatorskie zespoły taneczne. To właśnie w tym spektaklu odbył się sceniczny, baletowy „debiut” Hallberga, który od tego momentu zafascynował się tańcem klasycznym do tego stopnia, że zdecydował się na naukę w profesjonalnej szkole baletowej – Ballet Arizona School. W wieku szesnastu lat postanowił zaś spróbować dostać się do jednej z najlepszych tego typu placówek na świecie – szkoły baletowej Opery Paryskiej. Udało mu się pomyślnie przejść proces rekrutacji, więc wkrótce wyprowadził się z domu rodzinnego i zamieszkał w Paryżu. Był to dla niego z wielu względów trudny czas, choć jako tancerz bardzo się rozwinął. Poza rozłąką z najbliższymi najbardziej cierpiał z powodu alienacji ze strony rówieśników. Nie potrafił odnaleźć się w grupie, czuł się wyśmiewany, poniżany, odrzucany z powodu swojej narodowości i orientacji seksualnej. Jedno z boleśniejszych wspomnień z tego okresu związane było z faktem, iż na 180 wychowanków jako jedyny nie został zaproszony do wzięcia udziału w słynnej paradzie uczniów (Grand Défilé) na deskach Opery Paryskiej, gdyż nie był Francuzem… Po roku nauki Hallberg powrócił do Stanów Zjednoczonych, gdzie rozpoczął staż w American Ballet Theatre’s Studio Company, przygotowującym do pracy w American Ballet Theatre, do którego dołączył jako członek corps de ballet w 2001 roku. W ten sposób rozpoczął profesjonalną karierę artysty baletu.

 

Na scenach świata

 

Na „baletowy Olimp” Hallberg piął się stopniowo i konsekwentnie. W 2004 roku dostał awans na stanowisko solisty dzięki roli, która przewijała się następnie przez cały okres trwania jego tanecznej kariery – partii Zygfryda z baletu Jezioro łabędzie. Dwa lata później zaś, po debiucie w balecie Apollo i Muzy, uhonorowany został tytułem pierwszego tancerza. Od tego momentu jego repertuar zaczął się dynamicznie powiększać. Hallberg błyszczał w baletach takich jak: Giselle (książę Albrecht), Śpiąca królewna (książę Désiré), Bajadera (Solor), Dziadek do orzechów (Dziadek do orzechów-Książę), Korsarz (Conrad), Sylfida (James), Manon (kawaler de Grieux) i w wielu innych. Choć jest typowym tancerzem noble[3], obdarzonym pięknymi proporcjami i liniami ciała oraz bardzo rzadko spotykanym u mężczyzn wysokim podbiciem stopy, nie wahał się również występować w spektaklach wykraczających poza ramy tańca klasycznego. Tańczył w baletach George’a Balanchine’a, Alexandra Ratmansky’ego, Jiříego  Kyliána i innych. Współpracował także z Jérômem Belem. Bardzo szybko zaczął otrzymywać również rozmaite propozycje gościnnych występów w najlepszych teatrach na całym świecie. Występował m.in. w Paryżu, Mediolanie, Kopenhadze, Kijowie, Buenos Aires, Tokio, Singapurze, Petersburgu, Hawanie i Sydney. Podróże te owocowały także  współpracą z najlepszymi ówcześnie tancerkami, takimi jak: Gillian Murphy, Natalia Osipowa, Ekaterina Kondaurowa, Swietłana Zacharowa. Na kartach swojej autobiografii barwnie charakteryzuje każdą z nich, przytaczając różnorodne anegdoty związane z pracą nad przygotowywanymi wspólnie występami. Oprócz bezcennego doświadczenia, jakie zdobywał dzięki pozycji tancerza przyjeżdżającego z gościnnymi pokazami, Hallberg podaje również wiele niedogodności z tym związanych. Pierwszą z nich był ograniczony czas na próby, ponieważ nierzadko brał udział jako solista w już gotowych spektaklach, będących w repertuarze danego teatru. Zazwyczaj wtedy prosto z lotniska, mając za sobą często wiele godzin lotu, tancerz udawał się od razu do sali baletowej, gdzie szybko ćwiczył najtrudniejsze elementy choreografii z nową partnerką. Musiał również od razu adaptować się do warunków sceny, nierzadko nie mając szansy na próbę z orkiestrą. Wspominał także o atmosferze panującej w każdym zespole baletowym, którego członkowie nie zawsze patrzyli życzliwym okiem na zapraszane gwiazdy. Co więcej, jako sławny artysta, którego nazwisko przyciąga do teatru tłumy, mimo zmęczenia związanego z nieustannym podróżowaniem, musiał również sprostać tej presji, pokazując się w możliwie najlepszej formie.

 

Jeden z przełomowych momentów w artystycznej karierze Hallberga nastąpił w 2011 roku, kiedy Siergiej Filin, ówczesny dyrektor artystyczny Teatru Wielkiego w Moskwie, zwrócił się do niego z niecodziennym pytaniem – zaproponował mu angaż na stanowisku pierwszego tancerza w swoim zespole. Była to propozycja historyczna o niebagatelnym znaczeniu, gdyż bardzo niewielu obcokrajowców przed nim dostało taką możliwość[4]. W pierwszej chwili David był nią przytłoczony, czuł, że decyzja, którą musi podjąć, wymaga od niego radykalnej zmiany dotychczasowego stylu życia i pracy oraz nie lada odwagi. W końcu jednak, po długich tygodniach rozterek i wewnętrznego rozdarcia, Hallberg postanowił zaryzykować i przyjął ofertę Filina. Informacja o tej decyzji trafiła na pierwszą stronę dziennika „New York Times”. Życie w Moskwie od początku nie było łatwe. Młody tancerz czuł się bardzo osamotniony, zwłaszcza że nie znał żadnego słowa w języku rosyjskim. Codzienny harmonogram prób i występów sprawdzał tylko dzięki temu, że zapamiętał, jak w cyrylicy wygląda pierwsza litera jego nazwiska. Odczuwał dużą różnicę kulturową, bardzo brakowało mu ulubionego masła orzechowego, które co jakiś czas przesyłali mu ze Stanów rodzice. Nie był przyzwyczajony również do krótkich, mroźnych, zimowych dni. Po godzinach prób wracał do pustego, wynajętego mieszkania, w którym odpoczywał, leżąc na kanapie. Całkiem inaczej wyglądało natomiast jego życie zawodowe. Hallberg robił olbrzymie postępy pod okiem znakomitych rosyjskich nauczycieli, czego najlepszym dowodem były entuzjastyczne reakcje publiczności po jego występach. Równolegle wciąż współpracował z American Ballet Theatre, z którym co jakiś czas tańczył spektakle oraz nie zaprzestał gościnnych występów z innymi zespołami na całym świecie. Bardzo często zdarzało się, że kilkugodzinny lot samolotem był dla niego jedyną chwilą odpoczynku. Życie Hallberga wypełniał permanentny stres, intensywne, codzienne próby, wieczorne spektakle oraz częste podróże. Brakowało natomiast czasu na regenerację, relaks, na fizyczny i psychiczny odpoczynek. Taki tryb życia nie mógł trwać wiecznie i bez konsekwencji zdrowotnych.

 

Na krawędzi

 

Kolejny przełom w życiu Hallberga miał miejsce w 2014 roku, kiedy doświadczył poważnej kontuzji, stawiającej pod znakiem zapytania jego taneczną przyszłość. Jednak sygnały ostrzegawcze dotyczące tego, że jego ciało powoli zaczyna odmawiać posłuszeństwa, docierały do niego już wcześniej. W 2012 roku, czasie jednej z prób z American Ballet Theatre, złamał kość śródstopia w prawej stopie, co odsunęło go od czynnego wykonywania zawodu na pół roku. Gdy jednak tylko poczuł się lepiej, od razu wrócił do dawnego, wyniszczającego trybu życia. W swojej autobiografii dokonał następującego podsumowania:

 

„Pomiędzy 9 listopada 2013 roku a 18 stycznia 2014 roku przeleciałem łącznie 45,231 mil[5]. Nauczyłem się czterech nowych choreografii i zatańczyłem w czterech nowych produkcjach. Przyswoiłem sobie cztery różne style choreograficzne, każdy w formie pełnowymiarowego spektaklu. Nie odpuszczałem, zapamiętywałem choreografie, wykonywałem kroki najlepiej jak umiałem. Ponownie moje wolne dni spędzałem „w powietrzu”, podróżując z punktu A do punktu B, co było moim odpoczynkiem. Wsiadałem do samolotu, opadałem na siedzenie i starałem się odpocząć psychicznie i fizycznie, aby biec dalej, kiedy tylko samolot znowu dotknął ziemi”[6].

 

Hallberg ignorował również ból lewej stopy, który coraz częściej i coraz intensywniej towarzyszył mu zarówno na próbach, jak i na scenie. Niejednokrotnie musiał markować ćwiczenia i oszczędzać siły, gdyż ból stawał się nie do wytrzymania. W czasie jednego z występów w Giselle z Aliną Cojocaru w Nowym Jorku skręcił kostkę. Po krótkiej przerwie, która nie wystarczyła, by wyleczyć kontuzję, powrócił do tańca, przygotowując się do występów w Jeziorze łabędzim. Jego wariacje zostały pozmieniane w ten sposób, aby lądowania po wszystkich skokach odbywały się na prawej nodze, by oszczędzać chorą stopę. Choć wciąż występował, coraz wyraźniej docierała do niego myśl, że nieunikniona jest operacja i dłuższa przerwa od tańca. Zdecydował się na nią w sierpniu 2014 roku. Niestety osiem tygodni po zabiegu okazało się, że stopa nie goi się jak powinna, wciąż jest w niej stan zapalny. Stopa była czerwona i spuchnięta, a Hallberg coraz częściej skarżył się na dokuczliwy ból ścięgna Achillesa. Dodatkowo w miejscu cięcia wytworzyły się zrosty i blizny, które uniemożliwiały wykonanie podstawowego ćwiczenia tańca klasycznego – plié, toteż konieczna była druga operacja. Po jej zakończeniu Hallberg pragnął jak najszybciej wrócić na scenę. Zaczął rehabilitację, chodził również na codzienne lekcje. Szybkie tempo życia nie pomagało mu wcale w odzyskaniu formy, ból nie znikał, a siły nie powracały. Tancerz był coraz bardziej zdesperowany i bezsilny. Przestał spotykać się ze znajomymi, wpadł w nałóg nikotynowy, raz po raz pojawiały się w jego głowie myśli o przejściu na emeryturę. Ze stanu apatii wyrwała go nadzieja na powrót do zdrowia w Australii, pod okiem fizjoterapeutów z Australian Ballet, którzy specjalizowali się w leczeniu różnych, nawet najbardziej skomplikowanych, tanecznych kontuzji. Hallberg nie wahał się długo, kupił bilet w jedną stronę do Melbourne i w listopadzie 2015 roku rozpoczął czternastomiesięczną rehabilitację. Była ona trudna pod wieloma względami. Tancerz nie tylko codziennie zmagał się z bólem i uczył się od nowa najprostszych czynności motorycznych, lecz musiał również zmierzyć się z własnymi słabościami i frustracjami, zawierzając swoje losy rehabilitantom. Dopiero wówczas, gdy prawdziwie im zaufał i zmienił swoje nastawienie do terapii, zaczęła ona przynosić efekty. W grudniu 2016 roku Hallberg był już w stanie uczestniczyć w lekcjach Australian Ballet. Wkrótce powrócił do Nowego Jorku, gdzie znów mógł robić to, co kocha najbardziej – tańczyć.

 

Podsumowanie

 

Autobiografia Hallberga jest przejmującą książką o walce z własnymi słabościami, o pokonywaniu siebie, o dążeniu do doskonałości, o wykorzystywaniu do granic możliwości szans, jakie niesie życie oraz o niebezpieczeństwach i konsekwencjach z tym związanych. W pracy tej tancerz doskonale pokazał również, że taniec w jego życiu rzeczywiście nie był świadomym wyborem, lecz siłą, która zawładnęła całą jego osobą. David Hallberg występował na scenie do 2021 roku. Miał wtedy zaplanowane specjalne spektakle, kończące jego taneczną karierę. Niestety większość z nich została odwołana z powodu epidemii koronawirusa. Nie wpłynęło to jednak na wycofanie się artysty z tanecznego świata. W styczniu 2021 roku przejął bowiem obowiązki dyrektora artystycznego Australian Ballet, które pełni do dziś.

 

 

***

 

Tekst ukazuje się w cyklu Taneczne autobiografie, którego celem jest prezentacja wspomnień słynnych tancerek i tancerzy baletowych z XX i XXI wieku. Tancerze, przedstawiający na scenie różnorodne historie i narracje, przeważnie nie wypowiadają na niej ani jednego słowa. Autobiografia jest dla nich przestrzenią do zwerbalizowania swoich osobistych historii, zarówno z życia zawodowego, jak i prywatnego, do odsłonięcia baletowych kulis, do przedstawienia różnorodnych anegdot i opowieści, dzięki którym słynne osobistości tanecznego świata ukazane zostają od innej strony niż ta, o której można przeczytać w podręcznikach historii tańca. Na cykl dziesięciu felietonów składają się omówienia wybranych pozycji, nietłumaczonych do tej pory na język polski. Ostatni tekst zostanie poświęcony brytyjskiej balerinie Beryl Grey, która w 2017 roku opublikowała autobiografię For the Love of Dance, podsumowującą jej artystyczne życie.

 

Copyright taniecPOLSKA.pl (miniaturka)

 

 

 



[1] David Hallberg, A Body of Work. Dancing to the Edge and Back, New York – London – Toronto – Sydney – New Delhi 2017, e-book, s. 7. Wszystkie tłumaczenia są mojego autorstwa. W oryginale tytuł autobiografii Hallberga brzmi: A Body of Work. Dancing to the Edge and Back i nie jest jednoznaczny do przetłumaczenia. Wyrażenie „a body of work” może oznaczać również całość dorobku artystycznego danego twórcy, zaś frazę „dancing to the edge and back” przetłumaczyć można równie dobrze jako „tańcząc do granicy i z powrotem” lub – bardziej metaforycznie – „tańcząc na krawędzi”.

[2] Ibidem, s. 21.

[3] Więcej na temat tego pojęcia można znaleźć w felietonie Katarzyny Gardziny „Danseur noble” – wymierający gatunek, taniecPOLSKA.pl, 22 lutego 2021, https://www.taniecpolska.pl/krytyka/797 - przyp. red.

[4] Innym amerykańskim tancerzem, zatrudnionym na stanowisku pierwszego tancerze w Teatrze Wielkim w Moskwie ,był Michael Shannon, z tymże został on „odkryty” przez Rosjan już w wieku 16 lat, kiedy rozpoczął naukę w szkole baletowej w Moskwie i był jej pierwszym, amerykańskim absolwentem.

[5] Co daje prawie 73 tysiące kilometrów.

[6] David Hallberg, op. cit., s. 268.

INFORMACJA DLA UŻYTKOWNIKÓW SERWISU
Przed przystąpieniem do użytkowania Serwisu www.taniecpolska.pl operator Serwisu poleca zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu.
Operator Serwisu poleca w szczególności zapoznanie się z postanowieniami Polityki Prywatności Serwisu w zakresie: Zapoznanie się z Polityką Prywatności Serwisu pozwoli wszystkim Użytkownikom na korzystanie z Serwisu zgodnie z obowiązującymi przepisami prawnymi oraz własną wolą wyrażoną w odpowiednich zgodach.
Operator Serwisu jest gotów odpowiedzieć na ewentualne pytania w sprawie wykonywania Polityki Prywatności Serwisu.
Nie pokazuj więcej tego powiadomienia